Strona 65 z 261
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 09 gru 2018 10:54
autor: BozenaMat
A do kawy dołączę..........życząc wszystkim miłej niedzieli ...... A ja dziś wizytowa

Znaczy za chwilę fruuuuuuuu

Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 09 gru 2018 11:14
autor: Cygana
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 09 gru 2018 11:49
autor: Duszyczka
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 09 gru 2018 14:11
autor: malgorzatas
Witam zacne Grono Kamienicy..i Nową lokatorkę Duszyczkę
Jestem potwornie zmęczona...ale zanim się położę lecę po Czesia do Cygany...W drodze prawie 20 godzin...ale co to dla mnie....
Zwiedziłam i zobaczyłam dużo..Berlin zwiedzałam z przewodnikiem a Jarmark Bożonarodzeniowy to czas wolny...
Idę się kimnąć....potem zajrzę...

Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 09 gru 2018 14:43
autor: Duszyczka
Dzięki Małgosiu...

Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 09 gru 2018 16:14
autor: Cygana
Dobrze Gosiu że już wrociłas, odpoczywaj i wieczorkiem do nas kuknij
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 09 gru 2018 19:30
autor: forumowicz
Integracja i ...żłobek .
Uff...długo mnie nie było. Na tyle długo, że nawet dobra Duszyczka się w kamienicy pojawiła Elokwentna dziewczyna, dodatkowo rozrusza towarzystwo. Chociaż TO towarzystwo specjalnie rozruchu nie potrzebuje, jak lawina błotna, jak kula śniegowa, jak lawa z wulkanu wyleje, zatopi, zasypie i bałaganu narobi.
Kiedyś pozazdrościłam sobie dziewczynom ich pobyt za kratkami. Kto by pomyślał, że nawet nie kombinując mogę narozrabiać i trafić w miejsce zarządzane przez kolegów mundurowych.
A było to tak. Integracja. Różnie się różnym kojarzy. Mnie zwykle z nudnymi prezentacjami i piciem do późna w noc. No bo szczerze co tutaj robić w zimie, na totalnym zadupiu i do tego w browarze. Amatorem piwa w przeciwieństwie do Marianka to ja nie jestem ale z braku laku a właściwie czystej... Szczerze to wiało nuuuuudą, nieudolny podryw w wydaniu kolegi Jarosława, inżyniera od siedmiu boleści zaowocował jedynie wzmożonym przepływem chmielowego płynu.
Piwo nie piwo ale jakieś tam procenty ma. O 23 zarządziłam karaoke ,na co uśpiona nieco zastojem załoga zareagowała entuzjastycznie. Projektor , mikrofon ostały się po nudnych prezentacjach. Przy „We are the champions” postanowiłam zmienić nieco poziom hmmm... postoju i przy pomocy kolegów wdrapałam się na stół. Stół z powyłamywanymi nogami chciało by się rzec cholibka, bo przy wysokim c zachwiał się w posadach ,a ja na 15 cm szpilkach wraz z nim. Równowagi nie dało się utrzymać , co bardziej trzeźwi koledzy (logistyk i księgowy) rzucili się na pomoc. Nieco niefortunnie bo obaj zahaczyli o kabel od projektora i chociaż tym razem jakaś dusza zlitowała się nad moim wielokrotnie obitym tyłkiem bo rypłam na Marcina (to księgowy). Marcin biedulek moich gabarytów nie utrzymał i walnął w Romka (logistyka) ,we trójkę zgodnym rytmem rąbnęliśmy zaś w 2,5 metrową choinkę. Jak nic chlubę właściciela....Choinka spadła na suto zastawiony stół i centralnie walnęła w trójramienny świecznik. Kurczę...fajerwerki przy zajętej ogniem choince to pikuś. Nieco mało ogarnięte z racji pochłoniętych kufelków piwka towarzystwo przez parę sekund uznało to za dodatkową atrakcję wieczoru. Ja wkurzona za brak reakcji rąbnęłam w łeb Marcina mikrofonem (chyba przykleił mi się do ręki). Marcin rąbnął Romka, (bo przecież kobiety, nawet w stanie wskazującym nie wypada). Załoga polała choinkę tym co było w nadmiarze czyli piwkiem....mówię Wam tylko golonki do upieczenia w tym sosie brakowało.
Potem to już nie bardzo pamiętam bo dostałam w głowę świecznikiem nr 2, który akurat kiedy nurkowałam pod stołem szukając szpilki wybrał sobie idealny moment aby spaść ze stołu , na mój kosmaty czerep centralnie. Nie dodam , że taki antyk ważył sobie kilka kilo...
Wieczór był zaje.....Straż i bardziej kumata załoga ugasiła ogień. Finalnie spaliło się dwa stoły , 3 obrusy, stopił świecznik, stłukło 17 talerzy, 9 kufelków, osmaliło ścianę i sufit, (dzięki Bogu podłoga była z betonu!), 6 krzeseł, 3 zestawy kwiatów, mikrofon , rzutnik i odzienia najbliżej siedzących. No i tupecik Janka z jakości...dobrze, ze zdołał zerwać w ostatniej chwili.
Resztę nocy wraz z dwoma kolegami spędziliśmy w żłobku (kto był ten wie, że dzieciaczków tam nie uświadczysz) – lepsze niż lokum zapewnione przez firmę. Podobno będziemy w lokalnej gazecie. Zakaz wstępu na teren mamy dożywotnio. Ja dodatkowo zapewne na wyjazdy integracyjne...
Ale kurka wodna warto było, jedyny wyjazd na którym nie umarłam z nudów.
Gdyby jeszcze tam byli moi kochani mieszkańcy z kamienicy...byloby [cenzura].....x3!
Dzisiaj dogorywam a jutro muszę się zebrać do kupy bo przecież przed nami żywa szopka ala Bagatelka! Będzie się działo...tak jak lubię.
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 09 gru 2018 19:32
autor: forumowicz
Dobry wieczór. Wiem, że Was trochę zaniedbałam ale u mnie gonitwa, gonitwa, gonitwa. Witam nową duszę w naszym towarzystwie. Pora szykować się na kolejne przedstawienie. Tego Panie i Panowie jeszcze nie grali...żywa szopka w wydaniu fantastycznych i niepowtarzalnych mieszkańców Bagatelki. Ale to już na jutro. Miłego wieczoru wszystkim życzę. Ja się relaksuję przy winie (antidotum na piwo) i świecach. Nareszcie spokój...
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 09 gru 2018 19:46
autor: ANDY12345
A propos to była integracja czy dezintegracja bo w tym wszystkim to się pogubiłem

Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 09 gru 2018 19:55
autor: Duszyczka
Dusia w Olecku serce zgubiła.
Tę Kamienicę też polubiła.

Błąka się biedna między wątkami.
Pisze już prawie ustami.

Rąk jej za mało.

Siega do innych technik nieśmiało

Ciężki dzień za mną . Teściową miałam z wizytacją.
Dobranoc wszystkim!

Mąż mi się odgraża że do sypialni nie wpuści jak za 5 minut nie przyjdę.
