Stróże Centrum Szkol.Rehab.im Ojca Pio
Re: Stróże Centrum Szkol.Rehab.im Ojca Pio
Re: Stróże Centrum Szkol.Rehab.im Ojca Pio
Re: Stróże Centrum Szkol.Rehab.im Ojca Pio
Re: Stróże Centrum Szkol.Rehab.im Ojca Pio
moglbym to okreslic jednym slowem - masakra - ale opisze dokladniej
zwykla wioska na srodku pola, osrodek przypomina troche wiezienie i w sumie mozna sie tak czuc, zero organizacji, gdy chcielismy gdzies jechac robili nam duuuuuuuuze problemy, bo nie ta godzina, bo nie da sie odrobic zabiegow, bo nie dadza suchy prowiant itd., jedyny plus to basen za ktory trzeba placic.... jedyna atrakcja w wiosce to bar po drugiej stronie i kosciol z bijacym co godzine dzwonem, wszyscy oczywiscie wybrali bar
ogolnie mam bardzo zle wspomnienia, tydzien po powrocie trafilem do szpitala....
wspolczuje osobom ktore tam sie wybieraja, u mnie na turnusie wszyscy klneli na ten osrodek, chcieli dzwonic do zusu ale zaraz ich straszono ze napisza jakies cuda w papierach i rencinka zostanie cofnieta....
jesli mozecie to zmieniajcie miejsce.....
Re: Stróże Centrum Szkol.Rehab.im Ojca Pio
Re: Stróże Centrum Szkol.Rehab.im Ojca Pio
Masz całkowitą rację. Wprawdzie nie znam opisywanego ośrodka i miejscowości, ale podobne opinie czytałem o "Zimowicie" w Dusznikach Zdroju. Właśnie wróciłem kilka dni temu z turnusu i okazało się, że było super. Sanatorium jest wprawdzie w ciągłym remoncie i pokoje były różne - ja akurat trafiłem ten w gorszym standarcie jednak miałem super towarzystwo. W ogóle było super towarzystwo i można było sobie dobrać według własnego temperamentu, poglądów itp. Duszniki to nie żaden kurort, można powiedzieć, że również "dziura", ale bardzo schludna, zadbana, pełna kwiatów i czyściutka dziura.ZT1 pisze:To chyba byłeś jednym z tych przymuleńców, którzy nie potrafili z nikim znaleźć wspólnego języka. Niektórym chyba wydawało się że przyjechali na wczasy do Chorwacji! Ja byłem na VII turnusie od 4 do 27 Czerwca i jestem zadowolony. Warunki bardzo dobre...pokoje dwu lub trzy-osobowe. Dla jełopa nawet w Paryżu będzie nudno! Natomiast inteligentny człowiek mógł znaleźć dla siebie wiele ciekawych wrażeń. Wystarczyło ruszyć się po okolicy. Niedaleko było do Grzybowa,Gorlic czy choćby Krynicy. W okolicy było też wiele zabytków architektury drewnianej(kościółki i cerkiewki). W samych Stróżach jest tez muzeum pszczelarstwa.Jeśli chodzi o jedzenie - było dobre( trzy posiłki -śniadanie - do wyboru mleko.kakao.kawa, płatki- ile kto chciał do tego jakaś wędlina , ser żółty , kawałek pomidora itp...chleba pod dostatkiem . Podobnie na obiad- zupy można było zjeść nawet siedem talerzy...na kolację zawsze oprócz wędliny lub sera było jeszcze coś na gorąco(fasolka.pizza) lub coś innego!Personel (rehabilitanci,pielęgniarki) i obsługa w kuchni oraz recepcjonistki- bardzo miło nastawione do pacjentów!Jedynie zastrzeżenia można mieć do lekarzy- nie powinni wszystkich traktować jak symulantów. Sposób badania i rozmowa z pacjentami pozostawia wiele do życzenia......
Są jednak ludzie którym zawsze i wszędzie będzie źle. Ja należę do kategorii ludzi, którzy w zależności od warunków starają sobie stworzyć możliwie godne warunki wypoczynku.
