Po obserwacji i zmierzeniu temperatury, która była w normie, postanowiłam wstrzymać się z wizytą. To nie foch, jeśli już to lęk przed tym, na co szczekała, a jeśli tak, to nie był to dzik, lis czy jeleniowate, zostałyby wilki jakieś.
Myślę jednak, że poprostu może mieć gorszy dzień, w końcu nie jest młódką, choć czasem się tak zachowuje.

Przeliczając na ludzkie lata, to ona jest moją rówieśniczką, więc ma prawo poczuć się troszkę gorzej.

W obecnej chwili jest na dworze i nawet poszczekuje jak coś ją zaniepokoi. Na spacer dziś nie pójdziemy, bo to wysiłek dla niej, a zresztą nie wykazuje ochoty, a bez towarzyszki to jak bez ręki, więc ja też nie idę.

Tak naprawdę to od niej się te spacery po lasach zaczęły, co miało ogromny wpływ na moje życie i zmiany jakie w nim zaszły. Nic nie dzieje się bez przyczyny, a dodam, że po stracie poprzedniego psa, zarzekałam się, że już nigdy więcej psa, bo za bardzo przeżywam pożegnanie. Ale wiadomo, nigdy nie mów nigdy.
Mam jeszcze takie wnioski, że ta dzisiejsza sytyacja to moja kreacja, zresztą jak całe życie. Napisałam wczoraj, że zielarstwo leży, to mam.

Transerfing w czystej postaci, bo nie tylko już o tym od dawna myślałam, że nie mam czasu się tym zająć, że pokrzywy już porosły, że bzy zaczęły kwitnąć itp. a czasu brak, to jeszcze wczoraj to napisałam i puściłam w eter, a przecież słowa mają moc.
Także będzie dobrze,

sunia dziś odpoczywa, a ja mam tyle różnych zajęć, także w ogrodzie, że spacer i zbieractwo będzie jutro. Las mam za płotem, wilgę i inne ptactwo słyszę, to mi wystarczy.
Idę na śniadanko

, tylko pranie rozwieszę.
