Musimy chyba rozdzielić depresję... i rozróżniać...
Moim zdaniem jeden stan to choroba psychiczna... powstająca i istniejąca jakby sama z siebie, bez powodu u kogoś kto ma skłonności, "predyspozycje" i jest podatny...
Drugi stan to stan na zamówienie... mamy co mamy a chcielibyśmy więcej, inaczej, lepiej... jak inni mają... ale to nie ta sama depresja...
Trzeci to beznadzieja totalna... czwarty... to samo życie...
To trudny temat... i każdy przypadek jest pewnie inny i nie jest zależny tak bardzo jakby się wydawało od zasobności, wykształcenia, pozycji, wieku... również...
Znamy osoby żyjące skromnie i będące osobami radosnymi, ciepłymi, życzliwymi i uśmiechniętymi...
Znamy bogatych, dobrze "ustawionych" malkontentów...
Znamy osoby, które życie przygniotło...
Większość z nas zmaga się ze swoimi problemami w pojedynkę, brakuje czasem nawet partnera, z którym można by się podzielić smutkiem chwilowy, drugim smutkiem zanim pierwszy odszedł w zapomnienie a nadchodzi trzeci... droga do apatii i depresji (trochę poszedłem na skróty i nie jest to takie proste, nie jest...
Pomoglibyśmy gdybyśmy umieli w porę zauważyć... ale sami mamy tyle kłopotów... Ktoś kto jest już w kiepskim stanie lub się do niego zbliża... nie okazuje tego, nie manifestuje... wręcz przeciwnie, maskuje i ukrywa... publicznie za to w samotności przeżywa...
Nie znajdziemy recepty na leczenie!
Możemy próbować zapobiegać zabierając czas na smutki, porywając do życia...
Ale powiedzieć "nie martw się", "nie smuć się"... wcale tak łatwo powiedzieć się nie da gdy wiemy, że podłoże tego stanu jest dla kogoś wyjątkowo ważne i wrażliwe...
To jeden lub kilka aspektów tej kwestii a są ich tysiące...
Pamiętajmy o przyjaciołach i bliskich nie tylko wtedy gdy ich potrzebujemy, pamiętajmy o tym, że być może oni nas potrzebują bardziej...
