Och jak cudnie. Jak ja bym tak chciała. Wiesz, gdy ja wyjeżdżałam do Ciechocinka w 2010 to też planowałam z mężem, że on do mnie przyjedzie, ale to były plany. Potem gdy byłam w sanatorium dzwoniłam do męża każdego dnia, aż w końcu on do mnie powiedział mniej więcej tak: "Kochanie nie dzwoń do mnie każdego dnia. Korzystaj z zabiegów wszelakich, ciesz się wolnością". Posmutniałam i na kilka dni odłożyłam telefon. Po tych kilku dniach on do mnie zadzwonił i znów telefony nasze grzały się bo rozmowy trwały długo, a nawet jeszcze dłużej. Zapraszałam jego ale on mówił, że nie przyjedzie no bo kto zaopiekuje się jego chorą mamą (mama chora na alzheimera. Mieszka tuż obok naszego domu, więc rozumiesz). Pogodziłam się z tym. Gdy 3 dni przed zakończeniem turnusu zadzwoniłam po śniadaniu do niego i zapytałam co robi, odpowiedział że kosi trawnik. Zdziwiłam się, bo głos był jakby z pomieszczenia, poza tym sana suczka która mieszka w zagrodzie nie szczekała. Zapytałam ponownie gdzie jest i co robi? Potwierdził to co poprzednio. Pożegnaliśmy się i rozłączyliśmy. Coś mnie niepokoiło, od razu pomyślałam, że jakichś kolegów sobie na wódeczkę sprowadził bo chata wolna. Zadzwoniłam do syna, który powiedział mi, że wczoraj widział się z ojcem a ten powiedział jemu, że jest bardzo zajęty, że nawet do mamy nie miał kiedy pojechać. Pomyślałam - szkoda mi jego, tak pracuje w ogrodzie, opiekuje się chorą mamą podczas gdy ja tutaj odpoczywam, relaksuję... etc

A teraz finał - otóż gdy skończywszy rozmowę wyszłam z budynku gdzie brałam zabiegi spojrzałam przed siebie i kogo zobaczyłam? Mój "mężuś" szedł na przeciw mnie. Zaplanował wszystko gdy ja jeszcze byłam w domu. Spisał adres sanatorium a potem wszystko było już proste. Aby sprawić mi dodatkową przyjemność przyjechał moim samochodem. Niestety, ja takich niespodzianek nie podzielam, ucieszyłam się tylko z mojego samochodu, ale nie dałam jemu odczuć, że wprawił mnie w zakłopotanie.
Tak się nie robi moi mili Panowie. Skoro puszczasz wolno, to nigdy nie kontroluj bo czasem możesz tego żałować. Na szczęście mój mąż nie żałował, ale gdyby przyjechał wieczorem a nie przedpołudniem to mógłby tego bardzo żałować.