Ok, ale próbuj, a nie w pieluchach sam się sadzasz.

Nic złego obudzić w sobie dziecko, ale nie to marudzące przy talerzu.

Smak, jak wszystko, trzeba rozwijać, a robi się to poprzez nowe doświadczenia.
To jak ja królowa, to Ty Mączniak Królewski z rodu Jajcarz.
30 km wypedałowałam,ale powrót ciężki, bo zaczęło wiać.
Obowiązki to i dzisiaj są, zbiór plonów, bo w nocy był przymrozek

i liście dyni, cukini i fasolki ścięło. I co ja z tym wszystkim zrobię?

Tzn. co to wiem, tylko kiedy?

A jeszcze wysyp kani do tego i dostałam skrzynkę jabłek i skrzynkę winogron.

Na razie winogron spożytkowałam, bo to najmniej trwałe. Popijam z nich kompocik, a reszta w buteleczka na sok poszła.

A i tydzień znów ciężki będzie, bo wizyt mam sporo, i w pracy we wtorek dłuższe posiedzenie.

Ale ogarnę, bo jak inaczej.
