Miłego dnia wszystkim
Z życia pewnej kamienicy :)
Proszę by każdy nowy wątek rozpoczynał się wierszem. Najlepiej by to był wiersz autora wątku, ewentualnie wiersz na temat sanatorium.
Uwaga! Jeśli wstawiacie czyjąś twórczość, pamiętajcie, że powinniście posiadać zgodę autora lub właściciela praw na publikację. To bardzo ważne.
Proszę też by nie tworzyć tu wątków, które bardziej pasują do działu "Na każdy temat". Niech ten dział będzie wyłącznie związany z twórczością sanatoryjnych poetów
Poza tym obowiązują wszystkie zasady z regulaminu ogólnego pisania postów na forum dostępnego tu viewtopic.php?t=10
- Cygana
- Super Kuracjusz

- Posty: 591
- Na forum od: 18 lut 2018 00:29
- Oddział NFZ: Wielkopolski
- Staż sanatoryjny: 4
- Podziękował: 1 raz
- Podziękowano: 2 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Miłego dnia wszystkim
- malgorzatas
- Przyjaciel forum

- Posty: 58954
- Na forum od: 16 lis 2013 14:16
- Oddział NFZ: Wielkopolski
- Staż sanatoryjny: 6
- Podziękował: 3 razy
- Podziękowano: 2 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Witam pięknie wszystkich i życzę spokojnego dnia
- BozenaMat
- Super Kuracjusz

- Posty: 6424
- Na forum od: 24 lip 2018 18:32
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 2
- Podziękował: 7 razy
- Podziękowano: 45 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Musowo trzeba usiąść i spokojnie wypić kawkę... rozkoszując się chrupiącym rogalikiem
Miłego dnia życzę..... bez zabiegania i w tym radosnym oczekiwaniu na święta
- malgorzatas
- Przyjaciel forum

