Mimo iż słońce przez szyby zagląda to wiatr, który za oknem szaleje nie zachęca do spaceru, jednak ja i tak wskoczę w samochód i do galerii pojadę. Lubię czasem pobyć pośród ludzi, ale zanim pojadę napiszę jak to było z tym Ciechocinkiem. Może ktoś pójdzie moim śladem i "wykrzyczy" w NFZ sanatorium do atrakcyjnej miejscowości.
Otóż oczekiwałam na skierowanie, moje pierwsze w życiu od 18 miesięcy, chociaż w odpowiedzi było napisane, że czas oczekiwania do 16 miesięcy. Zadzwoniłam, odebrał mężczyzna, chyba młody mężczyzna. Zapytałam czy mam już pakować walizki czy dopiero latem. Mężczyzna ten poinformował mnie, że dla mnie przewidziany jest ostatni kwartał czyli październik-grudzień. Nie macie pojęcia jak się zagotowałam. Powiedziałam mniej więcej tak: "Czy Pan zdaje sobie sprawę, że to będzie moje pierwsze w życiu sanatorium? Czy chce mnie Pan zniechęcić? A powinien Pan mnie zachęcić (raczej). Czy wie Pan, że rozmawia z kobietą 51-letnią, która niejedną 20-tkę by przeskoczyła? (dosłownie). Niech mi Pan tego nie robi? Please...". Pan na to: "Ale ja już nic nie mogę zrobić, decyzja zapadła?" Wówczas ja użyłam swojej kobiecej broni mówiąc tak: "Jeśli mężczyzna mówi do kobiety, że już nic nie może zrobić to szkoda mojego czasu. To już faktycznie lepiej byłoby pojechać w listopadzie nawet do Ciechocinka"... no i za tydzień otrzymałam skierowanie. Termin 31.07.2012-21.08.2010, uzdrowisko "Sanvit", miejscowość Ciechocinek. Potem chciałam zadzwonić i zrobić awanturę o ten Ciechocinek ale dałam sobie spokoj. Tak jak chciałam, jak sobie zaplanowałam, jak wreszcie wymarzyłam - TEGO SANATORIUM NIE ZAPOMNĘ DO KOŃCA ŻYCIA. JEDNAK MÓJ PIERWSZY RAZ (w sanatorium oczywiście) BYŁ PRZECUDOWNY I WSZYSTKIM WAM TEGO ŻYCZĘ - do wieczorka
