U mnie szczęśliwie padało spokojnie, a od wczorajszego wieczoru już nie pada i jest duże prawdopodobieństwo, że to się utrzyma do dzisiejszego wieczora. Większych szkód nie ma. Sosny od ilości wody pochyliły się bardzo. Zobaczymy czy wrócą do pionu.

Byłam w lesie i nawet nie jest tak mokro jak myślałam, że będzie, choć kalosze się przydały.

Tam też niektóre drzewa pod ciężarem padły.

Chyba sprawdza się to, co prof. Łuczaj mówił, że wśród drzew pierwszymi ofiarami zmian klimatycznych będą brzozy i sosny.
Obawiam się, że wody spłyną rynnami zwanymi rzekami prościutko do morza, a Wody Polskie, cóż.... Najprościej jest kogoś odwołać, albo ukarać za to, że bez zgłoszenia pobiera dużą ilość wody ze swojej studni czy też zakazać podlewania ogródków, w których uprawia się własną żywność.
I tu "nawiązam"

do Twojego porównania, moim zadaniem nietrafnego.

Jeść póki co muszę by żyć, telewizja do życia niezbędna mi nie jest, a nawet czuję się zdrowsza bez niej. Jedzenie, posługując się rozumem

, wybieram sama, a nawet zaczynam sama je wytwarzać. Co mogę pozyskuję z natury. Nie kieruję się reklamą czy ceną, a jakością. Jeśli tylko to możliwe kupuję żywność ekologiczną. W kwestii opakowania to nie tyle patrzę na to czy jest ładne czy nie, tylko jeśli to możliwe wybieram szkło, zamiast plastiku czy aluminium. Może to i paranoja, ale moja własna, do której zmierzam świadomie, małymi krokami od kilku lat.
A teraz zapraszam na śniadanko.

Mam pyszny pasztet z własnej cukini, jajka od szczęśliwych kurek, własne ogórki małosolne oraz świeże prosto z krzaczka. Chleb orkiszowy jeszcze kupny, ale czekam na dostawę mąk i będę niedługo sama wypiekać.
Dziękuję i wzajemnie.
PS
A może troszkę usiądź i naciesz się tym co samodzielnie dokonałeś, to takie przyjemne uczucie.
