Strona 13 z 261

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 22 lis 2018 23:33
autor: ANDY12345
Ukochana Marianka może być ale moja ? chyba po paru 6-pakach :lol: :lol: :lol: :lol: , namordował się chłopina jak mawiasz to podziękuj w moim imieniu bo z moją nagrodą trafił celnie. Będzie jak znalazł na andrzejki mniejsze koszty, tylko świeczkę z grobu muszę wziąć :twisted:

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 23 lis 2018 06:13
autor: forumowicz
Dziękuję Bożenko. Postaram się pociągnąć naszą historię dalej. Teraz już muszę uciekać. Serdeczności dla naszego niewielkiego grona. 😗

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 23 lis 2018 08:43
autor: ANDY12345
Dziękujemy :kwiat: . Jakiego małego, to że tylko mam 184 cm to mało, miałem 188 ale się skurczyłem nie po praniu :lol:

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 23 lis 2018 10:08
autor: BozenaMat
Florko........... :kwiat: Fajnie, że dołączyłaś....... no i czekamy na jakieś nowe wiadomości od Mani :D

ANDY............ Ty lepiej po tym cmentarzu nie ganiaj... jeszcze Cię strach przeleci ........ :D ....... a już świeczek nie zaiwaniaj i tym śpiącym snem wiecznym spokoju nie zakłócaj :evil:

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 23 lis 2018 10:15
autor: malgorzatas
Dzień Dobry :kwiat:
Pierwsze co zrobiłam to odwiedziłam Kamienicę...a tu taka niespodzianka...Bożenko dziękuję za pacynkę...piękny prezent dostałam :serce:

Wszystkich którzy się razem bawili serdecznie pozdrawiam ..może Florka i Bożenka coś znowu napiszą...z podziękowaniami zasyłam :kwiat: :kwiat:

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 23 lis 2018 10:17
autor: BozenaMat
Małgoś......... wiesz... może to tylko pacynka, ale przecież wiesz jakie znaczenie miała dla Marianka. To tak jakbyś dostała wysadzaną diamentami kolię :D
Fajnie było się bawić........ może znów kiedyś coś wymyślę, albo Florcia wpadnie na jakiś pomysł. Jej tekst to rewelacja... ileż to z sanatoryjnego życia Marianka wyjaśnił :D

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 23 lis 2018 10:21
autor: malgorzatas
Wiem Bożenko...nigdy nikt mnie tak nie docenił....taki prezent to jak talizman...dziękuję Tobie :serce: Florci :serce: za miłe chwile.. :D

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 23 lis 2018 10:24
autor: BozenaMat
Małgoś........... a nie mówiłam, że szczecińska kamienica jest wyjątkowa? A jej lokatorzy to już ho ho.... ależ serducho u nich :D
Miłego dnia :kwiat:

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 23 lis 2018 19:03
autor: BozenaMat
Czyżby nowy romansik w kamienicy?

Po wczorajszej imprezie, tej co to świętowaliśmy odgadnięcie zagadki, co stało się z telefonem Marianka, zapanowała jakaś niespotykana dotąd w naszej kamienicy euforia. Rzec można… wszyscy jakoś tacy odmienieni, nikt nie siedział w swych czterech ścianach, tylko tu i nazad ganiali po schodach. Pieprzu się najedli czy napili zajzajeru czy co? O 11 trzaskania drzwiami miałam już dość. Książka jakoś mi nie podchodziła, nie mogłam załapać czy to on ją czy ona jego tą siekierą… a może to był ktoś inny i ona tylko napatoczyła się na denata? Mało zajmujące… postanowiłam i ja wyjść na klatkę schodową i zobaczyć, co też było przyczyną tego ruchu w kamienicy.

