Witam
Muszę przyznać że Wasze wypowiedzi trafiają w samo sedno problemu z jakim sam miałem do czynienia ,a także moi najbliżsi .
To może tak , tylko raz doszło u mnie do agresji fizycznej ,uderzyłem wtedy Ojca ,byłem pijany ,puściły wszystkie hamulce .
Ale czasem nie tylko przemoc fizyczna jest najgorsza ,wystarczą słowa ,wręcz kipiąca nienawiść ,a do tego w moim wypadku już dochodziło .
Nie raz się zastanawiam czy teraz jako trzeźwy alkoholik mam prawo dawać innym rady ,czasem nawet pouczać .To że nie piję już tak wiele lat nie znaczy,że nie dręczą mnie wyrzuty sumienia ,że mnie to do dzisiaj nie boli . Muszę z tym żyć i uwierzcie że czasem to bardzo trudne .
A jako niepijący także popełniam błędy ,czasem nawet kogoś krzywdzę ,robię coś wbrew sobie .
Ale powiem szczerze , ważne że w takich chwilach nie szukam pocieszenia w alkoholu ,choć przyznaję że w początkach trzeźwienia takie myśli przychodziły .Na szczęście nigdy już do tego nie doprowadziłem .
To prawda że alkoholik jest wyjątkowo przebiegły w dążeniu do wypicia ,wszelkie usprawiedliwienia są dla nas czymś co oddala winę jaką ponosimy .
Jest gdzieś granica gdy kończy się to normalne wypicie od przejścia w fazę choroby i nie wiemy kiedy to następuje. Ludzie mają do czynienia z alkoholem czasem całe życie ,a jednak nie dosięga ich choroba .Ja pewnie także nie wiedziałem że jest już tak źle ,na sugestie że powinienem coś z tym zrobić odpowiadałem - to jeszcze nie ja .Broniłem się na wszelkie sposoby ,a jednocześnie proces degradacji postępował bardzo szybko .
Dopiero po kilku latach trzeźwości mogłem spojrzeć wstecz i dostrzec co ze mnie zrobił alkohol .
I właśnie to był ten moment gdy na trzeźwo widziałem jakim byłem s.......em ,jak wiele krzywd i cierpienia zostawiłem za sobą .
Ale to także był ten czas że wiedziałem że już nigdy nie chcę do tego powrócić .I proszę nie myślcie że to takie proste ,teraz może już nie ,ale nie da się uniknąć tej pokusy . Ale wiedziałem jak w takich momentach się ratować ,byli Inni trzeźwi alkoholicy ,Klub Abstynenta ,grupy AA czy nawet Bractwo Trzeźwości .Setki przegadanych godzin które mi pomogły i Innym także . Według większości z nas to jedyna droga żeby móc żyć bez picia .
A moja Żona ? Nie zostawiła mnie w najgorszym okresie .Rozmawialiśmy o tym wiele razy .I tak , kochała mnie ,mieliśmy już dwóch synów .
W porę dostrzegła że to już nie tylko pijackie wybryki ,ale przejście w stan choroby .I choć jak sama mówi miała mnie dosyć ,to jednak tak zwyczajnie chciała pomóc człowiekowi który się stacza .
Nie wiem czy jest to odpowiedź na pytanie które tutaj padło - dlaczego z nami pozostają ,ale w naszym przypadku to właśnie chęć pomocy ,miłość ,wiara ,może odrobina litości ,mnie osobiście pomogły .
Od dwóch lat borykamy się z chorobą nowotworową Żony ,to jest szczególny czas w którym skupiłem się na tym ,aby to co robię było dobre ,żeby unikać jakichkolwiek własnych błędów ,mieć możliwość mając swoje lata ,dostrzec że inne czasem błahe sprawy są niczym w porównaniu do tego czego doświadczamy .
I jest to także dla mnie kolejny przykład ,że w chorobie alkoholowej mając czasem pomocne dłonie skierowane do nas alkoholików potrzeba tak niewiele - powiedzieć sobie NIE CHCĘ JUŻ PIĆ .
Pozdrawiam
