"Rozmowy o końcu świata".
Dziś obejrzałam ten program na TVN 24, traktujący o przemysłowej hodowli kur. Choć już wcześniej wiedziałam jak to mniej więcej się odbywa, to jestem wstrząśnięta. Utwierdziłam się, że podjęłam słuszną decyzję eliminując z diety mięso. Nawet, gdy pominęłambym aspekt etyczny, humanitarny, czy emocjonalny, to obraz, który zobaczyłam jest świadectwem, że jaja i mięso pochodzące z polskich przemysłowych hodowli jest zwyczajnie nie zdrowe. Widok tych biednych kur, bez piór, nie chodzących, bo zbyt szybkie przybieranie na wadze stało się przyczyną złamań kończyn, jest nie tylko szokiem dla osoby posiadającej minimum wrażliwości, ale wzbudzać powinno odrazę przed zjedzeniem mięsa tak pozyskiwanego. Z wypowiedzi osób zaproszonych do studia, by skomentowały obejrzany reportaż wynika, że podobnie wygląda hodowla trzody chlewnej i bydła. Dodam, że ten reportaż nie wspominał nic o paszy, antybiotykach i hormonach podawanych zwierzętom, bo skupiał się na złym ich traktowaniu w tych "obozach koncentracyjnych". Tak je nazywam, bo nawet stosuje się w nich gazowanie. O maceracji, czyli mieleniu żywcem piskląt płci męskiej, nie chcę pisać. Totalna masakra.

