Strona 21 z 261
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 25 lis 2018 14:12
autor: ANDY12345
Po obiadku przy serniczku i kawusi coś się wymyślić musi

Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 25 lis 2018 19:53
autor: forumowicz
Katastrofa emocjonalna i Rolmops najbrzydszy pies świata.
Czy ja Wam mówiłam , że mam nieprzeciętny dar do pakowania się w różnego rodzaju katastrofy?. Jak coś ma gdzieś spaść spadnie na mnie lub na mojego rozmówcę, jak komuś ma się zepsuć auto to na pewno mi w głębokim lesie , mogę wymieniać w nieskończoność. Znacie wiele osób, którym dzień przed ślubem luby oznajmia , że tak naprawdę nie dojrzał do związku a tak wogóle to jednak dojrzał tylko tenże dojrzały owoc ma na imię Marek i jest Twoim kumplem z podwórka? Wymieniać mogę w nieskończoność....ta historia i z miłością sanatoryjną i z deczka zadurzonym sąsiadem zamiast mnie natchnąć do działania w zakresie kontaktów damsko-męskich zepchnęła w otchłań rozpaczy.
Co do zadurzonego Jureczka to będąc w gipsowymi opatrunku tylko łypał gałami na lewo i prawo i tak od rureczki w soczku , od obiadku podawanego do buziaczka zabujał się ponownie. Tak Bogiem i prawdą to mi trochę ulżyło. Człowiek czułby się zobowiązany delikwenta niańczyć (gdyby nie ten mój remont facet w pełni sił witalnych brykał by po schodach tam i z powrotem). Teraz odżył nie tyle dzięki wizytom Andy'ego co ponętnym kształtom pielęgniarki Izabeli. Potrójnej rozwódki (kurczę dobrze, że nie czarna wdowa) o oczkach chytrych i cwanych ale co tu dużo mówić bijąca mnie na głowę podejściem do faceta. Szczególnie w stanie łatwej zapadalności na sraczkę miłością zwaną.
Mariankowi udało się zwiać ze szpitala. Siedzi bidulek wydygany w chacie i boi się za próg wychynąć. Pani Jadzieńka wzięła na siebie krzyż jak to mówi ochrony przed tą harpią zaplutą (czyt. Manią) , która to zakusy na tak niewypowiedzianie wspaniałego mężczyznę jak Marianek czyni.
Coś mi mówi, że to nie koniec tej historii...
Chatę ogarniało mi pół kamienicy. Co za ludziska kochani. Na suficie co prawda nadal wisi skalp pędzla malarskiego, ale zostałam właścicielką wszelakiego dobra z pobliskich szrotów ściągniętego. Szklany klasyczny stolik zastąpił zaorany nieco stoliczek na trzech nóżkach , z których jedna jakoś tak na 3 cm krótsza się wydaje. Podłożyliśmy Anię z Zielonego Wzgórza i stoi. Mam też jakieś wysokie habazie w koszmarnej plastikowej donicy ni to palma ni to pasza dla wielbłąda...Najlepsza jest lampa...z czerwonym abażurem i wiszącymi z niego sopelkami. No...sprawię sobie jeszcze czerwone zasłonki i garsoniera aż miło. Teraz siedzę i myślę jak tu kulturalnie i cichaczem się tego w dobrej wierze przyniesionego badziewia pozbyć. Chyba pokój podpalę...
Co do mnie. Nawet wspaniałe nasiadówki niesamowitych babek i hektolitry płynów procentowych nie poprawiły mojego morale. Suknia ślubna może i mi się nie śniła po nocach...ale jakiś charyzmatyczny przystojniak..wysoki..inteligentny...z pazurem..to już owszem. Wpadłam w jakiś taki stan w którym od śmiechu (wisielczego w większości przypadków)przechodziłam po linie w stan katatonii.
Dziewczyny orzekły ,że jak nic trzeba mnie ogarnąć. Póki co ogarniałyśmy się nawzajem i już nawet kefir wymieszany z końską dawką Alkazeltzer nie poprawiał mojego stanu rano. Noga bolała dalej ...
Bolała jeszcze bardziej jak wracając nadeptałam na dziwnie przyczajonego przy moich drzwiach Rademenesa , który z dzikim wrzaskiem wspiął się po ścianie (pionowej ścianie jak nie przymierzając Spiderman) i wrzeszcząc dalej zniknął z mrokach korytarza. Później okazało się , że przeżył kocina już swoje z uwagi na mały wypadeczek z gorącym woskiem. A to nie był koniec jego kłopotów.
Zatem depresja jest, boląca noga (czerwonej hybrydy na paznokciach to sobie już chyba do emerytury nie zrobię) kość ogonowa obita jest , kac też. Poczułam nieodpartą chęć na rolmopsy..jak mnie najdzie to potrafię szturmować drzwi lodówki o drugiej w nocy. Tym razem w lodowce oprócz kawałka lekko wyschniętego sera, kefiru i jajek nie było za wiele.
Lodowaty wiatr przeniknął mnie do szpiku kości...kurczę...idę ,człapię raczej i czuję , że cuś za mną idzie. Do panikarzy nie należę, biegać potrafię ale przyznam ciary na plecach się pojawiły. Idę idę odwracam sie i widzę ...jego. Czy widzieliście kiedyś najbrzydszego psa pod słońcem? Skrzyżowanie surokatki z jeżowcem? O krzywym zgryzie i z zezem? Z ogonem jak po wybuchu petardy machającym dzikiego młynka.
Staliśmy tak wiatr wiał, deszcz padał on patrzył na mnie ja na niego i tak sobie do tego sklepiku doszliśmy razem. Oprócz śledzików nabyłam również kaszankę. I tak podreptalismy do domu ja i on, najbrzydszy bezdomny kundel na świecie.
I najbardziej zapchlony co odkryłam nieco później. Moi kochani kamienica ma nowego lokatora ...brzydala, cwaniaka nad cwaniaki i tępiącego niemiłosiernie wszelkie koty psa...Rolmo-psa.
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 25 lis 2018 21:19
autor: BozenaMat
Florcia..........

A to te kwiaty, co by te chabazie w wazonie zastąpić. Ciepnij tymi chabaziami za okno... nocą i tak ten wiatr, co to od dwóch dni duje jak na dworcu w Kielcach, to porwie i zaniesie na sąsiednie podwórko.
Ja się tylko tak zastanawiam... czy Rademenes zakumpluje się z Rolmo-psem czy też zaczną wojnę kocio psią, aż kłaki polecą? Tylko nie wiem czy coś z Rademenesa zostanie, gdy on już i tak wygolony jak kosiarką trawnik, co go onegdaj Jasieniek na swej działce przeleciał, gdy po pijaki z Mariankiem zabawiali się w kołchozowe sianokosy

A swoją drogą zaludnia nam się kamienica

... zaczyna się ciekawie robić.... no podoba mi się to
Florcia....... super humor, super tekst

Fajnie, że ubarwiasz to życie w kamienicy i trochę innym okiem na tę społeczność zerkasz
Weny życzę........ ja na razie coś bez polotu..... ale... u mnie to czasem tak jest. Długo nic...... i nagle buuum. Tekst za tekstem. Ale jak nas dwie, to....... coś się będzie działo
Matulu.......... ja wręcz "widzę" tego Rolmo-psa

Jak nic pasuje do Rademenesa.
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 25 lis 2018 21:25
autor: forumowicz
Bożenko mam nadzieję, że kiedyś, w realu, na którymś z forumowych spotkań wynajmiemy lokum w starej kamienicy i wspólnie napiszemy małe co nieco. Trunki wenie niezbędne stawiam.


Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 25 lis 2018 21:29
autor: BozenaMat
Florko.......... Nie mam nic przeciwko.........

Jak tylko czas pozwoli, to czemu by nie

Moja wena to taki dziwny stwór........ nie wiem od czego zależy... trunki czasem wspomogą, czasem otępią

Ale Twoje teksty oj inspirują

Wreszcie i ja mam ucztę.... fajnie, że jesteś

Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 25 lis 2018 23:12
autor: Cygana
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 26 lis 2018 10:14
autor: malgorzatas
Dzień Dobry Wszystkim z Kamienicy

pieska głaszczę za uszko
Mam zgodę Administratora i mogę wydzierżawić strych w kamienicy

Po Nowym Roku mogę się wprowadzać...
Miłego Dnia...

Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 26 lis 2018 10:31
autor: ANDY12345
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 26 lis 2018 10:32
autor: malgorzatas
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 26 lis 2018 10:37
autor: ANDY12345
A onuce i kalesony mogą ? już okres zimowy
To i z papugą będziemy rozmawiać na wigilię.