- Posty: 58954
- Na forum od: 16 lis 2013 14:16
- Oddział NFZ: Wielkopolski
- Staż sanatoryjny: 6
- Podziękował: 3 razy
- Podziękowano: 2 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Spokojnego dnia wszystkim życzę....jeszcze zaliczyłam bibliotekę i mam co czytać w święta...trzymajcie się cieplutko mieszkańcy kamienicy
-
forumowicz
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Florcine Świąteczne Drzewka
Nie powiem, że z dziką przyjemnością , tym niemniej wywiało mnie w daleki zakątek Polski. Urokliwy nie powiem, ludzie sympatyczni nie powiem, krajobraz urozmaicony nie powiem, ale droga wypluła ze mnie resztki przyzwoitości starego kierowcy.
Przeżyłam 17 tirów, które z lubością wyprzedzały się na autostradzie powodując skręt kiszek jadącym z tyłu i dziki pęd niektórych na drodze zwanej lokalną usianą kraterami, zakosami, zakrętami , mostkami , który to wpędził moje serducho w stan przedzawałowy.
Wieczór odreagowałam w pewnym pubie, teoretycznie irlandzkim W praktyce o żadnym wyborze piw poza jednym w trzech odsłonach (przy trzecim tyciunia paczuszka ale orzeszków nerkowca gratis), właściciel wizjoner z dumą ojca pięcioraczków pokazał mi stworzone z rozmaitych rurek i kraników własnymi ręcyma sporządzone przyrządy do nalewania piwa. No ...musiał a pustawo było wybitnie. Co chwila znikał pod barem i coraz szerzej się uśmiechał...uśmiechał...uśmiechał. No nic...drepcząc zaśnieżonym ryneczkiem do hotelu zatrzymałam się z otwartą gębą nad szopką. Oj rodzimy rzeźbiarz miał wizję...oczęta bolały od krzywizn i kolorów, dzieciątko Jezus przypominało kształtem płaski krowi placek...Nic to, idąc dalej posuwisto-kluczącym krokiem podziwiać mogłam szereg choinek obwieszonych tak licznie wytworzonym jak myślę do tego konkursu ozdobami...(nawet kwiaty z pianki poliuretanowej się znalazły) i tak sobie podziwiając, nieomal spadając ze schodków na jeszcze nie wyleczony do końca tyłek wpadłam na pomysł ,że sobie choineczki dla moich kochanych sąsiadów zakupię, konkurs na ubieranko rozpiszemy, choineczki opędzlujemy po odpowiedniej reklamie i kaska wpadnie...
Rano chciałam w hotelu wyjrzeć przez okno...widok urzekający ...ruchliwa ulica i neon Orlenu z bijącymi po oczach cenami paliw (ropa droższa o 25 groszy na litrze by the way). I tak niefortunnie złapałam za firankę ,że cała wraz z z dziwnie zamocowanymi żabkami wylądowała na podłodze...spoko.
Zakup choin (tak widniało na szyldzie) pojawił się tuż niebawem. O mało cholibka zawieszenia nie urwałam pakując się na olbrzymie podwórze. Błota po pachy. Choiny są a jakże, dorodne jak i właściciel tego kramu. Klienteli chyba nie było bo prawie mnie po rączkach całował , a że rejestracja zamiejscowa, auto nowe jak nic zwietrzył biznes. Optymizm go trochę opuścił bo przecież żyję w świecie przetrwania naszej kamienicy nie? Nie wyszło mu z kłującym i lekko wyłysiałym świerkiem, nie wyszło z drzewkami tak krzywymi jakby witaminy D dla drzewek zabrakło , takich 3,5 metra też nie wzięłam. Wybierałam, marudziłam, komentowałam i finalnie 5 drzewek ([cenzura] pięknych jodełek kaukaskich około 1,5 m- „Pani prosto z Danii , prosto z Danii”) było moje. Biedaczek coby się tak upierdliwego babsztyla pozbyć gratis dołożył donicę ze świerkusiem, którego pewnie i tak by nikt nawet za darmo nie przygarnął i 3 wiązki jemioły.
No i tutaj pojawiły się pierwsze problemy logistyczne. Autko nowe ...na wypasie ale jak to cholerstwo zapakować...Oboje ociekaliśmy potem, igły miałam chyba w przysłowiowej d.....(na łbie to na pewno) auto porysowaliśmy w 34 miejscach, plus tylną szybę, dwa żelowe paznokcie zostały na uroczym podwórku, na przedniej widziałam dyndające szpice choinek, obok na siedzeniu dumnie siedział zapięty na doniczce świerczek. Ja pitolę...cyrk tylko małp na tych drzewkach brak.
O drodze postaram się nie wspominać cud na boskim niebie, że zakręty wyrobiłam , miśki mnie nie zgarnęły, siedziałam skurczona, trzymając kurczowo kierownicę i wpatrując się szalonym wzrokiem przed siebie. Mogę zapewnić ,że ilość zmówionych do Szczecina zdrowasiek przerosła modły Jadzieńki o lat parę.
Kamienicę obudziłam klaksonem o 23.34. Wszyscy wypełzli niechętnie. Musiałam wyglądać naprawdę fantastycznie bo nawet Ali lekko zbladł (znaczy zszarzał) a Andrzejek (o co bym go nie podejrzewała) zapytał czy potrzebuję pomocy przy wejściu do klatki. Panowie raz dwa ogarnęli ten choinkowy bałagan (auto wyglądało jak czołg po manewrach, na dodatek lekko zamaskowany) a choineczki jedna przy drugiej stanęły pod ścianą na korytarzu.
Przedstawiłam mój niezawodny planik aby nie było dobraliśmy się w zespoły, które staną w szranki-ubieranki. Gienia z Alim, Bożenka z Andym, Cygana z Małgosią, Marianek z Bogusiem, Jadzieńka z Pawełkiem i Ja z Jureczkiem (między nami nadal zimna wojna ale może coś ciekawego się z tego wykluje). Mieliśmy sobie wybrane scenariusze wypracować i rankiem zabrać się do roboty. Byłam tak padnięta, że powieki same mi się zamykały. Ludziska pod drzwi mnie odprowadzili, raz jeszcze powiedzieli , że się cieszą ,że dotarłam z tego zadupia z jednym kawałku i nie na koniu i Morfeusz mnie porwał...kocham tych ludzi...
-
forumowicz
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
Oczywistym problem pojawił się już przy wyborze choinek ,ale Ali gromkim głosem huknął, że on to nawet złamanego krzaka w tej swojej Afryce nie miał no to mu się należy prima sort nie? Wydłubał nr 1. Kolejne rozdzieliła niezastąpiona Bożenka.
Coby sobie w graty nie zaglądać każdy jak człowiek pierwotny swój łup dysząc i sapiąc zawlekliśmy do mieszkań. Takiej ciszy przerwanej od czasu trzaśnięciem drzwi wejściowych kiedy ktoś wyruszał po dodatkowe łupy nie było od ho ho i jeszcze trochę.
Tak się zestresowałam, że siedziałam zakręcona jak rogal patrząc tępo w drzewko aż mnie Jureczek palnął od tyłu. Zaskoczyło.....
Dzionek miał się ku końcowi kiedy wymęczeni ale i naładowani chęcią rywalizacji przytaszczyliśmy wytwory naszej wyobraźni do holu...ja pitolę...
Czego tam nie było...najbardziej hmm..spektakularną choineczkę spłodzili Marianek z Bogusiem. Cudeńko. Biedaki cały urobek puszek po piwie z ostatniego tygodnia osadzili na gałązkach. Osadzili bidulkę w...starym gumofilcu przewiązanym sznurkiem. Na szczycie dumnie powiesili wiatraczek co by jak wiatr zawieje rozsiewał słodki zapach chmielu i im wynagrodził straty biznesowe tym zapachem.
Co do reszty choinek ....dawajcie wszelkie mniej lub bardziej szalone pomysły
- BozenaMat
- Super Kuracjusz

