Jak na razie to mam zerowy staż sanatoryjny, jeszcze nigdy nie byłam na kuracji, ale........ może napiszę jakie ja mam nastawienie.
Trochę już poczytałam Forum, sporo tego i nie da się ogarnąć wszystkiego, ale co nieco przejrzałam (tematy, które wydawały mi się pomocne).
Przede wszystkim nastawiam się pozytywnie do wszystkiego, co mnie spotka. Jak pisze
Gienia... zamiast szyneczki można zjeść chlebek z dżemikiem. Mnie to nie przeszkadza, nie jestem wybredna, a jak porcje będą niezbyt obfite... no to stracę ze 2 kilo i wyjdzie mi to na zdrowie. Nie jadę na wczasy, gdzie oczekuje się suto zastawionego stołu. Nie tym będzie dla mnie pobyt w Sanatorium. Chcę podreperować zdrowie i liczę, że to mi się uda.
Współkruracjusze... chciało by się, by byli tacy, co "nadają na tej samej fali". Ale zdaję sobie sprawę, że ludzie są różni, mają różne spojrzenia na życie. Ja wyznaję jedną zasadę. Żyj i daj żyć innym... oraz... czym rzucasz, tym oberwiesz. Dlatego nigdy nikogo nie oceniam, nie usiłuję zmienić, nie umoralniam. Jesteśmy dorośli... czy da się kogoś zmienić przez 3 tygodnie?
Mam nadzieję, że jadąc spotkam fajnych ludzi, da się wspólnie połazić po okolicy, usiąść i wypić kawę. A jak nie? Mam swoje kijki....... połażę sama
Ktoś kiedyś porównał mnie do Pollyanny z książki Eleanor Hodgeman Porter. Coś w tym jest. Zawsze szukam pozytywów, czegoś dobrego. Na ile to się udaje? Mam nadzieję, że dość sporo i jak już dostanę przydział, pojadę do Sanatorium w dobrym nastroju i ze sporą dawką optymizmu na udany pobyt
Ufffffff......... sporo napisałam

Ale jakoś tak mnie naszło
