Re: Dobry żart jest tynfa wart
: 31 gru 2013 13:50
W Carrefourze
Stoję sobie ostatnio spokojnie w kolejce do kasy w Carrefourze. Nagle
zauważam przy drugiej kasie uśmiechającą się i wpatrzoną we mnie blondynę.
Ale jaką! Mówię wam - Karaiby, słońce, plaża, bacardi!... Ostatnio ładne
dziewczyny uśmiechały się tak do mnie, gdy przytaszczyłem do akademika na
drugi dzień po imprezie skrzynkę zimnego piwa. Ale to było z 10 lat temu.
Ta jednak uśmiechała do mnie przyjaźnie nawet bez piwa. Powoli budził się we
mnie głęboko uśpiony instynkt łowcy. Mieszanka adrenaliny i testosteronu
wypełniła mój organizm. Musiałem więc zapytać:
- Przepraszam, ale my się na pewno skądś znamy.
Wypadło nawet nieźle. Lala połknęła haczyk. Jej reakcja była szybka, a
uśmiech wciąż ten sam.
- Nie jestem pewna, ale chyba jest pan ojcem jednego z moich dzieci.
Mówi się, że ludzki umysł potrafi w sytuacjach ekstremalnych pracować
nie gorzej niż komputer. Mój był w tej sekundzie w stanie konkurować z
najlepszymi, nawet tymi w Pentagonie!
Po chwili miałem wydruk: zawsze używam gumek! Zdrada
małżeńska już sama w sobie jest wydarzeniem szargającym nerwy szanującego się
mężczyzny. Po co ją jeszcze dodatkowo komplikować? Mój komputer pokładowy
przypomniał mi tylko trzy przypadki, które były odstępstwem od tej zasady:
1. Koleżanka z pracy, na szczęście tak brzydka, że sama jej
twarz była najlepszym zabezpieczeniem,
2. Kuzynka żony, ale po takim alkoholu, że mi nie do
końca... tego... no, wiecie...
3. Jest! Pozostała tylko jedna możliwość, kiedy mogłem
sobie strzelić dzidziusia na boku. Nie omieszkałem podzielić się tą radosną nowiną z
matką mojego nieślubnego dziecka i setką kupujących przy okazji:
- Aaa, wiem! Pani musi być tą striptizerką, którą moi koledzy zamówili
na mój wieczór kawalerski dziesięć lat temu! Pamiętam, że za niewielką,
dodatkową opłatą, zgodziła się pani wtedy robić TO ze mną na stole w
jadalni, na oczach moich klaszczących i wyjących z uciechy kolegów i tak
się pani przy tym rozochociła, że na koniec zrobiła pani wszystkim po
lodziku i to za friko!
Zaległa całkowita cisza. Kasjerki przestały pracować i poprawiły sobie
pampersy wrzynające się między pośladki. Wszyscy wpatrywali się na przemian
we mnie i coraz bardziej czerwieniejącą ślicznotkę. Kiedy osiągnęła kolor
znany w kręgach muzycznych jako deep purple, wysyczała przez śliczne
usteczka:
- Panie, co pan! Jestem wychowawczynią pana syna w 2b!
Stoję sobie ostatnio spokojnie w kolejce do kasy w Carrefourze. Nagle
zauważam przy drugiej kasie uśmiechającą się i wpatrzoną we mnie blondynę.
Ale jaką! Mówię wam - Karaiby, słońce, plaża, bacardi!... Ostatnio ładne
dziewczyny uśmiechały się tak do mnie, gdy przytaszczyłem do akademika na
drugi dzień po imprezie skrzynkę zimnego piwa. Ale to było z 10 lat temu.
Ta jednak uśmiechała do mnie przyjaźnie nawet bez piwa. Powoli budził się we
mnie głęboko uśpiony instynkt łowcy. Mieszanka adrenaliny i testosteronu
wypełniła mój organizm. Musiałem więc zapytać:
- Przepraszam, ale my się na pewno skądś znamy.
Wypadło nawet nieźle. Lala połknęła haczyk. Jej reakcja była szybka, a
uśmiech wciąż ten sam.
- Nie jestem pewna, ale chyba jest pan ojcem jednego z moich dzieci.
Mówi się, że ludzki umysł potrafi w sytuacjach ekstremalnych pracować
nie gorzej niż komputer. Mój był w tej sekundzie w stanie konkurować z
najlepszymi, nawet tymi w Pentagonie!
Po chwili miałem wydruk: zawsze używam gumek! Zdrada
małżeńska już sama w sobie jest wydarzeniem szargającym nerwy szanującego się
mężczyzny. Po co ją jeszcze dodatkowo komplikować? Mój komputer pokładowy
przypomniał mi tylko trzy przypadki, które były odstępstwem od tej zasady:
1. Koleżanka z pracy, na szczęście tak brzydka, że sama jej
twarz była najlepszym zabezpieczeniem,
2. Kuzynka żony, ale po takim alkoholu, że mi nie do
końca... tego... no, wiecie...
3. Jest! Pozostała tylko jedna możliwość, kiedy mogłem
sobie strzelić dzidziusia na boku. Nie omieszkałem podzielić się tą radosną nowiną z
matką mojego nieślubnego dziecka i setką kupujących przy okazji:
- Aaa, wiem! Pani musi być tą striptizerką, którą moi koledzy zamówili
na mój wieczór kawalerski dziesięć lat temu! Pamiętam, że za niewielką,
dodatkową opłatą, zgodziła się pani wtedy robić TO ze mną na stole w
jadalni, na oczach moich klaszczących i wyjących z uciechy kolegów i tak
się pani przy tym rozochociła, że na koniec zrobiła pani wszystkim po
lodziku i to za friko!
Zaległa całkowita cisza. Kasjerki przestały pracować i poprawiły sobie
pampersy wrzynające się między pośladki. Wszyscy wpatrywali się na przemian
we mnie i coraz bardziej czerwieniejącą ślicznotkę. Kiedy osiągnęła kolor
znany w kręgach muzycznych jako deep purple, wysyczała przez śliczne
usteczka:
- Panie, co pan! Jestem wychowawczynią pana syna w 2b!
