Dziękuję za rady

, tak właśnie czynię zgodnie z tym, co intuicja mi podpowiedziała, a ty mnie teraz utwierdziłeś, że warto jej słuchać. Leżę pod kocykiem, z termoforem za plecami, plecy natarte mazidłem z amanity. Od wewnątrz grzeje mocna herbata, z sokiem z ubiegłorocznych jeżyn i kieliszeczkiem pigwówki handmade.
Przy tym oglądam fajny serial w moich klimatach "Outlander".
A teraz przepis na flaczki. Bardzo prosty. Uprzedzam, to mój autorski przepis, więc dostosowany do moich kubków smakowych.
Najpierw gotuję wywar warzywny. Jeśli potrzebujesz mogę też dać przepis na moją własną wersję.
W dużym garnku (może być na patelni) rozpyszczam masło klarowane (moim zdaniem grzyby smażone na maśle są najsmaczniejsze) i przesmażam najpierw pokrojoną cebulę, a później pokrojone w paski boczniaki. Do podsmażonych grzybów wlewam przecedzony wywar. Dodaję przyprawę do flaków. Można je przyprawić tak jak flaki mięsne, tak jak się lubi. Gotuję jakieś 15 min. Potem ucieram na tarce z dużymi oczkami warzywa z wywaru i dodaję do zupy. Do zup z grzybów nie powinno się ich dodawać, mnie one jednak tu pasują, a po drugie nie lubię nic wyrzucać. Na koniec dodaję porwane liście i łodygi kolendry, bo bardzo lubię jej smak, ale tu sugeruję samemu zdecydować, bo wiem, że z kolendrą jest tak, że albo ją się uwielbia, albo nie znosi. Odstawić zupkę na jakiś czas, by smaki się przegryzły. Później ewentualnie jeszcze dosmaczyć. Moim zdaniem zupy smakują najlepiej na drugi dzień.
Życzę smacznego!