Skierowanie z NFZ to skierowanie z NFZ. Jeżeli ktoś chce luksusów to powinien wybrać komercję i ośrodki SPA.
Re: Stróże Centrum Szkol.Rehab.im Ojca Pio
-
szary obywatel
- Posty: 2
- Na forum od: 22 sie 2010 23:07
Re: Stróże Centrum Szkol.Rehab.im Ojca Pio
Re: Stróże Centrum Szkol.Rehab.im Ojca Pio
-
szary obywatel
- Posty: 2
- Na forum od: 22 sie 2010 23:07
Re: Stróże Centrum Szkol.Rehab.im Ojca Pio
Na budynek i jego wyposażenie złożyło się ponad dwie setki różnych dobroczyńców. Obecnie autorytarnie zarządza tym obiektem (ufundowanym za cudze pieniądze) senator Kogut przy pomocy dwóch pomagierów: dyrektora ds. administracyjnych i ordynatora. Traktuje „centrum” jak swój prywatny folwark. Ponury gmach zarówno architekturą jak i stosunkiem nadzorców do pacjentów najbardziej przypomina więzienie. Okolica jest bardzo uboga w atrakcje turystyczne – można (co najwyżej) spacerować wąskimi, niebezpiecznymi drogami bez poboczy, w budynku jest jeden płatny stół do bilardu, jeden bezpłatny (jeszcze?!?) stół do tenisa stołowego dla ponad 100 pacjentów. O kulturalnych atrakcjach Rabki, Krynicy czy Buska można jedynie pomarzyć. Jedyne tutejsze „rozrywki”, to trzy nędznawe knajpki z muzyką weselną i kilka sklepów. Życie kulturalne w czasie wolnym pacjenci mają sobie organizować sami.
Układ jest następujący: znaleziono możliwości zarabiania pieniędzy na państwowych instytucjach socjalnych – PFRON i ZUS, kosztem ich podopiecznych i akcję tą realizuje się z żelazną konsekwencją. Ośrodek zawarł umowy z w/w instytucjami państwowymi po to, aby czerpać z nich maksimum zysków angażując minimum nakładów. Powoduje to, że skuteczne leczenie zarówno dzieci niepełnosprawnych jak i pacjentów ZUS staje się praktycznie niemożliwe.
Fakty są następujące - mimo, że ośrodek jest położony źle ze względu na swoje obecne przeznaczenie - umowy o leczeniu jednak zawarto i są realizowane. Budynek jest położony bezpośrednio przy ruchliwej, hałaśliwej, niebezpiecznej drodze. Brak zieleni wokół budynku na terenie jego działki (wąskie chodniki wybrukowano betonem) oraz są 4 ławki dla ponad 100 pacjentów. Z boku przebiega druga ruchliwa droga bez chodników - co naraża pacjentów na przejechanie przez pojazdy. Dalej jest boisko ogrodzone płatnymi reklamami i groźba pseudo-kibiców w czasie meczów. Syn właściciela ośrodka będący menedżerem tego klubu odbywał wyrok za korupcję piłkarską. Przed meczem w stronę boiska z kuchni dla pacjentów ośrodka wędrują półmiski obłożone przyzwoicie dobrymi wędlinami i dodatkami. Ośrodkowi brakuje bliskiego parkingu, a za parking odległy o ok. 1 km zarząd pobiera opłaty. Pobliski publiczny parking jest niebezpieczny ze względu na sąsiedztwo boiska i ewentualnych fanatycznych kibiców. Dyrektor administracyjny nakazuje w czasie meczów nie opuszczać budynku i usunąć pojazdy jak najdalej od ośrodka.
