No, po powrocie z sanatorium muszę powiedzieć, że zostałam na początku nieźle przećwiczona, jeśli chodzi o sprawę telewizora właśnie... Wyglądało najpierw idealnie: telefonicznie zarezerwowałam miejsce w dwójce bez telewizora (jedynek nie było) i po przyjeździe przypomniałam, i taki pokój dostałam. Tzn telewizory we wszystkich pokojach są (Kujawiak, Inowrocław), ale w pokoju bez telewizora nie można za niego zapłacić i (teoretycznie) oglądać.
Po czym... ktoś coś pokręcił i przyszła do pokoju pani, która jak się dowiedziała, że to pokój bez telewizora, to wpadła w rozpacz. Ona tu do klasztoru nie przyjechała, co ona ma zrobić, i tak dalej. Tłumaczyła mi, że wieczorami chodzi na tańce i wiele by nie oglądała, ot, dziennik czy jakis serial. Panie w recepcji nie chciały od niej przyjąć wpłaty za telewizor, bo pokój bez telewizora. Ale telewizor w pokoju był i okazało się, że działa. Pani więc zaczęła go włączać... Żeby nie robić problemów (no bo ona też została wprowadzona w błąd, nikt jej nie powiedział na początku w recepcji, że pokój otrzymuje bez telewizora, szkoda mi się jej zrobiło...), zaczęłam ustępować, mówiąc, że to czego tak naprawdę nie zniosę, to ciągle grający telewizor, od rana do wieczora, jako akompaniament, a pani przysięgała, że o tym nie ma mowy. Powiedziała na recepcji, że ja się zgodziłam, ja potwierdziłam, że pod takim warunkiem, że czasem włączy tylko żeby coś konkretnego obejrzeć, pomyślałam, trudno, najwyżej wyjdę, przeczekam... Oczywiście, nie miałam zamiaru za telewizor płacić, tego już byłoby za wiele...
Po czym... pani telewizor włączyła i gadała przekrzykując go, a już najgorsze było, jak rano włączyła chwilę po szóstej. No nic nie poradzę, o tej porze mogę nie spać, ale telewizora nie zdzierżę, no taka jestem i co na to poradzę... Grzecznie ale stanowczo powiedziałam, że czuję się oszukana i że nie tak się umawiałyśmy no i się zrobiło niefajnie. Dowiedziałam się, że jestem nienormalna, że wszyscy normalni ludzie oglądają telewizję, że ze mną nikt nie wytrzyma i tak dalej, no a ją okropnie irytuje że piszę na tablecie. Itp, itd.
No więc nic innego nie potrafiłam zrobić (po tym jak się wyryczałam na balkonie) tylko poszłam na recepcję i powiedziałam, jak sprawa wygląda - że zgodziłam się, ale pod pewnym warunkiem który nie został spełniony więc się nie zgadzam, i że czarno widzę ten nasz wspólny pobyt... Panie w recepcji obiecały coś wymyślić i widać było, że były po mojej stronie, tym bardziej, że pani była z gatunku pyskatych, awanturujących się, złośliwych i napastliwych, o czym wszyscy się natychmiast przekonali.
No i skończyło się tak, że pani została przeniesiona do innego pokoju (który potem podczas pobytu znów zmieniła, ale nie wiem co jej tam nie pasowało), a do mojego pokoju przyszła pani - nie pani, tylko Dorota

WYTRZYMAŁA ZE MNĄ!!! Było nam razem na prawdę dobrze, Gadałyśmy dużo, o wszystkim prócz polityki;), czytałyśmy książki na zmianę, byłyśmy razem na wycieczce, ani raz się nie pokłóciłyśmy choć wcale nie miałyśmy identycznych poglądów. Czyli, da się.
Ja nie mam nic przeciwko telewizji, gdybym miała jedynkę, to bym za telewizor zapłaciła, ale włączałabym go wtedy, kiedy bym chciała i wyłączała po obejrzeniu tego co chciałam obejrzeć. Nie przeszkadzałabym nikomu. Dorota tak samo. Uważam, że nie powinno być tak, że w pokoju w sanatorium jest telewizor i kto go nie chce, ten musi walczyć o możliwość nie oglądania telewizji. Telewizor, lub pilot do niego powinien być wydawany tylko w przypadku, jeśli wszyscy lokatorzy pokoju sobie go życzą i deklarują zgodność w tej sprawie. Inaczej jest to kość niezgody, która może popsuć cały pobyt.
PS. Tylko mi nie mówcie, że gorzej, jak ktoś chrapie. Pierwsza pani również chrapała, ale byłam skłonna to przetrzymać, bo przecież to nie jej wina.