Z różnych źródeł dochodzą informacje że ponad połowa rosjan popiera tą fałszywą akcję specjalną .
Nie da się zaprzeczyć że propaganda rosyjska jest ogromna .
Przez wiele lat ludzie tam żyją karmieni kłamstwami i niestety duża ilość wierzy w to co słyszą . Przez wiele lat nawet w biedzie ,nauczyli się czuć zadowolenie z tego że żyją w kraju którego boi się większość świata .
W tej chwili odcina się wszelkie inne źródła informacji ,zamyka niezależne gazety i sieci telewizyjne ,trwają brutalne aresztowania wszelkiej opozycji ,kary za udział w protestach ,czy wypowiadaniu słów - wojna ,inwazja ,napaść ,mogą być nawet większe niż kara za inne zbrodnie .
Czy jest w tym jakaś iskierka optymizmu ?
Chyba niewielka tak ,bo świadczy o tym jak bardzo rząd kremlowski boi się ujawnienia prawdy wśród swoich obywateli , jednocześnie pokazuje że są tam ludzie którzy próbują nie bacząc na konsekwencje głosić to co dzieje się na prawdę na Ukrainie .
W moim mieście Oświęcimiu ,działa już duża ilość punktów ,gdzie można przynosić najpotrzebniejsze rzeczy . Mamy informacje co jest najpilniej potrzebne ,więc można przynosić konkretne rzeczy .
Byliśmy rano w małej pierogarni prowadzonej przez małżeństwo z Ukrainy , mają stały kontakt ze swoimi przyjaciółmi i koordynują listę potrzeb .
Na pewno dzieje się tak praktycznie we wszystkich polskich miastach ,a skala pomocy jest bardzo duża .
Rozmawialiśmy trochę z nimi i chociaż są tutaj bezpieczni ,widać jak bardzo są przerażeni tym co dzieje się w ich kraju .
Przez moment zostaliśmy we czwórkę sami i ta kobieta rzuciła się w nasze ramiona , i żaden z nas nie mógł już powstrzymać łez .
Pomagajmy w każdy możliwy sposób ,Oni na nas liczą i doceniają to co robimy
Zacytuję jeszcze jeden z artykułów dostępny w Gazecie Krakowskiej :
W suchym basenie w sali zabaw pośrodku biblioteki w Oświęcimiu bawi się dwóch trzylatków. Pierwszy: miejscowy, rozbrykany, przeszczęśliwy. Drugi: uchodźca ze wschodniej Ukrainy, dojmująco smutny, ze wzrokiem zagubionym gdzieś daleko poza kolorowymi kulkami. Trzy dni temu zaniemówił. – Mnie by też odebrało głos, gdybym zobaczyła i usłyszała to, co ten malec – komentuje opiekunka z Oświęcimskiego Instytutu Praw Człowieka (OIPC). I czuje dziwny dreszcz. W sąsiedniej sali, lata temu, wypowiedziano na głos to, co Władimir Putin chce zrobić ukraińskim dzieciom, matkom, ojcom, babciom, dziadkom. Ba, polscy i rosyjscy eksperci przewidywali, że on to zrobi. Ich koledzy z Zachodu kiwali głowami, a na korytarzu szeptali, że to zbyt straszne, by uwierzyć.
Nie sposób unieść opowieści przerażonych rodzin. Ludzi, jak my. Trzylatek słyszał wybuchy prawdziwych bomb, jego przedszkole naprawdę zapłonęło, szkoła jego siedmioletniej siostry naprawdę znikła z powierzchni ziemi. Osiem dni temu uczyło się w niej 957 dzieci, a teraz jej – nie ma. I nikt nie wie, kiedy będzie można wrócić, by ją odbudować. Najgorsze, że tam, pośrodku pożogi, zostali ojcowie, synowie, dziadkowie. Słabo wyposażeni. Można by po polsku rzec, że codziennie idą z szablami na czołgi – gdyby chociaż mieli szable. Dlatego obok pomocy tu, w Polsce, dla ogałacanych z ojczyzny rodzin, tak ważna jest pomoc TAM. Dla – nie bójmy się tego powiedzieć – Bohaterów Wolego Świata.