W czym byłam, a że jakoś słabo grzali (pewno znów dozorca przysnął i nie zaszuflował do paleniska) więc wyszłam w tym, co miałam na sobie. A miałam piękny, różowy, włochaty sweterek, na wierzch narzuciłam fioletową chustę… miałam gdzieś, że wyglądam jak te przebierańce chodzące z turoniem. Ciekawość mnie zżerała, już dawno takiego ruchu u nas nie było. Tak więc wychodzę i prawie że zderzyłam się z Jureczkiem. Hymmmm…. Czyżby znów pomieszkiwał u naszego Marianka? Ale chyba nie. Boguś od dłuższego czasu tam się zadomowił i dwa chłopa na skromniutkie M2 to i tak za wiele. Dodatkowy Jureczek, to już tłok jak na Marszałkowskiej w godzinach szczytu. Niby 2 pomieszczenia, ale… trzeba brać pod uwagę, że Marianek pomieszkiwał z całym swym dobytkiem, a było tego niemało. Wszelaki złom i bardzo przydatne (wedle Niego) rzeczy składowane były w mieszkaniu. Wprawdzie Mariankowi przysługiwał garaż i oczywiście go miał, ale jak 3 lata temu wynajął go pewnemu studentowi, to do dziś nie może go odzyskać. Co oni nie robili… włącznie z próbą włamania się do garażu. Nic to nie dało. Młodzież teraz jakoś taka sprytna, jakieś tam zamki pozakładali (takie, że nawet Józio, ten co to kiedyś siedział we Wronkach za włamanie się do sejfu w warzywniaku - razem z naszym Bogusiem)… i on sobie nie poradził. Student wprawdzie płacić za garaż płacił więc Marianek tak niezbyt ochoczo brał się, by znów przejąć garaż. Miejsca na rupiecie potrzebował, ale za wynajem garażu zawsze jakiś grosz do kieszeni wpadł… a w dobie mało intratnego interesu z puszek czy makulatury, był jak znalazł.
Tak więc widząc Jureczka zrobiłam wytrzeszcz oczu i ciekawie pytam:
- A Ty Jureczku to co tu robisz? Znów mamy jakąś imprezkę??
Jureczek tak jakoś dziwnie na mnie popatrzył, krwisty rumieniec wykwitł na Jego licu i chrząkając… jąkając się … wydukał:
- A bo to ja z Florcią (o cholera, już są na Ty)… doprowadzamy Jej mieszkanie do wprawdzie nie pierwszej, ale świetności.
Zamurowało mnie, nie zdążyłam nic powiedzieć, a tymczasem Jureczek truchcikiem pomknął na dół. Za chwilę człap, człap… lezie sirota do góry, taszcząc drabinę. Poczłapałam za Nim, a co? Ciekawość mnie wzięła, pozioram, co się dzieje.

Doczłapaliśmy na 3 piętro… nawet pukania do drzwi nie było, Jureczek pakuje się do mieszkania Pani Florci, jak do własnego mieszkanka i… co za piękny widok. Sąsiadka w ślicznej kwiecistej sukieneczce (no to niesprawiedliwe, że inni mogą wyglądać jakby dopiero wyszli z salonu piękności, a ja taka poczochrana, w ciut za wielkim różowym sweterku… ech…) siedzi sobie pod plakacikiem Led Zeppelin i popija z miśnieńskiej (sprawdziłam później, takowa była) filiżanki kawusię. Jak się dowiedziałam później, filiżanka naprawdę była markowa, odziedziczona po prababci, co to (prababcia) dostała cała zastawę, gdy jaśnie państwo wynajęli u prababci wóz, gdy trza było w tę pędy zwiewać przed burżujami. Jako że od tego czasu minął prawie wiek, z zastawy ostała się ino ta jedna filiżaneczka, w całkiem dobrym stanie. Spodeczek tu i ówdzie miał wyszczerbienia, ale co się dziwić. Ząb czasu ponadgryzał.

Florcia zaprosiła mnie na kanapkę… kawkę dostałam, wprawdzie już nie w miśnieńskiej porcelanie, ale filiżaneczka była niczego sobie. Wyglądała mi jak ze ślubnej zastawy matuli Florci więc dostąpiłam nie lada zaszczytu. No i co się okazało. Wczoraj gadka gadka i Jureczek zadeklarował się, że usunie tę wstrętną plamę w rogu pokoju, co to straszy od czasu, kiedy to Florci sąsiedzi (Ci z góry) urządzili w mieszkaniu wczasy All inclusive. Jureczka lubię, nawet bardzo, Florcia wydaje się osóbką przemiłą, baaa… powiem więcej… jest chyba ulepiona z tej samej gliny co i ja… znaczy się poczucie humoru ma, nieobce jest Jej współczucie do wszelakich pokrzywdzonych przez los kaczuszek czy to fauny czy homo sapiens… Analizując te Florcine cechy doszłam do wniosku, znaczy się jak nic pasują do siebie… ma się rozumieć, że Florcia z Jureczkiem. Co z tego będzie? A no zobaczymy, a czasu mają sporo, bo Jureczek z pewnością przyłoży się do odnowienia mieszkania Florci, a że talent malarski ma (onegdaj tak pięknie podmalował oko Marianka, że pół dzielnicy nadziwić się nie mogło), to śmiem sądzić, że jak Jureczek ukończy swe dzieło, mieszkanie Florci zadziwi niejednego.
Aż zacieram rączki… bo widząc te ślipka Jureczka zerkające na wdzięcznie siedzącą Florcię na owej z deczka zdezelowanej kanapie… oj szykuje się nam w kamienicy romansik… szykuje.

A tym czasem siedziałyśmy sobie z Florcią na owej kanapie, z gracją popijałyśmy kawuśkę i patrzyłyśmy jak Jureczek szczebelek po szczebelku pnie się w górę na tej chyboczącej drabince……………….. :D

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 23 lis 2018 19:15
autor: malgorzatas
W kamienicy będzie ślub :D oj będzie się działo. .. :D jeszcze załapiemy się na poprawiny ...