Wydawało nam się, że pakowanie mamy opanowane już do perfekcji. Robimy to bez problemu, z pamięci.
Wcześniej była to kartka, na której spisywaliśmy rzeczy do zabrania i w momencie pakowania, stopniowe
wykreślanie kolejnych sztuk. Jest tego zawsze sporo, ponieważ wychodzimy z założenia, że
"lepiej zgrzeszyć
nadmiarem niż brakiem", a że podróżujemy zawsze własnym, dość dużym samochodem, to nie ogranicza nas
ilość zabranych bagaży. Jedna walizka czy torba więcej, to bez różnicy. Zawsze było wszystko w porządku, aż
nagle ostatni wyjazd weekendowy, dojeżdżamy na miejsce, zaczynamy się rozpakowywać i tu "tragedia". Nie
zabraliśmy klapek z których korzystamy podczas kąpieli (pod prysznicem, na basenie) czy też jako zwykłe kapcie.
Trzeba było zrobić "szybki kurs" żeby znaleźć sklep i zdążyć przed jego zamknięciem. Na szczęście udało się nam
sprawę załatwić i tym to sposobem, przez przypadek, "dorobiliśmy się" kolejnych dwóch par klapek na basen.
O dziwo nawet nie "made in China". Jednak wpadanie w rutynę nie popłaca i potwierdza, to co napisał
violet58
na poprzedniej stronie:
(...) czego byście ze sobą nie zabrali i tak na miejscu okaże się, że czegoś brakuje.
w przedstawionej powyżej sytuacji, to trudno się z tym nie zgodzić i chyba trzeba wrócić do kartki.
