Wprawdzie kilka informacji starałem się przekazać na gorąco, czyli podczas pobytu we wzmiankowanym w tytule sanatorium to teraz, po powrocie, pokuszę się o krótkie

résumé i ocenę pobytu. Wyjazd do Muszyny i sanatorium Revita był swoistym comeback, powrotem po niemal 30 latach, do miejsca gdzie 1990 roku byłem na wczasach z rodziną. Wówczas było to Sanatorium "Budowlani" PUSB w Lublinie, nawet gdzieś w rodzinnych zbiorach zachowały się zdjęcia i pamiątkowy proporczyk. Z perspektywy tych lat daje się zauważyć zmiany na lepsze, nie tyle w samym budynku, co jego otoczeniu - nieopodal obecnej Revity, wzdłuż Szczawnika, powstał park zdrojowy Baszta, a w nim trakt spacerowy i ścieżka rowerowa oraz przyrządy zewnętrznej siłowni. Wszystko to plus dodatkowe ławki i wiaty sprzyjają aktywnemu wypoczynkowi i spacerom w kierunku pobliskiej wsi Złockie. Ale wracając do meritum, jedynym, jak się wydaje, plusem sanatorium Revita jest jego lokalizacja, położone u stóp Mikowej Góry, nieopodal Popradu i uchodzących do niego, rzeki Muszynki i potoku Szczawnik.

To ponad kilometr od centrum miasta, kilkaset metrów od linii kolejowej i ruchliwej drogi w kierunku Piwnicznej. Niestety powoduje to zarazem, że do miasta czy do dworca kolejowego i przystanków autobusowych nie unikniemy sporego spaceru. W przypadku pociągu najlepiej wysiąść na stacji Muszyna-Zdrój, a autobusem najlepiej skorzystać z linii kursującej do Szczawnika. Szczegółowy rozkład autobusów na stronie przewoźnika f-my RAFATEX Taksówki w Muszynie dostępne na telefon, tablica z numerami telefonów (patrz zdjęcie) przed dworcem PKP i na rynku - na ile są one aktualne nie wiem, nie korzystałem.

- DSC_1363.JPG (22.35 KiB) Przejrzano 4858 razy
Taksówkarze z pewnością wiedzą, a zmotoryzowanym kuracjuszom przyda się informacja ,że najlepiej podjechać do sanatorium od zaplecza, tam znajduje się wejście na poziom parteru, dokąd dochodzi winda. Pozwoli to uniknąć taszczenia walizek po schodach bowiem wejście główne i recepcja znajdują się poniżej parteru. Obok ośrodka niewielki parking (płatny niestrzeżony - opłata 5,- złotych za dzień) Tyle jeśli chodzi o logistykę.

- DSC_1371.JPG (21.45 KiB) Przejrzano 4858 razy

- DSC_1226.JPG (26.14 KiB) Przejrzano 4858 razy
Nie ma możliwości wcześniejszej rezerwacji jedynki, ale w rozmowie telefonicznej dowiedziałem się, że istnieje możliwość wcześniejszego przyjazdu, z której skwapliwie skorzystałem. Dodatkowy nocleg to koszt 80 złotych, oprócz tego w dniu przyjazdu musiałem uiścić opłatę uzdrowiskową 92,40 (4,40x 21), ale szybko i bezproblemowo otrzymałem pokój jednoosobowy.
Pokój na trzecim piętrze, z balkonem - niestety od strony zbocza ,w sezonie zimowym trochę ciemno. Pokoje jednoosobowe zlokalizowane są tylko od tej strony, no ale... coś za coś. Pokój sam w sobie całkiem przyzwoity, po remoncie. Łóżko, szafka nocna z szufladami i lampką, nowy, płaski telewizor (Manta 21") z niewielką ilością programów, ala za to (o dziwo!) bez dodatkowej opłaty. Do tego dwie wiszące półki, stolik, dwa fotele nie pierwszej młodości i szafa z wystarczającą ilością (5) półek. W połączeniu z dużą szafą w przedpokoju daje to wystarczająco dużo miejsca na pomieszczenie nawet znacznej ilości garderoby. Na wyposażeniu pokoju talerzyk, szklanka i łyżeczka - na każdym piętrze aneks kuchenny z lodówką i ze "znikającym" jak zwykle czajnikiem. Całkiem spora łazienka z wc - kabina prysznicowa mającą najlepsze lata już za sobą, drzwi przesuwne trzymające się na słowo honoru (ponoć wkrótce kabiny mają być wymieniane). Spękaną półkę nad umywalką wymieniono po mojej interwencji. Na wyposażeniu sporej wielkości miska na drobne przepierki i kosz na śmieci. W pokoju i łazience ciepło , nowe aluminiowe kaloryfery, szczelne okna - nie było problemu z wysuszeniem rzeczy i ręczników po mokrych zabiegach. Generalnie warunki zakwaterowania uważam za zadowalające, nie dające powodów do narzekań, ale zastrzegam, że jest to moja subiektywna opinia dotycząca wyłącznie mojego pokoju. Pokoje sprzątane co drugi dzień, otrzymany jeden ręcznik, wymieniony w połowie turnusu.
Mimo, że turnus rozpoczynał się kolacją, dla będących na miejscu, badanie lekarskie przed południem i przydział zabiegów. Zabiegi rozplanowane od poniedziałku do soboty. No cóż, z uwagi na ograniczenia związane ze schorzeniem generalnie nie mogę narzekać ich rodzaj - borowina, miejscowe krio, kąpiel solankowa i perełkowa, aquavibron i wszechobecna gimnastyka. Baza zabiegowa zlokalizowana na parterze i pierwszym piętrze, zabiegi wykonywane o czasie, aczkolwiek zdarzały się małe poślizgi. Wynikało to po części z winy samych kuracjuszy, nie wiadomo czemu próbujących wykonać zabieg w innym niż przewidzianym terminie choć wszystkie zabiegi, z małymi wyjątkami, wykonywane były w godzinach przedpołudniowych, maksymalnie do godziny 13.30. Do tego, moim zdaniem, niezbyt równomierne obciążenie fizjoterapeutów ilością wykonywanych zabiegów niejednokrotnie wydłużało czas oczekiwania na zabieg.
Chyba najwięcej uwag należy mieć do wyżywienia, jedzenie, choć zwykle smaczne i dobrze przyprawione, serwowane w niewielkich ilościach. Tak sobie myślę, że jeśliby ośrodki sanatoryjne startowały w mistrzostwach Polski w grubości krojenia wędlin - Revita nie byłaby bez szans na złoty medal. Nie należę do osób zbytnio wymagających, ale bezmięsne gołąbki czyli ryż w kapuście stanowiły swoisty majstersztyk kulinarnych umiejętności. Do tego wszelkiej maści sałatki z wszechobecną marchewką, serwowane na kolację różnorakie sałatki, bigos, kaszanka czy fasolka po bretońsku dopełniają obrazu całości wyżywienia, choć ta ostatnia pozwoliła jeszcze dobitniej docenić zalety jednoosobowego pokoju
Na śniadanie codziennie zupa mleczna (waza), porcjowana wędlina, o której powyżej, czasem parówka, jajecznica, rzadko twarożek. częściej żółty ser, do tego herbata i.... masło mleko pochodne

