Strona 62 z 261

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 07 gru 2018 13:50
autor: BozenaMat
No Andrzej, to tak jakby zerknął w ten dalszy ciąg opowiadania............ wykręty i wykręty przed solidnym pracowaniem :D

Gosiu.......... Ty o Czesia się nie martw....... Ali go popilnuje, a i Cygana, jako ta mało rozrabiająca o niego zadba :D
A czapeczkę to pilnuj, co by nikt nie zajumał :D I miłej podróży :)

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 07 gru 2018 14:11
autor: malgorzatas
No to po takich zapewnieniach mogę spokojnie zza Odrę ruszać. ...szczepienia są. .... :lol:

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 07 gru 2018 14:15
autor: ANDY12345
Jak Ty mnie dobrze znasz :lol:

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 07 gru 2018 14:29
autor: Cygana
Gosiu jedź spokojnie za Odrę, o Czesia się nie martw :P Co do tych karpi to mam nadzieję że Jasienko będzie je szlachtował,bo ja wrażliwa jestem,a resztę w obróbce to się całej zdolności kulinarnej użyje :shock: :roll: :lol: :lol: :lol:

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 07 gru 2018 14:32
autor: GIENIA
Zostałam przydzielona do ciast :lol: :lol: aż sie sobie dziwię :shock: , ze nie protestowałam ;) , no ale skoro mistrzyni cukiernictwa nadzoruje , powinno być dobrze :D

Jak już te karpiki będa ukatrupione , moge zrobić takowego w galarecie :)

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 07 gru 2018 14:59
autor: ANDY12345
Nie katrup trzeba kupić karpiotrupy :lol:

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 07 gru 2018 16:12
autor: BozenaMat
Wstawiam teraz ciąg dalszy, bo później mnie nie będzie............ :)

CD .............. Idą święta… tup tup tup…

Musiałabym nie znać naszej kamienicy… jak coś ma się spieprzyć…… to tylko u nas. I tak Marianek pobrawszy zaliczkę na poczet choinek wyruszył na poszukiwanie. Pomysłowość chłopiny nie miała granic. Wybrał się więc do sławetnego śwagra od kapusty, wynajęli znaną już nam furmankę i pojechali w pobliskie lasy. Marianek w ciemię nie bity.. po co płacić za coś… co tak licznie porasta okoliczne gminy? Namachali się co niemiara, Marianek o mało nie odrąbał siekierą swojej nogi… tak się zamachnął przy wyrębie tych choinek, ale… załadowali cały wóz całkiem dorodnymi drzewkami. Pikne były, oj pikne. Poganiając chabetę, podśpiewując sprośne przyśpiewki (typu… moja Karolciu wsadzę ci….) ruszyli do Szczecina. Wszystko by było OK., ale… jeden nadgorliwy patrol postanowił sprawdzić, co też Ci weseli chłopi wiozą. Sprawdzenie zaowocowało konfiskatą drzewek i całkiem niemałą grzywną. Pobrana zaliczka na choinki nie stykła… śwagier zadzwonił więc po Bigbenkę, która to złorzecząc i przeklinając takiego członka rodziny, przywiozła brakującą kwotę, którą miała odłożoną na prezenty Gwiazdkowe. W pierwszym odruchu miała machnąć ręką na Marianka i śwagra, niech siedzą w areszcie, ale ogarnięta magią zbliżających się świąt tlił się w Niej ten duch (bynajmniej nie Scrooga) dobroci i z wielkim żalem, ale zapłaciła za siroty grzywnę.
Jak myślicie, że wszystkie inne prace przebiegły bez zakłóceń, to jesteście w wielkim błędzie. Otóż ekipa Honoratki za nic nie mogła dojść do ładu z uszkami. A bo to ile kobiet, tyle sposobów robienia ciasta (jedna bez żółtek chciała, inne zamiast wody dawały mleko). Jedna lepiła pierogi zawijając ciasto, druga na gładko. Nijak szło się dogadać, wreszcie ciepnęły mąką o stół, wzbiły się tumany białego proszku, wszystkie zaczęły kichać, jakby nawciągały się hery, porozłaziły się każda do siebie i tyle wyszło z pierogów. Ali też zrejterował i powiedział, że murzynem to On nie jest i za innych roboty nie będzie ciągnął. To ja się nieśmiało pytam… niby kim jest, jak pychol czarny? Miesiąc się nie mył czy co??
Ekipa Jadzieńki też nie doszła do ładu. Zaczęło się od mielenia maku. Dwa czy trzy razy? Ser od baby z targu czy w wiaderku ze sklepu? Jaja od kurek z wolnego wybiegu czy mogą być najzwyklejsze? Gdakały jako te kury, wreszcie Jadzieńka trzepnęła blaszką Zosieńkę, Gosia wyrwała tę blaszkę i cisnęła za siebie, ale że akurat stała na tle okna, siłą rzeczy uderzyła w nie... poleciało szkło, niewiasty w try miga się wyniosły, a Jadzieńka poduchą, co to miała w spadku po prababci zatkała dziurę, klapnęła na tapczan i zaczęła klepać swoje zdrowaśki. W tym była dobra.
Panowie nie byli lepsi. Pawełek nijak nie mógł się dogadać w sprawie zakupu mięsiwa. Środki miał ograniczone więc trza było coś wybrać… z czegoś zrezygnować. Dylemat… zakupić goloneczkę… co to większość chłopa w kamienicy preferowała… czy jak to niewiasty radziły schabik, by go śliweczką nadziać?? Problem nie lada… więc panowie zaczęli wspomagać dyskusję napojami procentowymi, co by podnieść intensywność myślenia. A że uszczuplili tym i tak skromne środki przeznaczone na zakup mięsiwa… to co się ostało starczyło na kilo żeberek i uwielbianą przez większość mieszkańców kaszankę.
Zaś Jureczek z Andrzejkiem najzwyczajniej w świecie doszli do wniosku, że czas na mycie klatki schodowej tudzież okien nie nadszedł. Do świąt sporo czasu, schody się jeszcze zapaćkają, tudzież okna od tego dymu, co wali z kotłowni (bo administracja też oszczędza i zakupiła najtańszy węgiel jaki tylko jest na rynku, a wiadomo… co tanie to barachło) … więc i tak robota o tyłek rozbić. Usiedli więc wygodnie na najwyższym pięterku i z pasją zaczęli grę w pokera, tysiączka i oczko. Towarzyszyła Im papuga, co rusz skrzecząc… „masz fula… masz karetę”… wreszcie Andrzejek wsadził ptaszysko do klatki i powiedział, że jak się nie zamknie i dalej będzie zdradzała, co ma w kartach, to On jej własnymi rencyma ogon wyskubie. Jak na ptasią kobitę mądra była… bo się od razu zamknęła. Tak się w tym zatracili, że wrzaski niewiast im umknęły, dopiero jak zeszli by pokosztować smakołyków, co to niby miały wjechać na świąteczne stoły… zrobili wielkie oczyska.
Tylko Jasieńkowi z Cyganą się upiekło, bo to czas na zakup karpia jeszcze nie nadszedł i nie zdążyli wywinąć jakiegoś numeru.
Ja a jakże… z zadania się wywiązałam, a to li tylko z tego powodu, że ozdoby robiły dzieciaczki, które bardzo poważnie podeszły do powierzonego im zadania, a ja oddałam się bardziej twórczemu dziełu. Otóż planowałam jak by tu przeprowadzić remont strychu, co by Ci nowi lokatorzy, co to tak zapałali chęcią wprowadzenia się do naszej kamienicy, mogli jak najszybciej zamieszkać. Pomysły a i owszem… były różne, ale żaden mi jakoś nie podszedł. Muszę naradzić się z Florcią… może Ona coś wymyśli, przecie kobitka kształcona, mądra, z niejednego pieca (chyba) chleb jadła… to może Ona ogarnie ten cały remont i nie rozwali ledwie co już stojącej kamienicy. Albo zostawi się wolną rękę kobitkom, co to chcą u nas zamieszkać i niech same ogarną ten bajzel. Tak chyba będzie najlepiej. Zresztą już pomieszkują, wprawdzie w jeszcze niezbyt ogarniętych mieszkaniach… ale idzie ku dobremu. Jak nic na święta będzie Francja elegancja :D