Pokoje są przeludnione (coraz częściej w pokojach przeznaczonych dla 2 osób lokuje się 3 osoby sytuując jedno łóżko w przedpokoju przy łazience. Zlikwidowano 2 pracownie przeznaczone dla niepełnosprawnych po to, aby zwiększyć ilość pacjentów ZUS i zwiększyć zyski. Dlatego też między innymi niepełnosprawne dzieci jedzą posiłki na korytarzu w warunkach niehigienicznych i urągających ich godności. Rzadko starcza dla nich zajęć w zatłoczonych pracowniach i przez zachłanność zarządzających marnotrawią bezproduktywnie czas opłacany za społeczne pieniądze. Dyrektor dostał nawet wyróżnienie za szlachetność serca i czyny wobec tych dzieci.. Fakt ten najlepiej świadczy o obłudzie panującej w ośrodku. Widocznie w Stróżach obowiązuje inna etyka. W pokojach – przeciekające okna od pseudo-balkonów, zepsute suszarki w łazienkach, zatykające się bez przerwy umywalki, brak uchwytów na papier toaletowy, zepsute zamki od łazienki. Brak możliwości suszenia pranej ręcznie odzieży. Ogranicza się nawet wychodzenie na taras na 5 piętrze, gdzie można by suszyć pranie przy dobrej pogodzie. Rzekomo nieodpowiedzialni pacjenci masowo dostają udaru słonecznego trzymając godzinami swoje głowy na słońcu na tarasie. Klucz od tarasu jest pod kontrolą pielęgniarki z oddziału szpitalnego, która wyjaśnia, że nie jest odźwierną i nie ma obowiązku go wydawać.
Pościel i jeden jedyny ręcznik wymieniane raz na 24 dni. Ręcznik ten ma służyć zarówno do wycierania się po umyciu, jak i na basenie oraz do podkładania na leżanki i materace używane wspólnie. Stosuje się oszczędności na papierze toaletowym, ręczników papierowych po prostu w ogóle się nie wydaje do pojemników w łazienkach pokoi. Brak dostępu do pralki, chorzy na kręgosłup piorą swoje rzeczy ręcznie zgięci w pałąk w niskich umywalkach. Sprzątanie pokoi zdezorganizowane przez administratora. Nie poinformował pacjentów, że sprzątanie może odbywać się wyłącznie pod obecność pacjenta w pokoju (co skutecznie unieruchamia go w oczekiwaniu na sprzątającą) lub ostatecznie może odbyć się bez obecności pacjenta, ale na jego wyłączne ryzyko. Za nieporozumienie spowodowane przez siebie zrugał oczywiście swoje pracownice. Zachowanie pana dyrektora świadczy dobitnie o jego złym charakterze. Wszystkich traktuje jak potencjalnych złodziei i leni, a za własną nieudolność strofuje podwładnych. Budynek jest źle wentylowany, wszędzie roznoszą się kuchenne zapachy, panuje zaduch i smród chloru z basenu. Pacjenci uczuleni na chemikalia basenowe w ogóle nie mogą z tego basenu korzystać. Środków dezynfekujących wodę nieuczulających – takich jak ozon oczywiście się nie stosuje z oszczędności. Oddział szpitalny posiada tylko dwa zepsute termometry, a aspirynę dla przeziębionych pacjentów może wydać tylko lekarz. Pielęgniarce tego zabroniono.
W celu maksymalizacji własnego zysku zarządzający wprowadzili następujące „udogodnienia” dla pacjentów: zakaz używania prywatnych czajników, aby płacić za napoje z automatu w korytarzu, zakaz używania prywatnego telewizora (pod karą grzywny 100 zł), aby używać tylko płatnej TV (2 zł/h). Na kluczach do pokoi też zaoszczędzono – dla czterech pacjentów z pokoju czteroosobowego wydaje się jeden klucz. Często błąkają się po ciemnych korytarzach pod zamkniętymi drzwiami szukając kolegi z kluczem. Dorobienie takiego klucza kosztuje w pobliskim Grybowie w detalu 5 zł. Przy zamówieniu hurtowym można by negocjować cenę. To jednak najwyraźniej za drogo, aby sfinansować ten rujnujący jednorazowy wydatek z pieniędzy ZUS, a nie znalazł się do tej pory inny sponsor. Istnieje płatna wypożyczalnia rowerów - trzech starych, najtańszych, zdezelowanych i niebezpiecznych pojazdów podarowanych zapewne przez jakiegoś dobroczyńcę. Pacjenci, którzy mają przepisany leczniczy rowerek stacjonarny muszą płacić 5 zł/h, jeżeli chcą pojeździć na takim „prawdziwym” cudzie techniki od senatora Koguta.
