Hmmmmm, chyba rzeczywiście piszemy o innych sanatoriach
11-go sierpnia wróciłam z Solinki.
Zacznę od kwestii spornej - wyżywienia. Były plusy i minusy. Ja nigdy nie czytalam jadłospisu i jakoś udawalo mi się rozpoznac zupy....
Byly smaczne, dobrze przyprawione. Drugie dania też smaczne- zawsze z surówką.Minus? Brak czegokolwiek do popicia.Pani dyrektor twierdzila, że to nie jest zdrowo popijać jedzenie. O dziwo śniadania i kolacje popijaliśmy herbatą ( tu bylo zdrowo). I to herbatą słodzoną, choć dżemu nie było, bo cukier wedlug p. dyr. nie jest zdrowy

Jak w większości sanatoriów było mało warzyw i owoców. Brak ciast i np. jogurtów. Ale jeszcze raz napszę, że to, co nam podawano było smaczne. Nie było zup mlecznych - na to p.dyr. też miała jakieś wytłumaczenie, ale już nie chciało mi się słuchać jej dywagacji na temat jedzenia.
Moje zabiegi byly zawsze 10-cio minutowe. Krótkie, ale to chyba teraz takie normy w wielu sanatoriach. Wachlarz zabiegów różnorodny. Dodatkowo każdy mógł korzystać w wyznaczonym czasie z małej tężni na terenie budynku oraz z codziennego porannego rozruchu, który był poza zabiegami.
Moje zabiegi bardzo mi odpowiadały.- u lekarza nie było problemu z lekką sugestią, co nam pomaga, a co szkodzi.Zabiegi można bylo zmienić i z przeplanowaniem godzin nie bylo żadnego problemu. Rehabilitanci mili, wszystko odbywało się sprawnie.
Panie w recepcji bez zarzutu- miłe, uśmiechnięte, sympatyczne.Jest pralka do wykorzystania.
Oferta wycieczek bliższych i dalszych bogata. Kto chciał, z pewnością zaspokoił swoje zainteresowania związane ze zwiedzaniem, poznawaniem okolicy i mógł sie zrelaksować na różne sposoby. Na miejscu biblioteka, wieczorem działa kawiarenka z muzyką.
O samym Polańczyku i okolicach nie piszę, bo w necie wiadomści pod dostatkiem.
Czy polecam Solinkę? Tak.