Nie ogarniesz...wprost przeciwnie człowiek zacznie myśleć, że coś u niego nie styka jak powinno. Ale styka, zapewniam.
Ja w takiej sytuacji myślę sobie ok...net netem...nie musimy się znać przecież osobiście....możemy zgrywać kogo chcemy...ku chwale radości i przedniej zabawy.
Ale jeżeli wersja internetowa pokrywa się chociażby minimalnie z rzeczywistością a jest jakaś żona na horyzoncie to mózg mi się lasuje ma samo wyobrażenie dnia codziennego w takim kotle.
Nie ogarniając w necie w życiu realnym doszło by do morderstwa...
RAndziu/Zenku - tym razem nie przekujcie tego w żarcik bo temat uwiera (nie tylko tych uważanych za snobów i pozbawionych chumoru - dodam specyficznego oraz mało współczujących w trudnej sytuacji życiowej) od wielu miesięcy. Mnie juz na szczęście jakby mniej bo wiem , że głową muru nie rozbijesz pozatym głowy szkoda

Mądrej głowie dość dwa słowa...skoro nie docierają ich setki to sami pomyślcie....
Znam wielu ludzi dotkniętym przewlekłą chorobą, opiekujących się dziećmi z porażeniem lub innymi chorobami pozostawionych samych sobie, rezygnujących z pracy i widzę uśmiech, pokorę i wiarę w lepsze jutro. Umysły im nie fiksują. I takich ludzi szanuję i podziwiam.
I please nie mówmy o zaszczuciu - każdy zbiera takie żwiwo jakiej jakości ziarenka zasieje. I to jest podstawa. Aby dostać coś dobrego warto coś od siebie dać. Bynajmniej nie drwinę w każdej możliwej postaci.