Wielki, ogromny, wielopiętrowy supermarket, w którym kupicie wszystko. Szef przyjmuje do pracy nowego sprzedawcę, dając mu jeden dzień okresu próbnego żeby go przetestować. Po zamknięciu wzywa szef nowego sprzedawcę do biura:
- No to ile dziś zrobił pan transakcji?... - pyta sprzedawcę.
- Jedną, szefie!!!...
- Co? Jedną?!... Nasi sprzedawcy mają średnio od sześćdziesięciu do siedemdziesięciu transakcji w ciągu dnia! Co pan robił przez cały dzień? A właściwie to ile pan utargował? - Trzysta osiemdziesiąt tysięcy dolarów.
Szefa zatkało.
- Trzy... sta osiem... dziesiąt tysięcy?... Na Boga, co pan sprzedał?!...
- No, na początku sprzedałem mały haczyk na ryby...
- Haczyk na ryby?... Za trzysta osiemdziesiąt tysięcy?
- No nie, przekonałem klienta żeby wziął jeszcze średni i duży haczyk!...
- Następnie przekonałem go, że powinien wziąć jeszcze żyłkę... Sprzedałem mu trzy rodzaje: cienką, średnią i grubą.
Wdaliśmy się w rozmowę. Spytałem gdzie będzie łowić?...
- Powiedział, że nie wie, więc zaproponowałem mu Missouri, dwadzieścia mil na północ...
W związku z tym sprzedałem mu jeszcze porządną wiatrówkę, nieprzemakalne spodnie i rybackie gumowce, ponieważ tam mocno wieje.
Przekonałem go, że na brzegu ryby nie biorą, no i tak poszliśmy wybrać łódź motorową...
Spytałem go jakie ma auto i wydusiłem z niego, że dość małe aby odwieźć łódź, w związku z czym sprzedałem mu przyczepę!...
- I wszystko to sprzedał pan człowiekowi, który przyszedł sobie kupić jeden, jedyny haczyk na ryby?!
- Nieee!!!... On wogóle nie wędkuje!...
- A przyszedł z zamiarem kupienia podpasek dla swojej żony...
Zaproponowałem mu, że skoro w weekend nici z seksu to może pojechałby przynajmniej na ryby!!...
