Tak było, jest i będzie w naszym kraju, że jeśli "dają" coś za darmo to musi to być najgorsze. Coś za coś, prawda?
Wiemy jaką mamy służbę zdrowia "za darmo" tak też jest z rehabilitacją z prewencji ZUS. Mój mąż był 2 razy kuracjuszem z ZUS.
Pierwszym razem mieszkał w pokoju 5-cio osobowym (o rany, że też takie jeszcze są?). Wrócił chory. Chciał po tygodniu uciekać
stamtąd no ale nie mógł bo gdyby chociaż o jeden dzień skrócił sobie pobyt to musiałby "bulić" nie mało, więc został do końca.
Podpowiedziałam jemu ale już po powrocie, że w takim razie skoro było tak "tragicznie" w pokoju to jako całkiem przystojny
facet powinien poszukać sobie stancji na mieście np. u jakiejś eleganckiej Pani (a może nawet pielęgniarki sanatoryjnej).
Drugim razem byłoby komfortowo bo było ich w pokoju już tylko trzech, no ale jeden tak okropnie chrapał, że nie "szło" wytrzymać
i znów wrócił na tyle znerwicowany całym tym pobytem, który miał poprawić a nie pogorszyć jego zdrowie, że po powrocie
podjął leczenie w poradni zdrowia psychicznego. Na wizytę u specjalisty czekał też nie mało, bo pół roku, no ale co tam, człowiek
nie zwierzę, nie pogryzie tylko w sobie zdusi i jakoś wytrzyma bo wytrzymać musi
