Wieniec Zdrój 17.02 - 10.03.2019.
: 22 mar 2019 18:48
Zgodnie z obietnicą kilka słów na temat ośrodka.
Przyjechałem do szpitala uzdrowiskowego na 21 dni w niedzielę około godziny 6:00. Wprawdzie nic nie było jeszcze czynne, ale miłe panie w recepcji (przy wejściu) szybko i sprawnie mnie zakwaterowały. Dostałem kartę zbliżeniową do otwierania pokoju (i na posiłki), srebrną opaskę na rękę, oraz wkładaną za szybę auta kartę informującą o tym, że jestem kuracjuszem. Dzień rozpoczyna się obiadem. Ja niestety trafiłem do szpitala (migotanie przedsionków) do Włocławka. Szpital, to wielki moloch o skostniałej strukturze, gdzie na wszystko trzeba czekać w nieskończoność. W większości szpitali gdzie byłem kardiowersję robi się w kilka godzin i o ile nie jest jeszcze nic pacjent idzie do domu. Tutaj czekałem na to do następnego dnia, no i kolejny dzień na wypis. Tak zmarnowałem trzy dni!
W związku z tym, że nie byłem na umówionej wizycie u Pani doktor, dostałem zaocznie listę zabiegów, które w moim przypadku pewnie by mnie wyprawiły na tamten świat. Trzeba było szukać kardiologa. Udało się! Trafił mi się bardzo sympatyczny Pan doktor i pozmieniał to i owo.
Od następnego dnia zacząłem zabiegi. Personel miły, życzliwy, bardzo pomocny. Niejednokrotnie udawało się załatwić zabieg poza godzinami z tym, że lepiej wcześniej niż za późno. Minusem są tu odległości do pokonywania. Dla mnie za duże i na część zabiegów zwyczajnie nie byłem w stanie dotrzeć.
Posiłki te refundowane dość monotonne. Od czasu do czasu jakiś śledzik czy sałatka, ale to sporadycznie. Obiady dobre, smaczne i spokojnie można się najeść. Zupy są na oddzielnym stole i każdy nalewa ile chce, potem się idzie do stolika (często i gęsto rozlewając po drodze). Drugie danie w wersji standardowej, łatwostrawnej (tak jest tam nazwana dieta lekkostrawna) i w wersji cukrzycowej (często jest to samo co i łatwostrawna).
Wykupiłem sobie także część posiłków w wersji komercyjnej (dopłata 39zł/dzień). Tutaj różnorodność duża, jajecznica na śniadanko, paróweczki, wędlina ile kto chce, coś na ciepło z obiadu dnia poprzedniego. Do tego jakieś ciastko, czy gofry, plus kawa/herbata.
Obiad komercyjny to najczęściej dwie zupy (niestety słabe!). Pierwszy raz jadłem rosół z ziemniakami, czy czerwony barszcz z makaronem typu świderki. Drugie dania najczęściej mięsne, choć marnie przyprawione. Często się coś kończyło w trakcie, czasami donosili, czasami nie. Była kilkukrotnie awaria ekspresu do kawy. Panie kelnerki zabierają naczynia na tacę w rękę (w refundowanych na wózki).
Standard ośrodka fajny, łóżko bardzo wygodne, w każdym pokoju klimatyzacja (która na początku u nas nie działała), mieliśmy też balkon i TV.
Czas wolny trzeba samemu sobie organizować. Ceny w barku z kosmosu - piwo 7zł, wejście na wieczorki taneczne 15zł gdzie zespół "gra" z playback'u. Nawet w takiej samej kolejności!
W pobliżu jeden sklep typu mydło i powidło z cenami +50% do cen z marketów, ale jest wszystko. Jest też w budynku punkt apteczny, gdzie niewiele jest, ale wszystko mogą dowieźć najczęściej na następny dzień w cenie +100% do cen w normalnej aptece. Ogólnie zdzierstwo na każdym kroku. Ale nie ma się czemu dziwić, bo w pobliżu nic nie ma i kto potrzebuje, ten kupi.
Gdybym miał wybierać po raz drugi, to zdecydowanie mówię NIE.
