Zgadzam się, że szczury są lepsze.
Śnieżyca to była później, jak ze spaceru wróciłam. Teraz już śladu nie ma.
Moja sunia też lubi się tarzać jak jest śnieg, zresztą nie tylko wtedy, ogólnie lubi to robić. Ona na dworze spędza cały dzień, latem też i noc. Na pole

sąsiada wypuszczana jest z rana, taki rytuał, domaga się.
Biegam boso po śniegu, jak jest go więcej, teraz to błoto pośniegowe wymieszane z liśćmi, super śliska nawierzchnia, jak chcesz orła wywinąć, to zapraszam.

Kontakt bezpośredni z Matką Ziemią bardzo jest wskazany i bardzo brakuje nam ludziom uziemienia, co później przekłada się na stan naszego zdrowia. Latem dużo na boso chodzę. Teraz trochę mi się nie chce, bo za dużo z tym ambarasu, bo nogi trzeba z błota obmywać, a letni prysznic schowany, woda zewnętrzna od tygodnia zakręcona.
Wiem, że taki prysznic w domu jest mało ekologiczny, bo czysta woda płynie do szamba,

ale dla zdrowotności czegóż się nie robi. Może z czasem będę miała łaźnię zewnętrzną całoroczną, a na razie działam w obrębie tego co mam, by dbać nie tylko o dobre samopoczucie, ale i o zdrowie. Lepiej zapobiegać niż później leczyć.
A co do planów, to staram się nigdy do nich nie przywiązywać, trzeba być elastycznym. Życie w utartym schemacie, choć daje poczucie bezpieczeństwa, to rozleniwia niestety mózg. Także trzeba chwytać chwilę i do niej się dostosowywać, a nic nie będzie nas zaskakiwać i frustrować.
