Strona 1 z 1

Gwarek w Goczałkowicach

: 19 wrz 2016 10:49
autor: Basia77
Opinie na stronie Gwarka to albo pisały osoby w z dużą niepełnosprawnością albo w wieku 80+ dla których park i jedna ulica to wszystko co potrzebne do miłego spędzenia czasu albo zarządzający sami sobie piszą te pochwały. Ja mam 54 lata i tydzień temu wróciłam z sanatorium w Gwarku i nie spotkałam żadnego kuracjusza w wieku 70- zadowolonego z pobytu.
Poniżej opiszę mój pobyt.
Po przyjeździe po 8 godzinnej podróży marzyłam o kąpieli i odświeżeniu się, a po wejściu do budynku zabrano mi bagaż do depozytu i kazano iść na obiad (łazienka przy stołówce brudna, śmierdząca bez papieru toaletowego i mydła), potem długo czekałam na załatwienie formalności w recepcji z niemiłymi paniami i klucz do pokoju, założono mi identyfikującą opaskę na rękę (straszono karą za nienoszenie jej w wys. 50 zł ) i kazano od razu iść do pielęgniarki, potem bezzwłocznie do lekarza, który mimo moich protestów, że jestem przepocona, brudna i nieświeża kazał mi się rozebrać do majtek i przeprowadził badanie! (czułam się upokorzona i obdarta z czci i godności ). W pokoju zastałam rzeczy od dawna zamieszkałej osoby i trzy olbrzymie pająki na suficie – myślałam tylko jak wracać do domu!. Kartę zabiegową dostałam na drugi dzień po południu, gdzie zabiegi były rozpisane od rana. I teraz mogę napisać coś dobrego – personel wykonujący zabiegi był miły, serdeczny i grzeczny, lekarze także. Codziennie panie sprzątające moczyły podłogę ( bez zamiatania) i lały jakiś chlor do łazienki – jak poprosiłam o umycie balkonu to usłyszałam, że tę czynność wykonują tylko w poniedziałki, pajęczyn i pająków też nie usuwały, stołu nigdy nie wytarły. Łóżko drewniane twarde, noce nie przespane-deski uwierają w ciało.
Pielęgniarkę z gabinetu 206 jak poprosiłam w czwartek o zmierzenie ciśnienia, bo źle się czułam też kazała mi przyjść w poniedziałek, bo to jest dzień mierzenia ciśnienia – słyszało to parę osób i nie mogło wyjść z podziwu – do poniedziałku mogłam umrzeć!
Po tygodniu wyjeżdżała Pani z którą dzieliłam pokój, a ponieważ moje trzy zabiegi były rozpisane przed południem i po południu ( po południu zabiegi borowina lub kąpiel solankowa, po których trzeba ok. godzinę odpocząć), udałam się do lekarza i do pokoju planowań zabiegów, żebym całe 3 zabiegi miała przed południem, bo skoro ludzie wyjeżdżają to jeden zabieg można mi przełożyć i znowu ściana – stwierdzili, że to jest wymóg NFZ i wszyscy mają tak rozpisane zabiegi, poszłam więc do kierowniczki, która pokazała mi przepis w ustawie w którym jest napisane, że zabiegi powinny być wykonywane przed południem, lub po południu, ale w jej interpretacji „lub” należy czytać jako „i” dopiero Pani Dyrektor załatwiła tę sprawę pozytywnie. Następne dwa tygodnie dzieliłam pokój z Panią o ponad 20 lat starszą i choć była bardzo miła to z pewnością byłoby nam lepiej gdyby recepcja zadała sobie minimum fatygi i dopasowała nas wiekowo (przyjechała Pani którą przydzielono do mojego stolika na jadalni wiekiem zbliżona do mojego, ale ona też dzieliła pokój z osobą ponad 80-letnią, druga koleżanka 64-latka była z 85-latka). Nie wiem czy robili wszystko celowo, żeby przypadkiem nie sprawić nam przyjemności, czy robili z nas opiekunki. Poza tym zero atrakcji chociażby wieczorek zapoznawczy czy jakiekolwiek odpłatne wycieczki co zawsze jest praktykowane we wszystkich sanatoriach. Prywatnie też nie było możliwości chociażby zwiedzenia pobliskiej oddalonej o 5 km. Pszczyny czy Czechowic bo popołudniowe zabiegi uniemożliwiały takie wyjazdy, a i w Goczałkowicach na zaporę też było bardzo daleko i do ogrodów Kapias także W niedzielę był czas i można było pojechać ale nie kursował Bus i była nuda nie do ogarnięcia.
Personel mówił, że to jest szpital i my nie mamy się bawić tylko leczyć, ale mnie lekarz nie kierował na leczenie do szpitala tylko na rehabilitację do sanatorium. W ok. 80% pacjentami szpitala byli ludzie ze śląska na wózkach, o kulach, laskach i poruszający się przy pomocy balkoników w wieku często 80+ i im pewnie było dobrze wystarczyła ławeczka w parku. Windy dwie na 10 pięter (jedna ciągle w naprawie) z których korzystały pokojowe ze sprzętem, przewożono posiłki dla niechodzących i dużo osób na wózkach z pierwszeństwem korzystania z windy. Wjazd na 10 piętro był często niemożliwy, ale były schody. Jedyną atrakcją podczas mojego pobytu była piękna słoneczna pogoda a gdybym dostała skierowanie w listopadzie lub w grudniu to bym wylądowała w psychiatryku. Ogólnie jest to miejsce dobre dla osób z niepełnosprawnością i nadzieją na odzyskanie sprawności a nie dla kuracjuszy z sanatorium, nigdy tu nie przyjadę i przestrzegam innych jeśli jesteście pełnosprawni nie traćcie 3 tygodni życia, a za 600 zł które zapłaciłam można prywatnie kupić podobne zabiegi w miejscu zamieszkania i sól do sporządzania solanek w domu.