Re: Z życia pewnej kamienicy :)
: 14 gru 2018 14:21
No i masz.... piekę sobie w najlepsze te pierniczki... zapach rozchodzi się po mieszkaniu, a tu rumor gdzieś na dole, jakby młotem pneumatycznym rozwalali nam chodnik. Ciekawość mnie zżerała, chciałam zbiec na dół i zobaczyć co też się wyrabia. Może burmistrz po tej naszej inicjatywie (znaczy się inicjatywie Marianka w Domu Dziecka) zaczął przychylnym okiem patrzeć na nasze podwórko i… zarządził remont chodnika??. A bo to dziura na dziurze… w nocy to można łeb rozwalić i połamać giry. Marianek to złorzeczy co niemiara, bo Mu kółka od wózeczka wpadają w te dziury i bidok musi się okrutnie namęczyć, by omijać te wyboje. Ale nie… pierniczki były ważniejsze. Zaczęłaś kobito piec… to skończ.
Skończyłam i pierwsze co, to lecę na dół. Na chodniku spokój… oj naiwności ty moja… że też tak pomyślałam. Burmistrz i dobroć dla mieszkańców? Prędzej to sami się skrzykniemy i te dziury załatamy… choć z groszem u nas ostatnio to cieniuśko, oj cieniuśko. Nasłuchuję… to przecie z naszej kamienicy ten rumor. Matko ty jedyna… rozbierają nam Bagatelkę? Po moim trupie. Wszystko się we mnie zagotowało… pędzę w stronę tego rumoru… ani chybi gdzieś w okolicach mieszkanka Gieni. Walę do drzwi… zamknięte… no to w te pęda do Alego. Od Niego do Gieni to już spokojnie się dostanę. Wpadam do Alego gotowa pomordować tych, co się wzięli za burzenie naszej kamienicy i co widzę? Ali związany jak ten baleron… turlający się po podłodze… walący łbem i nogami w co popadnie. No co za czort? Co ta sirota znów zmalowała?
Wzięłam nóż… cholerstwo tępe to było jak siedem nieszczęść…. tnę te sznurki… słucham jakiś wrzasków Alego… nic nie rozumiem, bo to wszystko w jakimś obcym narzeczu… jeno co zrozumiałam to… „ja im nogi z dupy powyrywam”… ten wierzga jak zarzynane prosię… ale wreszcie udało się… oswobodziłam bidoka. No i co? Jakiś rzezimieszek (ani chybi to Gienia) wpadł nad ranem, związał i zakneblował Go we śnie i tyle. Ile to się biedaczyna nagimnastykował, naturlikał, by z wyra się zwlec.. a raczej spaść… później walił tymi powiązanymi nogami i walił… wznosząc modły do szamana, nawet do naszego Najwyższego… by ktoś się ulitował i oswobodził biedaczysko. Kto i dlaczego Go związał… to On nie wie. Ani chybi zbiry od tej macochy Go powiązały i zostawiły, by im nie zwiał nim wrócą z transportem, co by Alego odstawić do tej umierającej z tęsknoty kobity.
No dobra… uspokoiłam Alego, nawet się nie przyznałam, że wiem kto Go związał. Niech będzie na zbirów. Gieni się powie, żeby się do niczego nie przyznawała… bo jak nic jeszcze się Jej oberwie… cała wina niech spadnie na tych zbirów od macochy. Ali se usiadł na wyrku… w jedną rękę wziął nóż, w drugą jakiś tasak i powiedział, że teraz to On jest gotów wszelkie ataki na swą osobę odeprzeć. A niech odpiera…. Nie mam czasu tłumaczyć, że niebezpieczeństwa nie ma. Jak się pół dnia pomartwi, to z tego nie zemrze……
To teraz jak już w kamienicy spokój, nie muszę walczyć o jej bezpieczeństwo… mogę ruszyć na miasto. I uważajcie jak będziecie wchodzić do Alego.. licho wie czy znajomków za zbirów nie weźmie. Ten tasak w ręku chłopiny coś mi na bardzo niebezpieczną broń wygląda. Najlepiej to jeszcze przed drzwiami wołajcie kto idzie……..
Skończyłam i pierwsze co, to lecę na dół. Na chodniku spokój… oj naiwności ty moja… że też tak pomyślałam. Burmistrz i dobroć dla mieszkańców? Prędzej to sami się skrzykniemy i te dziury załatamy… choć z groszem u nas ostatnio to cieniuśko, oj cieniuśko. Nasłuchuję… to przecie z naszej kamienicy ten rumor. Matko ty jedyna… rozbierają nam Bagatelkę? Po moim trupie. Wszystko się we mnie zagotowało… pędzę w stronę tego rumoru… ani chybi gdzieś w okolicach mieszkanka Gieni. Walę do drzwi… zamknięte… no to w te pęda do Alego. Od Niego do Gieni to już spokojnie się dostanę. Wpadam do Alego gotowa pomordować tych, co się wzięli za burzenie naszej kamienicy i co widzę? Ali związany jak ten baleron… turlający się po podłodze… walący łbem i nogami w co popadnie. No co za czort? Co ta sirota znów zmalowała?
Wzięłam nóż… cholerstwo tępe to było jak siedem nieszczęść…. tnę te sznurki… słucham jakiś wrzasków Alego… nic nie rozumiem, bo to wszystko w jakimś obcym narzeczu… jeno co zrozumiałam to… „ja im nogi z dupy powyrywam”… ten wierzga jak zarzynane prosię… ale wreszcie udało się… oswobodziłam bidoka. No i co? Jakiś rzezimieszek (ani chybi to Gienia) wpadł nad ranem, związał i zakneblował Go we śnie i tyle. Ile to się biedaczyna nagimnastykował, naturlikał, by z wyra się zwlec.. a raczej spaść… później walił tymi powiązanymi nogami i walił… wznosząc modły do szamana, nawet do naszego Najwyższego… by ktoś się ulitował i oswobodził biedaczysko. Kto i dlaczego Go związał… to On nie wie. Ani chybi zbiry od tej macochy Go powiązały i zostawiły, by im nie zwiał nim wrócą z transportem, co by Alego odstawić do tej umierającej z tęsknoty kobity.
No dobra… uspokoiłam Alego, nawet się nie przyznałam, że wiem kto Go związał. Niech będzie na zbirów. Gieni się powie, żeby się do niczego nie przyznawała… bo jak nic jeszcze się Jej oberwie… cała wina niech spadnie na tych zbirów od macochy. Ali se usiadł na wyrku… w jedną rękę wziął nóż, w drugą jakiś tasak i powiedział, że teraz to On jest gotów wszelkie ataki na swą osobę odeprzeć. A niech odpiera…. Nie mam czasu tłumaczyć, że niebezpieczeństwa nie ma. Jak się pół dnia pomartwi, to z tego nie zemrze……
To teraz jak już w kamienicy spokój, nie muszę walczyć o jej bezpieczeństwo… mogę ruszyć na miasto. I uważajcie jak będziecie wchodzić do Alego.. licho wie czy znajomków za zbirów nie weźmie. Ten tasak w ręku chłopiny coś mi na bardzo niebezpieczną broń wygląda. Najlepiej to jeszcze przed drzwiami wołajcie kto idzie……..