Strona 28 z 261

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 27 lis 2018 16:51
autor: Cygana
Ja już byłam u fryzjera trochę się ogarnąć, babkę majonezową upiekłam i pierogów też przyniose co ich w ubiegłym tygodniu nakleiłam, bo wiadomo Florka po tych wszystkich wypadkach nie może się forsować, od czego są przyjaciele : :D

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 27 lis 2018 16:53
autor: ANDY12345
To dobrze bo ja też idę do garów :lol: , a przy remoncie dobra rada nic na siłę, delikatności i nie będzie odcisków :D

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 27 lis 2018 17:20
autor: malgorzatas
Tapir zrobiony..hybryda też ..teraz tylko posklejam ciasto i melduję się w kamienicy :D


Obrazek

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 27 lis 2018 17:29
autor: ANDY12345
A moje grzybki ?

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 27 lis 2018 17:58
autor: malgorzatas
Pomału trzeba szykować się na przyjęcie gości. ..Dla najwięcej poszkodowanych którzy ucierpieli przy kiszeniu kapusty ;) tzn.Florki i Bożenki zostawiłam dwa fotele. ..będzie im tam wygodnie...Jadziunia kefirek kupiła..Gosia pierożki ulepiła...ANDY grzybki też przyniósł :) najpiękniejszy to ten korzeń :lol: Genia do barszczu przyniesie krokiety..Cygana z porażkami też nas zaszczyci... :serce:

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 27 lis 2018 19:48
autor: BozenaMat
O matulu.......... aleście się napracowali. I jeszcze te fotele i korzeń :lol: :lol:
To ja sobie usiądę wygodnie i czekając aż się imprezka rozkręci...... aż Florcia też zasiądzie i poczyta dalsze losy sagi........ posłucham muzyki......... :roll: ..... i się rozmarzę :D

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 27 lis 2018 20:14
autor: ANDY12345
Pomarz, pomarz bo w pisaniu zaczęliśmy Cię wyręczać :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: , ale nas podeszła, muzyczkę będzie słuchać, a drineczka podać :lol: :lol: :lol: :lol: :lol:

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 27 lis 2018 20:19
autor: forumowicz
Spadek część 1

Po wszystkich powiedzmy szczerze już nie perypetiach ale katastrofach mieliśmy dwa dni względnego spokoju. Nauczeni doświadczeniem czekaliśmy przyczajeni bo taka stagnacja w kamienicy raczej nie trwała zbyt długo. Na początek wyprowadził się Pawełek ...a raczej został w szybkim tempie wyprowadzony przez dwie damy, które o 23 na środku ulicy przed naszymi oknami dały niezwykły pokaz swoich możliwości wokalnych. Uruchomiły obute w szpilki buty tudzież długie , mordercze pazury. Wszyscy delektowaliśmy się tym pokazem kibicując i wisząc w oknach jak nie przymierzając majtki na sznurze. Mówię Wam super! Po szpileczkach i pazurkach w ruch poszły wypchane torebki, którymi zaczęły się okładać po łbach (z lekko już naruszonymi skalpami). Z torebek powypadało tyle dobrości ,że kochana Vicky uszczęśliwiła nas potem zestawem kosmetyków na kolejny miesiąc. Powypadały też rzeczy, których damie nie przystoi nosić w torebce ale te rekwizyty ominęła po prostu wzrokiem.
Tak to sobie trwało jak najlepsza komedia, a Pawełek stał jak słup soli i zamiast te biedaczki rozdzielić dostarczam nam kolejnych minut fantastycznej , darmowej zabawy. No nic...wszystko co dobre to się szybko kończy. Obie Panie zmordowane jak koń po orce w końcu zziajane przestały się wzajemnie okładać. Okazało się , że nasz Adonis zmieniające Panie jak dentysta rękawiczki lateksowe trafił tym razem na twarde zawodniczki. Obie na dodatek w stanie błogosławionym i obie raczej nie po niepokalanym poczęciu. Na ulicy o północy zażądały jasnych deklaracji. Przyszły ojciec przybrał na twarzy odcień dosyć ciekawej szarości co potęgowały światła naszych ulicznych latarni. Nie wiemy do dzisiaj kto został numerem 1 ale następnego dnia Pawełek zaczął wynosić walizki. Chata stoi pusta i czeka na nowego lokatora.
Pieseł – Rolmops przywyknął . I do katastrofy nuklearnej w mieszkaniu i do krzyków , polubił smak kapusty kiszonej , kaszanki z obrzydzeniem nie tykał i ze stoickim psim spokojem przyjmował wszystko co mu połamana wlaścicielka i przyjaciele tejże fundowali. A fundowali niemało...pcheł pozbyliśmy się dosyć szybko chociaż do dzisiaj na hasło pchła czuję nieodpartą chęć drapania każdej części swojego pokiereszowanego ciała . Przygotowane w kącie przedpokoju legowisku omijał szerokim łukiem. Przyczepił się do mnie jak przysłowiowy kleszcz , wszędzie wtryniał swój wszętobylski, mokry nos. Po 10 nieprzespanej nocy poddałam się bo z uporem maniaka próbował ciągłej wspinaczki do łóżka aż zmordowana i pokonana wpuściłam go pod kołdrę. I tak zamiast przystojnego faceta miałam na poduszce obok najbrzydszego kundla na świecie. I na dodatek kocham drania...
Drań miał swoje kulinarne wymagania, kaszanką się brzydził ale w ślinotok (mnie zresztą też) wpędzał go grapefruit (tylko zielony) i śledzie w śmietanie. Cholibka jaki normalny pies wciąga śledzie jak pelikan? Nie umiał szczekać jak tradycyjny pies za to świetnie rechotał , rechotem przypominającym nieco tego psa w płaszczu ze słynnej kreskówki lub rechot podchmielonego Marianka. Ot taki miał styl. I nienawidził kotów...
Uff skrobię dalej ...

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 27 lis 2018 20:26
autor: BozenaMat
Nic nie mówię........... nic nie mówię........... rechoczę i czekam na cd........... :lol:

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 27 lis 2018 20:38
autor: malgorzatas
Ja też włączyłam program "czekania" :lol: :lol: