Re: Motto na dzień dobry.
: 06 kwie 2014 10:00
Wczoraj znalazłem ten wpis u Mego Kolegi na koncie FCB i po przeczytaniu zastanowiłem się ileż prawdy jest w tej opowieści ...
Był sobie kiedyś w Tybecie klasztor zen, który miał dwie reguły: mnichom nie wolno było mówić od wschodu do zachodu słońca i nie wolno było dotykać kobiet (już nie tylko od wschodu do zachodu, ale w ogóle).
Dwóch mnichów wracało do klasztoru przez las.
Jeden - bardzo młody, nowicjusz i drugi - bardzo stary, od wielu lat żyjący w klasztorze.
Kiedy doszli do rzeki, zobaczyli młodą, płaczącą kobietę, która siedziała w kucki nad brzegiem.
Była ładna i atrakcyjna.
Gdy zobaczyła mnichów, wyraźnie się ucieszyła.
- Moja matka umiera po drugiej stronie rzeki.
Jest sama w domu. Próbowałam przejść, ale prąd jest tak silny, że znosi mnie, i sama nigdy nie dam rady.
Pomyślałam, że już nigdy nie zobaczę jej żywej.
Ale teraz... teraz, kiedy wy się pojawiliście, któryś z was będzie mógł mi pomóc przejść.
Jednak mnisi milczeli.
„Ach, gdybyśmy tylko mogli! - z rozpaczą myślał młodszy. -
Jedynym sposobem, aby jej pomóc, jest wziąć ją na plecy, a na to, niestety, nasze śluby czystości nam nie pozwalają.
Święta reguła zabrania nam wszelkiego kontaktu z ciałem płci przeciwnej.
Nie pozwala na dotknięcie kobiety.”
Tak myśląc w milczeniu - bo pamiętał też pierwszą regułę - minął płaczącą kobietę.
Starszy z mnichów uśmiechnął się, podszedł do kobiety, w milczeniu wziął ją na ręce i z niemałą trudnością przeszedł rzekę w towarzystwie młodszego kompana.
Kiedy znaleźli się na drugim brzegu, kobieta zeszła i zbliżyła się do starca, chcąc pocałować jego dłoń, ale odesłał ją skinieniem ręki.
Kobieta ukłoniła się z wdzięcznością i pokorą, pozbierała rzeczy i pobiegła drogą, prowadzącą do wioski.
Młody mnich osłupiał.
Stary mistrz złamał święta regułę!
Już chciał mu to z satysfakcją wytknąć, ale przypomniał sobie o nakazie milczenia.
Obaj w ciszy skierowali się w stronę klasztoru.
Mieli przed sobą jeszcze wiele godzin drogi.
Stary szedł z przodu w wesołym nastroju.
Młody zaś szedł i obmyślał, co powie swojemu mistrzowi, gdy zajdzie słońce.
I gdy nastał zmierzch, młodszy mnich zwrócił się starca:
- Mistrzu, znacie lepiej niż ja nasze święte reguły, pamiętacie zapewne nasze śluby czystości.
Czy zaszła w nich jakaś zmiana?
- Nie, dlaczego pytasz? - zdziwił się starzec.
- Bo bez zastanowienia wzięliście na swoje ręce tę młodą kobietę i przenieśliście ją przez całą szerokość rzeki.
- No i co z tego?
- Jak to co? Dotykaliście i przenosiliście kobietę!
- Dotknąłem, przeniosłem ją przez rzekę i zostawiłem, to prawda.
Ale co z tobą?
Ty ją niesiesz cały dzień!
Umieć zostawić przeszłość i iść naprzód… bezcenne!
Był sobie kiedyś w Tybecie klasztor zen, który miał dwie reguły: mnichom nie wolno było mówić od wschodu do zachodu słońca i nie wolno było dotykać kobiet (już nie tylko od wschodu do zachodu, ale w ogóle).
Dwóch mnichów wracało do klasztoru przez las.
Jeden - bardzo młody, nowicjusz i drugi - bardzo stary, od wielu lat żyjący w klasztorze.
Kiedy doszli do rzeki, zobaczyli młodą, płaczącą kobietę, która siedziała w kucki nad brzegiem.
Była ładna i atrakcyjna.
Gdy zobaczyła mnichów, wyraźnie się ucieszyła.
- Moja matka umiera po drugiej stronie rzeki.
Jest sama w domu. Próbowałam przejść, ale prąd jest tak silny, że znosi mnie, i sama nigdy nie dam rady.
Pomyślałam, że już nigdy nie zobaczę jej żywej.
Ale teraz... teraz, kiedy wy się pojawiliście, któryś z was będzie mógł mi pomóc przejść.
Jednak mnisi milczeli.
„Ach, gdybyśmy tylko mogli! - z rozpaczą myślał młodszy. -
Jedynym sposobem, aby jej pomóc, jest wziąć ją na plecy, a na to, niestety, nasze śluby czystości nam nie pozwalają.
Święta reguła zabrania nam wszelkiego kontaktu z ciałem płci przeciwnej.
Nie pozwala na dotknięcie kobiety.”
Tak myśląc w milczeniu - bo pamiętał też pierwszą regułę - minął płaczącą kobietę.
Starszy z mnichów uśmiechnął się, podszedł do kobiety, w milczeniu wziął ją na ręce i z niemałą trudnością przeszedł rzekę w towarzystwie młodszego kompana.
Kiedy znaleźli się na drugim brzegu, kobieta zeszła i zbliżyła się do starca, chcąc pocałować jego dłoń, ale odesłał ją skinieniem ręki.
Kobieta ukłoniła się z wdzięcznością i pokorą, pozbierała rzeczy i pobiegła drogą, prowadzącą do wioski.
Młody mnich osłupiał.
Stary mistrz złamał święta regułę!
Już chciał mu to z satysfakcją wytknąć, ale przypomniał sobie o nakazie milczenia.
Obaj w ciszy skierowali się w stronę klasztoru.
Mieli przed sobą jeszcze wiele godzin drogi.
Stary szedł z przodu w wesołym nastroju.
Młody zaś szedł i obmyślał, co powie swojemu mistrzowi, gdy zajdzie słońce.
I gdy nastał zmierzch, młodszy mnich zwrócił się starca:
- Mistrzu, znacie lepiej niż ja nasze święte reguły, pamiętacie zapewne nasze śluby czystości.
Czy zaszła w nich jakaś zmiana?
- Nie, dlaczego pytasz? - zdziwił się starzec.
- Bo bez zastanowienia wzięliście na swoje ręce tę młodą kobietę i przenieśliście ją przez całą szerokość rzeki.
- No i co z tego?
- Jak to co? Dotykaliście i przenosiliście kobietę!
- Dotknąłem, przeniosłem ją przez rzekę i zostawiłem, to prawda.
Ale co z tobą?
Ty ją niesiesz cały dzień!
Umieć zostawić przeszłość i iść naprzód… bezcenne!