...wrócę do opowieści...może, ktoś z czytających tym razem coś skojarzy..potwierdzi, zaprzeczy...
3.Polańczyk
po długiej podróży z parogodzinnym ,rannym oczekiwaniem na dworcu w Sanoku, dotarłem do Polańczyka...cudowne powietrze, widoki...byłem och i ach.. w Solince dostałem miejsce w pokoju 3 plus 1 z widokiem na Jezioro Solińskie, w jedynce(studio) był pan z Warszawy (chyba Jacek...), na emeryturze, ale całkiem sprawny i wysportowany

, za współlokatorów miałem ratownika górniczego z Cieszyna (Wojtek ok 30kilka lat) i instruktora harcerskiego, pracującego z młodzieżą pana z Kraśnika (Rysiek) z 10 lat starszego ode mnie...już pierwszego dnia stałem się atrakcją, bo wszyscy przychodzili oglądać moją " ogromną" walizę

i pytać, co ja tam mam????

w większości były to panie, zdziwione faktem, że facet może mieć większy "majdan' od nich

byłem drugi w pokoju, standardowo

wyjąłem moje druty i sprawdziłem łóżka, wybierając odpowiednie

czym znowu wzbudziłem sensację, na razie u Ryśka...

Wojtek dotarł jako ostatni, mimo różnic wieku, pochodzenia z różnych środowisk i różnych zainteresowań (jak się później okazało), szybko się zakumplowaliśmy i zaczęliśmy ZGODNIE nadawać na wspólnych falach

wieczorem trafiliśmy, wcześniej trafieni

przywitalnymi trunkami, gdzieś do lokalu w kierunku w prawo , na dół od Solinki, wesołą zgrają , towarzystwem mieszanym, tam grała muzyka i alko lał się strumieniami...