Nałożenie się pobytu w dwóch sanatoriach
: 23 sie 2017 15:02
Witajcie!
Może mi ktoś doradzi, co mam zrobić.
W dniach 28.08-18.09 jestem w jednym sanatorium (a dokładnie, w szpitalu sanatoryjnym, z NFZ, Ciechocinek).
Od 13.09 mam skierowanie do innego sanatorium (z ZUS, Ustroń).
Są to dwa różne skierowania na leczenie dwóch różnych schorzeń.
W drugim ośrodku już mi powiedziano, że nie przyjmą mnie z 6-dniowym poślizgiem. Musiałbym zrezygnować z turnusu, oddać skierowanie do ZUS i potem ewentualnie starać się o przedłużenie zasiłku rehabilitacyjnego (czyli znów wszystko od początku: skierowanie od lekarza POZ, lekarz-orzecznik w ZUS, czekanie na termin, niemożliwość pracy...). W ZUS powiedzieli mi, że to, że znalazł się dla mnie szybki termin, w ogóle jest ewenementem, bo wiele osób jest odprawianych z kwitkiem, bo w okresie przyznanego im świadczenia rehabilitacyjnego nie ma miejsc w żadnym ośrodku. Więc, jeżeli oddam teraz skierowanie, lekarz przedłuży mi okres świadczenia reh., orzecznik to potwierdzi, to wcale nie jest pewne, że dostanę jakieś sanatorium w późniejszym terminie.
Sęk w tym, że z NFZ dyskusje w ogóle nie są możliwe, a i wyjazd jest mniej niż za tydzień. A dopiero tydzień temu dostałem skierowanie z ZUS, więc to z nim próbowałem negocjować, bo z NFZ jest już po prostu za późno.
Co mi zostaje? Próbować odpłatnie urwać się z pierwszego sanatorium, żeby punktualnie rozpocząć turnus w drugim?
Problem w tym, że, jak w drugim sanatorium usłyszeli, co mi dolega, to stwierdzili, że i tak mnie nie przyjmą, bo "panu nie będzie można żadnych zabiegów zaaplikować". Powiedziałem, że oni mnie nie widzieli na oczy, a lekarz orzecznik w ZUS stwierdził o celowości rehabilitacji. Ich odpowiedź: "No ale pan i tak nie może przyjechać w terminie". (Powiedziałem o tym w ZUS i usłyszałem, że ośrodek MA PRAWO nie przyjąć pacjenta na leczenie, jeżeli sanatoryjny lekarz tak uzna. Czyli co, mam cały dzień spędzić w drodze, zapłacić za bilet i odejść z kwitkiem, bo mnie i tak nie przyjmą pomimo skierowania???) W tej więc sytuacji może być tak, że skrócę sobie (np. odpłatnie) pobyt w 1 sanatorium (15 dni zamiast 21), a do drugiego wcale mnie nie przyjmą, i nie będę miał nawet jednej pełnej sesji leczenia... Oczywiście, mógłbym nie dostarczyć im CAŁEJ swojej dokumentacji i utrzymywać, że jestem mniej chory, niż jestem, ale taka wielopiętrowa kombinacja może się nie udać i wszystko się rozsypie niczym house of cards.
Proszę o jakieś rady!!!
PS. Nie jestem na wakacjach, nie przebieram w sanatoriach, nie odbija mi z nadmiaru dobrobytu itp. Po prostu jestem po 3 miesiącach w szpitalu, kilku nieudanych operacjach, sepsie, OIOMie - od długiego leżenia na którym wysiadł mi kręgosłup. Więc w Ciechocinku leczyłbym podstawowe schorzenie, a w Ustroniu - kręgosłup. I nie wiem, na czym zależy mi bardziej zależy - chyba na kręgosłupie (czyli ZUS).
Może mi ktoś doradzi, co mam zrobić.
W dniach 28.08-18.09 jestem w jednym sanatorium (a dokładnie, w szpitalu sanatoryjnym, z NFZ, Ciechocinek).
Od 13.09 mam skierowanie do innego sanatorium (z ZUS, Ustroń).
Są to dwa różne skierowania na leczenie dwóch różnych schorzeń.
W drugim ośrodku już mi powiedziano, że nie przyjmą mnie z 6-dniowym poślizgiem. Musiałbym zrezygnować z turnusu, oddać skierowanie do ZUS i potem ewentualnie starać się o przedłużenie zasiłku rehabilitacyjnego (czyli znów wszystko od początku: skierowanie od lekarza POZ, lekarz-orzecznik w ZUS, czekanie na termin, niemożliwość pracy...). W ZUS powiedzieli mi, że to, że znalazł się dla mnie szybki termin, w ogóle jest ewenementem, bo wiele osób jest odprawianych z kwitkiem, bo w okresie przyznanego im świadczenia rehabilitacyjnego nie ma miejsc w żadnym ośrodku. Więc, jeżeli oddam teraz skierowanie, lekarz przedłuży mi okres świadczenia reh., orzecznik to potwierdzi, to wcale nie jest pewne, że dostanę jakieś sanatorium w późniejszym terminie.
Sęk w tym, że z NFZ dyskusje w ogóle nie są możliwe, a i wyjazd jest mniej niż za tydzień. A dopiero tydzień temu dostałem skierowanie z ZUS, więc to z nim próbowałem negocjować, bo z NFZ jest już po prostu za późno.
Co mi zostaje? Próbować odpłatnie urwać się z pierwszego sanatorium, żeby punktualnie rozpocząć turnus w drugim?
Problem w tym, że, jak w drugim sanatorium usłyszeli, co mi dolega, to stwierdzili, że i tak mnie nie przyjmą, bo "panu nie będzie można żadnych zabiegów zaaplikować". Powiedziałem, że oni mnie nie widzieli na oczy, a lekarz orzecznik w ZUS stwierdził o celowości rehabilitacji. Ich odpowiedź: "No ale pan i tak nie może przyjechać w terminie". (Powiedziałem o tym w ZUS i usłyszałem, że ośrodek MA PRAWO nie przyjąć pacjenta na leczenie, jeżeli sanatoryjny lekarz tak uzna. Czyli co, mam cały dzień spędzić w drodze, zapłacić za bilet i odejść z kwitkiem, bo mnie i tak nie przyjmą pomimo skierowania???) W tej więc sytuacji może być tak, że skrócę sobie (np. odpłatnie) pobyt w 1 sanatorium (15 dni zamiast 21), a do drugiego wcale mnie nie przyjmą, i nie będę miał nawet jednej pełnej sesji leczenia... Oczywiście, mógłbym nie dostarczyć im CAŁEJ swojej dokumentacji i utrzymywać, że jestem mniej chory, niż jestem, ale taka wielopiętrowa kombinacja może się nie udać i wszystko się rozsypie niczym house of cards.
Proszę o jakieś rady!!!
PS. Nie jestem na wakacjach, nie przebieram w sanatoriach, nie odbija mi z nadmiaru dobrobytu itp. Po prostu jestem po 3 miesiącach w szpitalu, kilku nieudanych operacjach, sepsie, OIOMie - od długiego leżenia na którym wysiadł mi kręgosłup. Więc w Ciechocinku leczyłbym podstawowe schorzenie, a w Ustroniu - kręgosłup. I nie wiem, na czym zależy mi bardziej zależy - chyba na kręgosłupie (czyli ZUS).