Nie, pyszne, świeżo robione, żadne tam okruchy z zamrażalnika
U mnie też głównie zakupowy dzień był. Się nataszczyłam różności...

Jak ładowałam dwa wory ziemi na pakę już zwątpiłam i zaczęłam myśleć czy by jakiego faceta nie zmolestować

,ale potem myślę sobie, jak to ja nie dam rady !? I sposobem, pomalutku worki zawędrowały tam gdzie trzeba.
U mnie z godzinę mruczało i grzmiało, ale deszczu to jak ksiądz kropidłem.

Teraz znów lampa, ale ciut chłodniej, bo 29°C.
Botwinę na własnych buraczkach podaję, ktoś ma ochotę?

PS
Zaczęłam czytać Diuny, ale na razie to chaos.
