Argentyt Dąbki
: 17 wrz 2016 00:06
1. Obsługa recepcji -bo to jest przede wszystkim wizytówka danego obiektu. Przyjechaliśmy późno bo OK. 23.00 (ja juz ze śpiąca córka na rękach) i nie powiem, pani w recepcji stanęła na wysokości. Szybciutko znalazła klucz do pokoju, formalności miałam załatwić następnego dnia, i z uśmiechem na twarzy zaproponowała pomoc w dostaniu sie do pokoju. Brawa dla tej pani i oby więcej takich było! -serdecznie pozdrawiam:). Oprócz tej pani, w recepcji jest kilka innych i tu bywa rożnie, ale nie ma tragedii. Jedna jest bardziej uśmiechnięta inna mniej, ale najbardziej ruszało mnie za każdym razem, gdy za pulpitem siedziała szanowna pani kierownik. I taki obrazek: przy pulpicie ludzi tłum - nowych kuracjuszy, matek z dziećmi, ludzi z kulami itp. Dwie panie z recepcji uwijają sie jak w ukropie i chętnie przydałaby sie im jakaś pomoc.....tym bardziej, ze ta ew pomoc siedzi obok....ale, a skąd! Po co, ja sie pytam? Chcieli przyjechać, to niech czekają! Za każdym razem, gdy przechodziłam obok recepcji i stało kilka osób, szanowna pani kierownik wzrok miała utkwionym w komputerze i z zawziętością coś tam pisała, wysyłała itd. Ani razu, szanowna kierowniczka, nie podniosła chociażby wzroku na delikwenta. Wiec, postanowiłam pania sprawdzić. Sama podeszłam (byłam trzecia) i z cała świadomością ruszyłam do niej z pytaniem. Najpierw oczywiście pełna kultura:"przepraszam, ze przeszkadzam...itd"......cisza.....nic.....dalej coś klepie na klawiaturze. Ponawiam pytanie i czekam.....marszcze się.....i odpowiada mi pani recepcjonista, ze to pani kierownik! ??????? Zamurowało mnie! No wiec pytam: " i co z tego"? i wówczas dopiero, szanowna pani kierownik, zechciała na mnie spojrzeć i zapytać :"co sie stało"?, ale kochani, uwierzcie mi, zrobiła to z takim wzrokiem, ze jakby mogła to by mnie....
2. Czystość...dla mnie bezwzględnie ważna w takich miejscach!
W pokojach sprzątane 2x w tyg. Sprzątane to nawet za dużo powiedziane. Przetarta zostaje wówczas podłoga, na bardzo mokro...schnie ze 20 min. I oblany od środka zostaje wc. Nie przecierane sa szafki, komoda TV, stół, nic. Do takiego miejsca do cholery, przyjeżdzają m.in.: dzieci i dorośli z astma i alergia i jak oni maja mieszkać w tym kurzu przez dwa lub trzy tygodnie? Ponoć mozna zamówić sprzątanie codziennie, jak sie ma chore na astmę dziecko, ale jeśli ja nie mam, to ja juz nie zasłużyłam za WYŁOŻONE PRYWATNIE PIENIĄDZE.? Ja sie pytam?. Codziennie sa przecierane podłogi na korytarzach.....na bardzo mokro... Łazienka z zardzewiała półeczka na przybory toaletowe, papier toaletowy -szary. Ręczniki dostępne tylko za kaucja. Ściany polepione tynkiem i nawet nikt nie fatygowal sie, aby go ładnie, na równo zatrzeć i tak zostawione, bez pomalowania. Krzesła w pokojach, jak i wypoczynki na korytarzach dawno nie prane-czarne na brzegach.
3. Standard w pokojach
Pokoje 2 osobowe raczej maja wystarczająca przestrzeń (te z balkonem) -w takim byłam. Dwa lozka pojedyczne, lozka ze starymi, czarnymi na brzegach z brudu materacami, mega niewygodne - sprężyny wbijają sie w ciało leżącego. Poduszki dawno powinny byc wyrzucone. Pełno w nich roztoczy i kurzu. I aż jest tego tyle, ze poduszka w żaden sposób nie daje sie ułożyć. Pościel ponoć mozna zmienić po tyg na życzenie. No właśnie, a dlaczego na życzenie? Ja sie pytam! A dlaczego nie co tydzień, jak potrzeba i bez "na życzenie"? W pokojach nie ma wi-fi. To duża niewygoda dla tych, co musza lub po prosty lubią posterować. ....no właśnie, ludzie żyjemy w XXI w, wi-fi to juz standard! Brak czajnika w pokojach. Sa po dwa lub trzy na pietrze, ale wiecie co sie dzieje? Otóż, od wczesnych godzin rannych 5.30, 6.00 do późnych godzin wieczornych, nawet do 24.00 kuracjusze odbywają piesze wycieczki do czajniczka...
4. Zabiegi i obsługa.
I tu w końcu coś pozytywnego. Przynajmniej mnie nie spotkało nic przykrego. Osoby obsługujące sprzęt bardzo mili i pomocni. Tłumacza ile potrzeba. Uwijają sie, aby każdy szybciutko został obsłużony. Zabiegi, jak to zabiegi....smieszna miałam sytuacje u pana doktora, ktory to "badał" mnie. Zapukałam, weszlam i pan doktor pyta co mi jest. No wiec, myśle sobie, ze w sumie to nic i tak odpowiadam. "Jak to nic?", "nic, a nic.". No, tak -odpowiadam. "I nic nie boli?" pyta pan doktor. A ja, ze mnie trochę boli kręgosłup i kolanka:). A, no to damy to i to - mówi z wyraźną ulgą:))). Serdecznie pozdrawiam pana doktora:).
