Witajcie kochani Szaleńcy.
Zbyszku GRATULACJE w końcu się doczekałeś i jedziesz

Szczęśliwej podróży
U mnie czyste niebo, mrozu porannego brak i słonkona czystym niebie króluje
Widzę że Szaleńcy wczoraj wieczorem poszaleli troszeczkę

i dobrze
Grażynka

kawę zrobiła i lenia złapała do pracy, no w końcu piątek
Dosiadam się do Was z kawą
i żart tradycyjny na dobry dzień
Przyjeżdża Zbyszek do sanatorium.
Obok przechodzi kuracjuszka. Zbyszek ją zagaduje z szelmowskim uśmiechem:
- Jak was tutaj karmią, Madame?
- Dasz chleba, to powiem...
Do pokoju, gdzie przebywa pani domu, wbiega przerażona pokojówka:
- Pani mąż! Leży nieprzytomny w salonie i w ręku trzyma jakąś kartkę, a obok leży wielkie pudło!
- O, wreszcie dostarczyli moje futro ze sklepu...
Po powrocie z sanatorium podczas pierwszej nocy mąż przez sen ciągle powtarza "Basiu, Basiu, Basiu!"
Rano żona żąda wyjaśnień.
- Koło sanatorium było gospodarstwo rolne, a tam w zagrodzie stała piękna klacz o tym imieniu. Chodziłem ją karmić chlebem. Pewnie mi się przyśniła - tłumaczy się mąż.
Minęło kilka dni, mąż wraca z pracy i widzi, że na stole leży list w rozerwanej kopercie.
- Od kogo? - pyta żonę.
- Ta klacz do ciebie napisała.
Miłego i słonecznego dnia oraz 20 st na słupku życzę Wam kochani
