Cześć. Trafiłam tam w listopadzie. Ośrodek (z tego co wiem obecnie przynajmniej częściowo własność skarbu Państwa co wiele tłumaczy) to PRL owska prehistoria.
Do morza jakieś 15 minut, tereny w lecie piękne ale w drugiej połowie listopada jak sceneria z horroru, szczególnie po zmierzchu, który zapada wcześnie o tej porze roku.
Pokój dosyć spory, bardzo skromny, hitem było niedziałające radio z lat mojej młodości. Bardzo nieszczelne okna, wiele osób się przeziębiło. Sprzątanie po łebkach, łazienka (wspólna) brrrr....
Posiłki bez szału. Basen, standardowa baza zabiegowa. Trafił mi się wyjątkowo nieszczególny lekarz ( a właściwie kobieta) która miała w nosie zalecenia mojego neurologa. Oprócz bazy i lokum ważni są też ludzie i cóż też pech po całości. Kobieta okupująca łazienkę, nawijająca przez telefon non stop ( głównie omawiając życie innych) , wcibska, ciekawska, najmądrzejsza, wszędzie była, wszystko widziała i wszędzie ma znajomości. I Cody wylądowała biedaczka w Podczelu.

Koszmar senny, jej głos słyszałam jeszcze parę tygodni po powrocie.

Ratowały mnie wyjazdy do Kołobrzegu z ludkami ze stołu, często wsiadałam w autobus tuż po obiedzie i wracałam przed ciszą. Jakieś tańce, kawusia, spacer już człowiek wracał na właściwe tory. Generalnie wiosną i latem miejsce w którym bym przeżyła mankamenty lokalowe, w okresie jesienno-zimowym nigdy w życiu w to miejsce.
Jadę prywatnie do Kołobrzegu za niedługo to może zajrzę. NFZ jakoś lubi mnie kierować na totalne zadupia pozna jesienią, w tym roku odmówiłam i wcale nie żałuję. Na emeryturze mając urlop cały rok może będę mniej wybredna.
Pozdrawiam i życzę słoneczka, ciepelka to rekompensuje braki.