Jako dodatek, łyżka marmolady na podstawce od szklanki, kilka razy na stoliku pojawiały się ciasta, zwykle w niedzielę, w dodatku w tym dniu sanatoryjny standard: rosół i pieczony kurczak
Potwierdziły się wcześniejsze opinie o panu od KO, Pan Włodek człowiek orkiestra: przewodnik po okolicy, organizator wycieczek, wieczorków, ogniska barwna postać od lat związana z tym sanatorium.
W budynku brak kawiarni, wieczorki odbywały się w hallu, przed jadalnią - koszt imprezy 12 złotych (pączek, paluszki, kawa i herbata w cenie) lub 10 złotych (bez pączka)

Wymagane kworum 30 osób, nie zawsze udało się osiągnąć. Ognisko z występem kapeli góralskiej, choć to chyba zbyt wielkie słowo na występujący duet - 15 złotych (kiełbasa, chleb, musztarda, ketchup) Ponadto sporo organizowanych wycieczek (Węgry, Słowacja, Ziemia Sądecka, Wieliczka, Zakopane)- było w czym wybierać w zależności od upodobań czy zasobności portfela. Obok recepcji pomieszczenie ze stołem bilardowym, w sezonie letnim czynna wypożyczalnia rowerów.

Tak jak już wspomniałem w innym wpisie, Muszyna i okolice mogą być ciekawym miejscem na wypoczynek w okresie wiosenno-letnim. Wówczas można docenić w pełni zmiany jakie zaszły w tej miejscowości, korzystać z dobrodziejstw źródeł wody mineralnej, kąpieli w basenach na Zapopradziu spacerów wzdłuż Popradu, zwiedzić ogrody sensoryczne, biblijne, pojeździć Rowerowym Szlakiem Wód Mineralnych czy objechać 32 kilometrową Turystyczną Pętlę Muszyńską. Zimą Muszyna ma niestety niewiele do zaproponowania, można wspiąć się do ruin zamku (ślisko), zwiedzić Muzeum Regionalne "Państwa Muszyńskiego", odwiedzić kirkut (dość wysoko i też ślisko), wieżę widokową i to chyba wszystko. Osoby jeżdżące na nartach musiały wybrać się do Krynicy, Tylicza czy Wierchomli – w Muszynie brak wyciągów i tras zjazdowych.
Z placówek handlowych, najbliżej do Biedronki i Delikatesów Centrum, trochę dalej do Tesco w Galerii Muszyna (kierunek Muszyna PKP). Na rynku, w dawnym Domu Towarowym Poprad sklep Pepco i apteka, nieopodal placówka pocztowa i sporo pomniejszych placówek handlowych i gastronomicznych. Ze sprawdzonych i godnych polecenia to Zajazd u Hutka czy lodziarnia - kawiarnia Wanda, ponadto warta odwiedzenia kawiarnia w pawilonie muzycznym wbudowanym we wzgórze z wieżą widokową i ogrodami sensorycznymi. Z panoramicznych okien wspaniały widok na Muszynę, w pogodne dni można dostrzec szczyty słowackich Wysokich Tatr.
I to z grubsza byłoby na tyle…
PS. Na ewentualne dodatkowe pytania chętnie odpowiem, a do Muszyny pewnie wybiorę za kolejne trzydzieści lat