Jeśli ktoś ma jakieś pytania, to proszę zadawać. Co będę wiedział, to odpowiem.
Przyjechałem do szpitala uzdrowiskowego na 21 dni w niedzielę około godziny 6:00. Wprawdzie nic nie było jeszcze czynne, ale miłe panie w recepcji (przy wejściu) szybko i sprawnie mnie zakwaterowały. Dostałem kartę zbliżeniową do otwierania pokoju (i na posiłki), srebrną opaskę na rękę, oraz wkładaną za szybę auta kartę informującą o tym, że jestem kuracjuszem. Dzień rozpoczyna się obiadem. Ja niestety trafiłem do szpitala (migotanie przedsionków) do Włocławka. Szpital, to wielki moloch o skostniałej strukturze, gdzie na wszystko trzeba czekać w nieskończoność. W większości szpitali gdzie byłem kardiowersję robi się w kilka godzin i o ile nie jest jeszcze nic pacjent idzie do domu. Tutaj czekałem na to do następnego dnia, no i kolejny dzień na wypis. Tak zmarnowałem trzy dni!
W związku z tym, że nie byłem na umówionej wizycie u Pani doktor, dostałem zaocznie listę zabiegów, które w moim przypadku pewnie by mnie wyprawiły na tamten świat. Trzeba było szukać kardiologa. Udało się! Trafił mi się bardzo sympatyczny Pan doktor i pozmieniał to i owo.
Od następnego dnia zacząłem zabiegi. Personel miły, życzliwy, bardzo pomocny. Niejednokrotnie udawało się załatwić zabieg poza godzinami z tym, że lepiej wcześniej niż za późno. Minusem są tu odległości do pokonywania. Dla mnie za duże i na część zabiegów zwyczajnie nie byłem w stanie dotrzeć.
Posiłki te refundowane dość monotonne. Od czasu do czasu jakiś śledzik czy sałatka, ale to sporadycznie. Obiady dobre, smaczne i spokojnie można się najeść. Zupy są na oddzielnym stole i każdy nalewa ile chce, potem się idzie do stolika (często i gęsto rozlewając po drodze). Drugie danie w wersji standardowej, łatwostrawnej (tak jest tam nazwana dieta lekkostrawna) i w wersji cukrzycowej (często jest to samo co i łatwostrawna).
Wykupiłem sobie także część posiłków w wersji komercyjnej (dopłata 39zł/dzień). Tutaj różnorodność duża, jajecznica na śniadanko, paróweczki, wędlina ile kto chce, coś na ciepło z obiadu dnia poprzedniego. Do tego jakieś ciastko, czy gofry, plus kawa/herbata.
Obiad komercyjny to najczęściej dwie zupy (niestety słabe!). Pierwszy raz jadłem rosół z ziemniakami, czy czerwony barszcz z makaronem typu świderki. Drugie dania najczęściej mięsne, choć marnie przyprawione. Często się coś kończyło w trakcie, czasami donosili, czasami nie. Była kilkukrotnie awaria ekspresu do kawy. Panie kelnerki zabierają naczynia na tacę w rękę (w refundowanych na wózki).
Standard ośrodka fajny, łóżko bardzo wygodne, w każdym pokoju klimatyzacja (która na początku u nas nie działała), mieliśmy też balkon i TV.
Czas wolny trzeba samemu sobie organizować. Ceny w barku z kosmosu - piwo 7zł, wejście na wieczorki taneczne 15zł gdzie zespół "gra" z playback'u. Nawet w takiej samej kolejności!
W pobliżu jeden sklep typu mydło i powidło z cenami +50% do cen z marketów, ale jest wszystko. Jest też w budynku punkt apteczny, gdzie niewiele jest, ale wszystko mogą dowieźć najczęściej na następny dzień w cenie +100% do cen w normalnej aptece. Ogólnie zdzierstwo na każdym kroku. Ale nie ma się czemu dziwić, bo w pobliżu nic nie ma i kto potrzebuje, ten kupi.
Gdybym miał wybierać po raz drugi, to zdecydowanie mówię NIE.
Jeśli ktoś ma jakieś pytania, to proszę zadawać. Co będę wiedział, to odpowiem.