Ciekawe co mają powiedzieć 40-latkowie?

Co raz ciężej będzie dotrwać, do emerytury, która i tak będzie co raz mniejsza.
Tu się kłania mniejszy przyrost naturalny i ryzyko braku wymienialności pokoleń, wynikające oczywiście z sytuacji ekonomicznej ale też z pewnej... edukacji społeczeństwa i myślenia w stylu - jeśli będę mieć mniej dzieci, to zapewnię im lepszą przyszłość, szkoły, mieszkanie itp. Nie ma już wiele tych rodzin mających po 5 dzieci jak było kiedyś. Ta ekonomiczna świadomość jest w tym względzie zabójcza. Po wojnie szkoła średnia to był szczyt, potem standard, obecnie większość młodzieży nie odpuszcza szkoły wyższej. Ogólnie lepsze wykształcenie daje też ogólnie wyższą świadomość ekonomiczną i... średnio mniej dzieci o czym pisałem wyżej. Dokładając do tego otwarte granice, brak pracy w Polsce, a co się z tym wiąże sporą emigrację, trzeba powiedzieć, że nie będzie łatwo.
Skrótowo podsumowując wynika z tego, że nasi rodzice zapewniają nam taką przyszłość jaka nas spotyka. Oni zapewniają nam zarówno życie rodzinne jak i przygotowują życie w kraju. Wystarczy krótki okres "błędów i wypaczeń", wojna czy komunizm, zły rząd przez kilka lat, kryzys światowy i już kolejne pokolenia mają niezwykle trudno by naprawić to co zepsuli ich rodzice. Niestety te złe okresy ciągną się za naszym krajem jeden za drugim i z ogólnie panującej biedy, mamy to co mamy. Możemy więc winić naszych rodziców czyli 50-latkowie 70-latków, 30-latkowie 50-latków, ale pamiętajmy też, że nasi rodzice swoją sytuację też zawdzięczali poprzednikom, a sami na pewno nie chcieli dla własnych dzieci źle. Recepty jak wybrnąć z tego kręgu chyba nie ma, ale zawsze należy starać się zrobić wszystko tak by móc sobie spojrzeć w oczy przed lustrem i powiedzieć "zrobiłem co mogłem by być dobrym człowiekiem".
Cóż, będę tu chyba adminował do emerytury i dłużej