Teraz już rozumiem dlaczego wszelkie komuny, kołchozy i tym podobne upadły. Jak nasza mała społeczność kamienicy się nie dogadała, to jak miały się dogadać większe społeczności?

Dobrze, że do świąt jeszcze sporo czasu, jeszcze zdążymy, by każdy we własnym zakresie przygotował je po swojemu i tak jak lubi. Jakiś zielony badylek się kupi, porozdaję te ozdoby, co moje dzieciaczki zrobiły i……… starym zwyczajem, uskrzydleni świątecznym czasem, przepełnieni serdecznością i miłością pokolędujemy sobie przy osiedlowych garażach, popijając grzańca, co to corocznie Marianek hojnie nam serwuje. Jadzieńka zaintonuje kolędy i tylko wnuczek Zosieńki udający Jezuska, będzie się jak zawsze darł w niebogłosy…… :D

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 07 gru 2018 19:20
autor: Cygana
Oj dzieje się w tej naszej Bagatelce :lol: :lol: :lol: miłego wieczoru :D :kwiat:

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 07 gru 2018 19:47
autor: ANDY12345
Uważajcie, uważajcie z nieoficjalnych rozmów dowiedziałem się że może zawitać do nas Duszyczka, na razie astralnie, a później zobaczy kogo by tu nastraszyć :lol: :lol: :lol: . Obiecałem, że mieszkańcy jak się oczywiście zdecyduje przyjmą Ją gorąco z otwartymi drzwiami. Dlatego proszę o wstrzymanie się z ekscesami i w miarę kulturalne zachowanie, dziękuję :kwiat:

Re: Z życia pewnej kamienicy :)

: 07 gru 2018 21:30
autor: BozenaMat
Hymmmmm......... No ja jestem grzeczna........ co do Marianka, to nie ręczę :D
Ale wczoraj zabalował z Mikołajem, to pewno teraz będzie kilka dni spokój........ :D Więc Duszyczka może spokojnie zaglądnąć :D Zresztą przywieź Ją skuterem i bądź tarczą.......... :D Wtedy śmielej wejdzie w to gniazdo "os" :lol: