Sporo jest racji w tym co piszesz. Dodam tylko, że obecnie uczę się by nie oceniać za dużo, zarówno innych jak i siebie. Nie łatwe to jest, przyznam. Nie znaczy to jednak, że mam przytakiwać, czy też przymykać oko na to, co mi się nie podoba, a już na pewno nie wyrażać swego zdania za plecami przeciwnika. Zawsze mówię co myślę, jaki jest mój pogląd na daną sprawę, nawet jeśli jestem w tym sama. Uczę się, by wyrażać swoje zdanie bez nadmiernych emocji i argumentów przemocy w jakiejkolwiek postaci.
Też jestem wodniczką

, ale czy mam intuicję?

Być może..., ale ludziom zawsze daję szansę by móc ich poznać, bo pozory bardzo często mylą. Nigdy tego nie żałowałam.

Nikt nie jest doskonały, powtarzam to jak mantrę, popełniamy błędy i dobrze jest dać szansę te błędy naprawić. Bywa jednak i tak, że na mojej drodze stanie ktoś, z kim nijak nie potrafię się dogadać. Wtedy, uważam, że lepiej zejść z tej drogi, jeśli to możliwe, lub iść tak, by nie wchodzić z tą osobą w kolizję. To zdrowsze dla mnie, a siebie stawiam na pierwszym miejscu i niech sobie inni krzyczą, że to egoizm, a ja uważam, że by zadbać o innych, trzeba najpierw dbać o siebie samego. Jak kocha się siebie, to pokocha się też innych.
A żeby wpis był zgodny z tematem wątku, to dodam kolejną złotą myśl:
"Wszystko, co irytuje nas w innych, może nas zaprowadzić do zrozumienia samego siebie."
Carl Gustav Jung