Gdy przyjechałem do Szczawna Zdrój pierwsze co mi utkwiło to kolejki po kilka godzin do pory obiadowej, gdy już miałem pokój stwierdziłem brak wody w toalecie( w całym sanatorium)- awaria w całym mieście. Czyli po wielogodzinnej podróży ludzie musieli szukać toalet w okolicznych lokalach lub lesie na stromym zboczu. Po 16.00 podstawiono beczkowóz z wodą i powstała nowa kolejka po ....wodę do czajnika, miski itp.
Następnego dnia woda już była, jednak nie na długo
Po kilku dniach był ulewny deszcz, ktoś nie domknął okien w stołówce i zalało nasze miejsce jadła i wypitku a panie z kuchni wydawały kolację na talerzach do pokoi przy wejściu na stołówkę. Herbata była do ogarnięcia we własnym zakresie.
Następnego dnia szykowałem się na dancing i jakież było moje zdziwienie gdy pod prysznicem nie było ciepłej wody, okazało się, że jest awaria po ulewnym deszczu. Brak ciepłej wody towarzyszył nam przez kilka dni, hartowałem się codziennie przez kilka dni
Po kilku dniach awarię usunięto, ciepła woda powróciła do naszych prysznicy
Nagle zniknęło Wi-Fi sanatoryjne i awaria trwała do dwóch dni przed końcem turnusu.
Gdy wróciłem o godz. 22.04 pod drzwi sanatorium zastałem je zamknięte w tle z pielęgniarką która zbeształa mnie chłodno za spóźnienie 4 minutowe.
Wypadałoby tu narzekać, biadolić i obiecywać sobie, że nigdy więcej.......
Jednak rekompensatą było dobre położenie sanatorium, dobre posiłki, pozostały personel miły, pokoje w dobrym stanie-parter(łóżko miekkie), kontrole w pokojach rzadkie i nieszablonowe skierowane czy komuś coś dolega a nie sprawdzeniu obecności.
To w dużym skrócie kulturalny opis sanatorium z elementami survivalu

Czy to ja mam tylko takie szczęście do przygód sanatoryjnych, czy u Was też są takie eskalacje i emocje E&E