Ogranicza się napoje serwowane do obiadu i nigdy nie podaje żadnego deseru po to, aby pacjenci dokupowali żywność w miejscowym bufecie. W sierpniu i wrześniu nie podaje się żadnych świeżych owoców ani prawdziwego miodu tylko jego sztuczną imitację (dzieje się to na Sądecczyźnie słynącej z sadów i pasiek). Nie podaje się nigdy całego jednego pomidora, ogórka lub papryki, tylko ich skromniutkie fragmenty. Do znudzenia podaje się wyroby przemysłowej firmy PROFI, która reklamuje się w ośrodku. Dominują ulepszane konserwantami pasztety z puszki, obrzydliwe pulpety, chemiczne leczo, parówki z drobiu i inne wynalazki. Z pasztetu robi się zupę lub imituje sztukę mięsa. Mięso lite to wyjątek (raz na tydzień). Dżemy, sery, płatki śniadaniowe, mleko podaje się najtańsze, a niektórzy pacjenci twierdzą, że te produkty pochodzą z darów dla powodzian, które nie dotarły do poszkodowanych. Jadłospisy są pisane ręcznie, są nie podpisane i nie opieczętowane, nie zawierają gramatury, zawierają błędy i prawdopodobnie prowadzi się dodatkowe jadłospisy dla kontroli (oczywiście prawidłowe).
Oszczędza się na wszystkim. Przy ośmioosobowych stołach jest ciasno. Na stół wydaje się zawsze po jednym koszyczku z pieczywem, jednym dzbanku napoju udającego herbatę, jeden zestaw przypraw, jeden zestaw sztućców. Zdarzają się naczynia stołowe pęknięte i wyszczerbione. Jedna mała cukierniczka dla 8 osób. Drugie danie wydaje się tylko obecnym, bo przecież pacjent mógłby zjeść dwie porcje i to mogłoby mu zaszkodzić. Jedynym plusem stołówki są obrusy regularnie wymieniane na czyste. Obrusy plamią się zresztą często, bo ciekła przyprawa została umieszczona w pojemniku do przypraw sypkich i kapie gęsto na stół w trakcie użycia. Suchy prowiant na drogę do domu – jako ekwiwalent za niezjedzone śniadanie wydano dopiero po interwencji w ZUS w Warszawie. Kierownictwo wynosi do domu duże torby ze skrzętnie ukrytą zawartością. Personel stołówki jest miły i uczynny, ale sterroryzowany i ubezwłasnowolniony przez zarządzających. Dyrektor twierdzi, że znajduje przyjemność w zwalnianiu ludzi z pracy. Większość szeregowych pracowników jest wynagradzana w/g najniższej stawki krajowej.
Obowiązuje generalnie zakaz opuszczania ośrodka w weekendy po to, aby uzyskać pełną refundację od ZUS za noclegi i wyżywienie pacjentów, tak więc z chciwości ogranicza się wolność osobistą pacjentów. Był przypadek odmowy wypuszczenia matki do chorego dziecka (mimo, że był weekend i nie było żadnych zajęć), potem jednak zmieniono tą haniebną decyzję, po interwencji w ZUS męża szykanowanej kobiety. Takie traktowanie ma służyć powrotowi do zdrowia? Rozdziela się małżeństwa zmuszając do spania w oddzielnych pokojach z innymi pacjentami tej samej płci. Zakrawa to na złośliwy dowcip i preferowanie orientacji homoseksualnych.
Odnośnie samej terapii: praca terapeutów jest zdezorganizowana, rehabilitanci sterroryzowani i ubezwłasnowolnieni przez ordynatora. Mimo, że są mili i uczynni to niewiele mogą zrobić. Są stale zabiegani i przypominają psa goniącego własny ogon. Zabiegi planuje się „ręcznie”, bo nie ma do tego ani komputera ani programu (w roku 2010!). Tak jest zresztą wygodniej ordynatorowi, bo zawsze może wmówić pracownikom, że robią za mało, bo są leniwi. Zabiegi są krótkie i ubogie, często brakuje gazów do krioterapii, a dysze zamarzają, bo nie są serwisowane fachowo, bo na tym też się oszczędza. Zamiast maści leczniczych stosuje się żel do ultrasonografii. Hydromasaż, który powinien być refundowany przez ZUS, a do którego nie ma warunków w gabinetach – trzeba sobie wykupić za dodatkową opłatą na basenie. Całkowity zakaz pływania w basenie, nawet dla pacjentów, którym jest to potrzebne leczniczo po to, aby płacili dodatkowo za basen.
