Witam. Turnus 19.08.-09.09.2024 Kolejowy Szpital Uzdrowiskowy Nałęczów. Sądząc po datach wpisu mogłyśmy być z Anulką 36 w tym samym miejscu i czasie. Moje spostrzeżenia są jednak nieco bardziej przychylne temu miejscu.
Miałam to szczęście, że już dzień przed rozpoczęciem pobytu poznałam Janię z naszego forum i z nią dzieliłam pokój i większość wolnego czasu. Dziękuję Ci Janeczko za całe wspólne 21 dni, które mam nadzieję obie będziemy wspominać bardzo, bardzo długo i bardzo dobrze
Pokój miałyśmy 2 osobowy bez znajomości. Podeszłyśmy obie i poprosiłyśmy o pokój z balkonem i taki otrzymałyśmy. Dodam, iż byłyśmy wcześniej , gdzieś ok. godz. 10. Na klucz przyszło jednak poczekać. Czy był on taki z PRL ? Jako wieloletnia kuracjuszka powiedziałabym, że lepszy, widywałam znacznie gorsze. Zresztą postaram się później wkleić jakieś fotki a ocenę pozostawię czytającym. Natomiast łazienki....

Z takim rozwiązaniem się nie spotkałam. Maleńkie i umywalka w kabinie prysznicowej

ale jeśli miałabym mieć prysznic gdzieś z korytarza to już wolę małe, ciasne ale własne

. Pokoje w znacznej większości były jednakowe. Zdarzały się 3 osobowe - 2-pokojowe (2+1) ale jedynka przechodnia. Rozwiązanie kiepskie. Sąsiedzi obok mieli za to ogromny balkon, podwójny- super. Zabiegi jak Anulka wspomniała na trzech kondygnacjach. -1 - wodne, borowina, sala do gimnastyki, inhalacje i masaże. Piętro 1 ultradźwięki , prądy i chyba laser. Drugie (nasze) ćwiczenia w odciążeniu, sucha CO2 i inne ćwiczenia rąk. Na początku nie stanowiło problemu, że były one w różnych miejscach ale pod koniec turnusu zaczęły psuć się windy i powstał problem szczególnie dla ludzi mających problem z poruszaniem . Windy były dwie . Jedna mała 2-3 osoby, druga większa na 5 .
Wyżywienie. Prawdą jest, że kelnerki były bardzo szybkie i sprawne ale czy to minus czy plus. Nigdy długo nie czekało się na drugie danie a wazy , które szybko znikały ze stołów pozwalały by było po prostu luźniej. Po raz pierwszy spotkałam się jednak , że bez żadnych problemów można było na przykład zamienić sobie surówkę. Ja miałam dietę podstawową z zaznaczeniem gotowane więc miałam zawsze gotowane różne warzywa. Czasami Pani kelnerka coś pomyliła ale zaraz przynosiła właściwe. Podczas pobytu miałam kilka dni nietolerancji pokarmowej Pani Agnieszka (tak miała na imię jedna z kelnerek ) podeszła do mnie i zapytała czy nie ugotować mi kleiku i przez 4 dni gotowano mi ryż , czasami też coś zamieniano np. na jajka. Jania też korzystała z takiej możliwości jak była konieczność. Miałyśmy podobne przypadłości

. Jedzenie było jak wszędzie raczej monotonne ale nikt chyba nie wychodził ze stołówki głodny, choć Panie czasami dokarmiały swoich kolegów od stolika. Często podawano jakieś sałatki za którymi ja osobiście nie przepadam ale to już moja słabość i pewna fobia bo nie jem " mieszanych"

Dużo zastrzeżeń miałabym jednak do wyżywienia komercyjnego. Sama często korzystam z pobytów pełnopłatnych ale też nigdy wówczas nie miałam jedzenia tak słabego. Nie wiele różniło się ono od naszego. Dodatkowo był tylko jakiś owoc choć i na nfz też mieliśmy , kefir czy jajecznica ( chyba raz czy dwa). Stołówka dla wszystkich była jedna. Za pieniądze, które pełnopłatni płacili, jedzenie uważam za kiepskie i nie chciałabym kiedyś na takie trafić ale widać kuchnia nie jest najważniejsza bo klient komercyjny też tu jest.
Na dziś na tym poprzestanę . Postaram się kulturą , rozrywką i ogólnie odczuciami podzielić jutro.
Tymczasem dobrej nocy życzę
