Już co prawda trzy tygodnie temu wróciłam z Jubilata, ale moje wrażenia są nadal świeżutkie.
Pobyt z NFZ 3.09.-24.09.2016r. W sanatorium byłam już około 10.00. Pierwsze wrażenie po wejściu do budynku super- czyściutko, ładnie, ze smakiem. Szybkie przyjęcie przez panie recepcjonistki, bardzo miłe zresztą. Po mojej prośbie udało mi się dostać pokój dwuosobowy, choć owe są głównie przyznawane dla małżeństw,a było ich na turnusie sporo. Wlaściwie prawie całe pierwsze piętro to małżeństwa. NFZ miał pokoje na drugim i trzecim piętrze. Pokoje głównie trzyosobowe,ale są też czwórki i tzw.studio. tylko że takie studio to jeden pokój dwuosobowy i jeden trzyosobowy z jedną łazienką. Ciut strasznie jak dla mnie,ale dziewczyny jakoś dawaly radę. Mówiły,że najgorzej jest rano. Drugie piętro to ZUS-owcy.
Pokój ładny, z balkonem, czyściutki, wygodne łóżko, duuuża szafa, nigdy takiej nie spotkałam w sanatorium, meble nowe, szafki nocne, stolik, foteliki. Telewizja oczywiście płatna. Telewizor mały,17 kanałów. Brakowało radia. Łazienka taka sobie, jest co prawda kabina,ale remoncik by się przydał. Płytki już stare i zniszczone.Najbardziej brakowało półeczek na kosmetyki,ale to mały problem. Dawałyśmy radę.
Jedyny wielki minus to balkon. Powiem szczerze,że to ruina, takie zresztą są wszystkie balkony. Jest to najsłabszy punkt całego sanatorium. wyglądają okropnie. Ale to jedyny, jak dla mnie minus.
Przyjęcie przez panią doktor jeszcze w tym samym dniu,koleżanka z pokoju miała lekarza dzień póżniej, w niedzielę. Pani doktor super, dostałam każdy zabieg, który chciałam. Wystarczyło poprosić - mówisz- masz!!!! Zabiegi już od poniedzialku. Pielęgniarka przyniosła kartę wieczorem w niedzielę przy wieczornym obchodzie. tak, tak codziennie wieczorem pielęgniarka chodzi po pokojach około 22.00, także kuracjuszy NFZ.
Na zabiegi co prawda się chodzi do innych obiektów,ale przepiękna pogoda jaką miałam sprzyjała takim spacerom. Niektórzy kuracjusz,którzy chodzili do Starego Jerzego i Jana narzekali,że daleko. No kawałek drogi to jest. Ja miałam zabiegi w Jubilacie, Adamie i Wojciechu, więc bliziutko. Nie wyobrażam sobie jednakże takich spacerów zimą. tym bardziej,że mam słabą odporność.
Wielkim plusem Jubilata jest wyżywienie. Jedzonko naprawdę domowe, smaczne, w ilości wystarczającej. Przemiłe kelnereczki i kelner. Nie było żadnych problemów z dokładkami. A już jedzenie dla kuracjuszy komercyjnych, to mistrzostwo świata. Przez tydzień był ze mną mój małż, był również zachwycony. Powiem szczerze,że z największą przyjemnością pojechałabym do Jubilata jeszcze raz, ale tylko w porze letniej. A jakbym jeszcze trafiła na tak cudowne, wspaniałe towarzystwo, to już szczyt marzeń. Przy okazji pozdrawiam serdecznie moich kochanych zusowców!!!!!! Bez Was nawet Lądek nie byłby tak wspaniały!!!!! te wyprawy po górkach, te kawki i ciasteczka po południu, te wspaniałe tańce co wieczór!!!!! Boże skąd u mnie taka kondycja???!!!!! I na koniec gorące uściski dla mojej współlokatorki z pokoju - Marylko byłaś najcudowniejszą i najbardziej taktowną i życzliwą osoba jaką można sobie wymarzyć!!!!!