Jedyna większa sala na 4 piętrze służy do wszystkiego, często jednocześnie, to znaczy: zajęciom psychoterapii, fizykoterapii i „wykładom”. Wykłady prowadzi też dyrektor administracyjny. Są one na żenującym poziomie, nie na temat, prowadzący podaje fałszywe informacje (jak np. ta, że pytanie potencjalnego pracownika przez pracodawcę o preferencje seksualne jest dopuszczalne) i używa wyrazów obcych bez znajomości ich znaczenia i wymowy. Twardych, nieergonomicznych krzeseł do siedzenia starcza dla mniej niż połowy przymusowych słuchaczy tych wynurzeń. Pozostali chorzy siadają na czym mogą i gdzie mogą, stoją lub leżą bezpośrednio na podłodze. Podobno za takie „wykłady” ZUS płaci ekstra – ponad ceną za sam turnus leczniczy. Wykładów jest 4, a 2 z nich prowadzi ordynator i 1 dyrektor. Przyznał zresztą uczciwie, że na niektórych zagadnieniach, które powinny być omówione po prostu się nie zna, więc po wygłoszeniu kilku nic nie znaczących ogólników i niesmacznych dowcipów, zakończył swoje wystąpienie. Zajęcia psychoterapii przerywa często nieznośny hałas z ruchliwej drogi, boiska lub korytarzy. Ryk motocykli z ulicy zagłusza czasami psychologa. Zajęcia fizykoterapii dla chorych z oddziału szpitalnego prowadzone były w trakcie wykładu w tej samej jedynej większej sali. Basen jest mały, duszny, śmierdzący chlorem, niektóre prysznice zepsute. Zepsuta winda wożąca pacjentów na zabiegi z oddziału szpitalnego. Na schodach i korytarzach pali się (najwyżej) co druga żarówka. Łamane są przepisy przeciw pożarowe: w sali konferencyjnej (tej do wszystkiego) czujki dymu są szczelnie zasłonięte folią. Nie ma opisu, że obiekt jest monitorowany, choć kamery są prawie wszędzie.
Ordynator w trakcie błyskawicznego przyjęcia pacjenta do ośrodka nie zagląda do jego dokumentacji medycznej, bo nie ma na to najwyraźniej ani czasu ani ochoty. Zawsze wszystko wie najlepiej – oczywiście w swoim mniemaniu, nawet wtedy, kiedy zadaje niepotrzebnie ból pacjentom w trakcie badania. Nie ogląda zdjęć RTG, wydruków z ultrasonografów, pacjenci bezskutecznie przynoszą dyski z zapisami swoich badań. Ordynator ich nie ogląda, bo nie ma na to czasu, środków technicznych, ochoty, umiejętności (lub wszystkiego razem). Liczy się wyłącznie maksymalny „przerób” i „kasa”. Przyjmuje (bez powodu zresztą także w soboty i niedziele) po 34 pacjentów w 2h 45 min. Daje to pogląd o tempie i skuteczność takich badań. Potem podaje w informacji o przebiegu rehabilitacji wyniki testów, których nie przeprowadzał oraz tak przedstawia stan zdrowia rehabilitowanego, aby ZUS miał podstawy do jego papierowego uzdrowienia. Twierdzi, że ma prawo do subiektywnej oceny ruchów wadliwych chorobowo – jako prawidłowe. Pacjenci nie są badani przy pomocy żadnych technicznych środków, jeżeli nie brać pod uwagę miarki centymetrowej, młoteczka, igły lub zwykłej wagi. Nie ma rentgena, ultrasonografu, że o innych bardziej zaawansowanych urządzeniach nie wspomnę. Wystarczą mu jego oczy, uszy oraz kończyny, aby dogłębnie zbadać każdego pacjenta. Po takim badaniu podaje dokładnie wyniki wielu specjalistycznych testów i przekazuje do ZUS. W tych testach prawie każdy jest bardo zdrowy, a ustnie dodaje, że cały wynik badania jest jego subiektywną opinią. Oznajmia, że przecież i tak orzeczenie o zdolności do pracy wydaje lekarz ZUS. Ordynator ma w budynku 2 gabinety – na dole i na górze, przyjmuje błyskawicznie setki pacjentów, bierze dowolną ilość dyżurów pilnując, aby w nocnym śnie nikt m u nie przeszkadzał drobiazgami. Podobno pracuje też w pobliskim hospicjum i orzeka jako lekarz ZUS. Tą metodą może najpierw leczyć niektórych pacjentów, a potem sam orzekać o ich zdolności do pracy. Wie też jak napisać informację o stanie zdrowia pacjenta, aby stanowiła podstawę do jego papierowego uzdrowienia.
