Mazrena już jestem i w skrócie opiszę. Test zrobiłem w poniedziałek o 11.00 i po południu pojechałem w kierunku Świnoujścia, ponieważ nie miałem i nie mam żadnych objawów. Zatrzymałem się w odległości ok. 160 km od Świnoujścia i tam dostałem SMS o wyniku na IKP godz. 22.05, a badanie było w labolatorium 5 min wcześniej.
Rano musiałem wykonać dużo telefonów na infolinię do Warszawy, na Policję u siebie, sanepid dzwonił i robił wywiad. Jednym słowem masakra. Ale wszystko załatwiłem i wróciłem ponad 400 km z powrotem, bo mam kwarantannę do 17 marca.
Już myślę co zrobić, żeby jak najszybciej po tej kwarantannie wyjechać ponownie ze zwrotu.
Chyba muszę molestować swoją lekarkę o skierowanie po wszystkim na test wykrywający przeciw ciała, bo wtedy bym wiedział, czy miałem wirusa, czy nie.
Sanatorium w Świnoujściu lub Kołobrzegu na pewno nie odpuszczę.
Co do podróży, to nie żałuję, bo byłem w Dzień Kobiet tam, gdzie chciałem być, wręczyłem kwiaty, a z jazdą dałem radę, bo drogę już znam na pamięć i w dwa dni zrobiłem ponad 1000 km.