- Posty: 6424
- Na forum od: 24 lip 2018 18:32
- Oddział NFZ: Małopolski
- Staż sanatoryjny: 2
- Podziękował: 7 razy
- Podziękowano: 45 razy
Re: Z życia pewnej kamienicy :)
I jak widzę, pomysł, by Marianek ubrał choinkę w puszki po piwie, to nie tylko mnie chodził po głowie. Jak to można przewidzieć tego człeka.......
No to ja tak na szybko........ cośmy z Andrzejem wymyślili
Konkurs
Jakoś tak dziwnym trafem, to z Andrzejem dostaliśmy całkiem pikną choinkę… co ta Florcia gada… że jakieś taki trzeci sort? Pikna była… ale no właśnie. Te przygotowania do świąt całkiem mnie pochłonęły… jak tu wziąć udział w tym konkursie… czasu nie ma… zajęć huk… Ale wszyscy się zapalili, to jak nic… mnie tysz trza. Ni ma uproś. No tom wpadła na pomysł… zrobi się niespodziankę mieszkańcom i będzie choinki z prezentami od Mikołaja. Uradziliśmy z Andym, że połazimy po mieszkaniach… i to co jeszcze jest w jako takim stanie… się od mieszkańców pozbiera. Wszystkiego się nie da… wózeczek Marianka za nic na choince nie zawiśnie… tudzież drzwi Gieni (i tak już wprawione, to się ich nie będzie wykuwało)… dywan Cygany też zbyt te gabaryty za wielkie ma… Ale co się nada, to się powiesi. Nie obyło się od paru przygód, a bo to Zosieńka za nic nie chciała pożyczyć stolnicy, alem jakoś Jej ją wydarła… choć przyciskała do swego dość obfitego biustu. Ze mnie też nie ułomek… to tę walkę wygrałam. Gosia jak nic czapeczki nie da… bo w czym będzie po drożdżóweczki śmigać? Cóż… na te parę dni da się Jej moją… mam taką jeszcze z przedszkola, z pumponikiem… ujdzie. Poza tym rankiem jak Gosia śmiga po te drożdżóweczki to jeszcze szarawo… wsio rybka co ma na głowie. Pewno jakby w worku jutowym polazła, to i tak nikt by nie zauważył. Zresztą w szale przedświątecznym to każdy gna i komu w głowie przypatrywać się idącej kobicie… nawet tak urokliwej jak nasza Gosia.
Andy jakoś wydarł Cyganie obraz, a raczej zdarł ze ściany… obiecując, że po nowym roku odmaluje Jej mieszkanko. No cóż… czymś trzeba było przekupić dziewczynę. Jeno Jadzieńka ochoczo wydała nam słuchawki… bo i tak przez nie radyjka nie słucha… mówi, że przez nie nic nie słyszy. A jak ma słyszeć, gdy ich nie podłączyła? Z Mariankiem to się nie dogadaliśmy… chcieliśmy puszki po piwie, ale nas pogonił… co za chłop. A taki ostatnio był uczynny……. Ja to sobie zapamiętam……. Oj jeszcze przylezie ta sirota… da Mu się popalić. Teraz to już wiem dlaczego nam tych puszek nie dał.
No i przybraliśmy tę choinkę tymi prezentami… w międzyczasie 3 razy przeganialiśmy Czesia, bo zrywał czapeczkę (robiącą za gwiazdę) i siadał na czubku choinki…. Ale choć Czesio kolorowy… za gwiazdę nijak mu robić. Posiedzi chwilę i odfruwa…. a gwiazda przecie ma być na stałe. No choć na chwilę, kiedy te choinki zaprezentujemy. No i zaprezentowaliśmy….. nawet fotkę strzeliłam, bo była pikna.
Ale jednak Marianek nas wszystkich pobił. Choinka z puszkami po piwie była wręcz idealna…… wypisz wymaluj wizytówka Bagatelki. Dołożyć jeszcze te nasz butelki, cośmy obalili ratując Alego i….. cud miód.
Za to chojak Florci zrobił furorę….. tak się pokładaliśmy ze śmiechu, że z tej uciechy pożarliśmy tę resztkę cukierków, co zwierzaki przeoczyły, a się walały po kątach. A na osłodę tego wszystkiego i by uczcić bezpieczny powrót Florci i te prezenty, co nam zrobiła z wyjazdu… tośmy otworzyli szampana, co to czekał na Nowy Rok. Zdąży się jeszcze nowy kupić…

Andrzeja i moja choinka na ten konkurs.......

