Witam serdecznie
Piszę tu, bo tu jakoś "spokojniej"
Zbyszku, bardzo mi przykro, że ponownie ominął Cię wyjazd do Sanatorium i to do takiego, które sam wybrałeś.
Pech, ale z drugiej strony dobrze, że dotarłeś do domu, bo spędzenie izolacji w jakimś izolatorium to dopiero może być przykre.
Życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia

i dużej ilości przeciwciał, co choć przez kilka miesięcy pozwoli Ci poczuć się bezpiecznie i jako tako normalnie. Tym bardziej, że jest już coraz więcej dobrych testów za nawet kilkadziesiąt zł, które bez łaski i proszenia o skierowanie pozwolą na to, by co jakiś czas ten poziom kontrolować. (Już od jutra szwajcarskie testy maja być w Biedronce, a niebawem jakieś też z wyższej półki mają zagościć w Lidlu).
Ciekawe, czy zaraziłeś się przy pierwszym pobycie w Świnoujściu, czy już po powrocie do domu
U moich dzieci było tak, że córka dostała gorączki, bolała ją bardzo głowa i była słaba-śpiąca już 8 listopada, ale lek. rodzinny nie dał jej skierowania na test, bo siedziała w domu na macierzyńskim. Dopiero kiedy po ponad tygodniu u zięcia wystąpiły duszności, gorączka, kaszel (a on pracuje z ludźmi) i jego test wyszedł dodatni (18 listopada), córka wymusił skierowanie na test dla siebie i chłopców i wszyscy mieli plusa. U niej test (wymazowy, genetyczny) wykonano 20 listopada, czyli 12 dni od objawów. Wcześniej robiła sobie test, taki z kropli krwi z apteki, ale był ujemny.
Natomiast poziom przeciwciał jest wysoki (jeśli jest

) dopiero najwcześniej po miesiącu. Zięć się zgłosił do woj. stacji krwiodawstwa jako dawca osocza i zaprosili go dopiero 19 stycznia, czyli 2 miesiące od wykonania testu. Oczywiście przeciwciała miał już na pewno wcześniej, ale taki termin przewidują ich procedury, bo poziom przeciwciał u dawców musi być odpowiednio wysoki.
Jeszcze raz pozdrawiam serdecznie Zbyszka

i wszystkich na Forum, życzę miłej, słonecznej soboty i niedzieli a przede wszystkim dużo, dużo zdrowia

.
Super Zbyszku, że w twoim mieście pomyśleli o śmieciach. U córki to był straszny problem bo 5 osób, w tym maleńkie dziecko, pampersy itd. Córka troszkę podparła się pieluchami z tetry, ale tak do końca się nie dało. Mieszkają w bloku, wszyscy poza małym mieli izolację a malutki kwarantannę, bo jemu nie pobrano testu. No i co mieli robić? Magazynowali te śmieci na balkonie ale przez prawie dwa tygodnie nikt się ze służb miejskich nie zgłosił i dwa czy trzy razy przyjechała ich koleżanka, która przeszła Covid w październiku i wyniosła te śmieci do pojemnika "zmieszane". Tak nie powinno być, no ale na tym balkonie odleżały jakąś tam kwarantannę . No i dobrze, że to był listopad a nie np. czerwiec