Pacjentów od samego początku traktuje się jak prymitywnych symulantów, alkoholików i jednostki patologiczne społecznie. Co wieczór zarządzający kontrolują trzeźwość kuracjuszy włażąc obcesowo do pokojów. Przypomina to obchód więzienny i nie ma nic wspólnego z leczeniem, a jest wyłącznie kolejną złośliwą szykaną wobec pacjentów. Stan zdrowia pacjentów ich naprawdę nie interesuje.
Pacjenci nie są uważani za klientów ośrodka ojca Pio. W rozumieniu właściciela i zarządzających ich klientami są instytucje państwowe, które powierzają ośrodkowi swoich chorych podopiecznych. Dlatego właśnie pacjenci traktowani są źle, jak ciemna masa mająca wyłącznie przynosić zyski i zaspokajać ogromną chciwość zarządzających. Ośrodek jest znany w okolicy pod pogardliwie śmieszną nazwą „Koguciarnia ZUS”, a miejscowi ludzie wstydzą się za złą reklamę, którą pod obecnym zarządem robi im ta instytucja.
To, że pacjenci na ogół są dla siebie mili i solidarni w biedzie, co czyni ich pobyt znośniejszym – nie ma większego znaczenia i nie jest zasługą zarządzających. To samo dotyczy uczynności i życzliwości szeregowych pracowników ośrodka, poniżanych, źle wynagradzanych i zastraszonych.
Sądzę, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem byłoby nie kierować więcej do tego ośrodka pacjentów ZUS, bo nie ma tu warunków i woli do ich leczenia. Należy niezwłocznie przeprowadzić kontrolę leczenia niepełnosprawnych, aby przebiegało normalnie, godnie i skutecznie. Uważam, że przy obecnym właścicielu i zarządzających jest to niemożliwe.
Na większość podanych tu informacji istnieje dokumentacja materialna: zdjęcia, nagrania audio i video – w tym z korekty fałszywej opinii lekarskiej.
Istnieje, też możliwość, że ZUS wie o złym traktowaniu swoich pacjentów w Stróży i jest z tego bardzo zadowolony. Jeżeli pan ordynator daje do ZUS dokumenty pozwalające szybko „uzdrowić” pacjenta w dokumentach medycznych (nie mylić z wyleczeniem z choroby), to jest to dla ZUS-u bardzo korzystne. Poza tym pacjenci ZUS muszą mieć pełną świadomość, że są kuracjuszami ostatniej kategorii i muszą czuć wobec ZUS odpowiedni respekt oraz wdzięczność, że jednak ich się „leczy”. Jeżeli tak jest naprawdę, to poziom moralny decydentów ZUS-u jest zbliżony do poziomu zarządzających ośrodkiem im. Ojca Pio, tzn. bliski dna.
Liczy się na to, że pacjent po wyjeździe z ośrodka zachowa głównie dobre wspomnienia o nowych znajomych-pacjentach i zrezygnuje z informacji o tym, jak i dla kogo naprawdę wykorzystywane są w Stróży społeczne pieniądze. Dalsze trwanie takiej sytuacji może tylko dołożyć się do nieco szybszego bankructwa ZUS.