5. Pomoc dla rodzica, ktory, np. chce pobiegać ...niekoniecznie z dzieckiem, czyli "świetlica".
No cóż, wielkiego WOW to nie ma. Świetlica otwarta od 9.00-12.00 i jeśli jest pani, ktora ma króciutko obcięte, biale włoski to OK, ale jak juz jest pani z czarnymi włoskami to juz nie OK, ponieważ podchodząc pod drzwi świetlicy słyszałam, jak owa pani zwraca, dość głośno, dziecku uwagę, ze ona nie słyszy co do niej mówi jakaś inna tam pani. Gdy weszłam do środka, to okazało sie, ze dziecko jest moje, siedzi na podłodze i ma łzy w oczach, a owa pani sobie gawędzila z kuracjuszka, ktora została w świetlicy ze swoim dzieckiem. No wiec krew mnie zalała. Jak zapytałam córkę co sie stało, to powiedziała mi, ze coś tam chciała powiedzieć pani i, ze ta pani w ogóle jej nie słuchała. I pomyślicie może:"czepiam sie", otóż nie. Znam moja córkę i wiem, ze lubi sobie pogadać ze wszystimi, jak leci:), ale zostawiłam ja na tej świetlicy na godzinę czasu i ktoś miał jej poświecic czas i jej tego czasu nie poświecił, bo gadał. I byc może owa pani przyszła tylko na chwilkę, aby zastąpić panią w białych włoskach, ale co mnie to, ja sie pytam. Albo ktoś umie sie zajmować dziećmi albo nie i wtedy niech zmieni prace. Córka była tam tylko dwa razy.
6. Nareszcie....jedzenie......
Na śniadanie stół szwedzki, mozna najeść sie po korek, ale.....monotonny ten stół. OK, nie czepiam sie. Obiad.....gorzej. Porcje takie, ze spokojnie mozna sie najeść, ale nie o to tu chodzi. Jedzenie, wg mnie niestety, nie dobre. Próbuje przypomnieć sobie choć jedno danie, ktore smakowało zarówno mnie, jak i córce i faktycznie, były takie dwa...z sosem. Kolacja...tragedia! Całkowity brak pomyslunku o daniach, rzeczach, ktore jedzą dzieci. Raz były naleśniki (jeden) nie zjadliwy. Raz były pierogi, na słodko oczywiście i sklepowe oczywiście. Raz były "pampuchy"-dziwna nazwa. Okazało sie, ze sa to te kluchy drożdżowe sklepowe polane jakimś rozrzedzonym dżemem - nie zjadliwe. I raz, ale tylko raz było danie, ktore dzieciaki zmiotły - makaron z sosem bolognase. Dzieci uchachane, smakowało, brzuszki pełne. Jedna tylko dygresja moja: sos ze słoika, tzw gotowiec- dla mnie nie zjadliwy. We wszystkim, gdzie mozna użyć cukru to tam go,użyto. W kawie porannej był, choć nie każdy słodzi. W serze białym był, choć nie każdy lubi słodki. Sos bolognse-gotowiec tez słodki. Fasolka po bretońsku i dla dzieci i dla dorosłych -słodka. Cukier, choć tak szkodliwy to wszechobecny w daniach jest. Zupy na kostkach, słone jak cholera. I pełno w nich, pełno .....ziemniaków. Pomyśllicie: to powinno tam zawrzeć, ani nie zawrzało bo pełno było chleba, bułek wędliny i masła i brzuchy pełne były. No wiec, reasumujac: my, pomimo wydanych pieniędzy, jadaliśmy na mieście. Zapewne znajda sie osoby, ktore bedą pod niebiosa zachwalać kuchnie i dania...i super! Jeśli sa zadowoleni z takiej kuchni to niech im na zdrowie idzie. Niestety, mnie i mojej córce nie smakowało i nie mam zamiaru tego ukrywać. Prowadzę w moim domu inna, odważę sie napisać " zdrowa, acz nie ortodoksyjnie zdrową" kuchnie, a ta w Argentycie do takich nie należy.
I teraz drodzy, przyszli kuracjusze pewne wyjaśnienie z mojej strony w kontekście świadomego napisania o WYŁOŻONYCH PRYWATNYCH PIENIĄDZACH. Otóż, kilka razy zdarzyło mi sie usłyszeć taki tekst wsród kuracjuszy, którzy skarżyli sie a to na to, a to na tamto. I oczywiście, zawsze padało wówczas pytanie a jak pani/pan przyjechał. Z NFZ, czy prywatnie? I szlag mnie trafiał za każdym razem, gdy uświadamiałam sobie, ze tak naprawdę to każdy płaci swoje pieniądze, i każdy ma prawo za nie żądać. Czy ja, czy pani, ktora przyjechała z NFZ. Przecież ona tez płaci na to NFZ. Nikt tutaj nikomu za darmo nic nie daje do cholery. Kuracjusze maja brudne ściany w pokojach i brak czajniczka, a przed wejściem do kuchni od strony placu zabaw stoi niezły......bardzo dobry samochód. To gdzie sa te pieniądze? Ja sie pytam.....
Wszystkich serdecznie pozdrawiam:)