Odradzam serdecznie wyjazd do "sanatorium" Mielec w Krynicy - byłego ośrodka wczasów pracowniczych z chałupniczo dorobioną bazą zabiegową. Wykonywane tam zabiegi i ich jakość to kpina z ludzi jadących po zdrowie czasem przez całą Polskę: urządzenia rehabilitacyjne przedpotopowe, pewnie z jakiegoś demobilu, psujące się, z wyraźnymi śladami zużycia. Zabiegi wodne wyraźnie limitowane, najchętniej wszystkim zaordynowaliby gimnastykę i picie wód leczniczych, z których część dostępna jest w Krynicy nieodpłatnie. Ponadto rażąco lekceważący stosunek kierownictwa do rozmaitych problemów kuracjuszy. Trudno się dziwić: nawet sprzątaczki pozwalają sobie na chamskie aluzje wobec gości. Próbują tam oszczędzać na wszystkim i zarabiać na wszystkim: opłata za jeden odbiornik TV na dwa pokoje studia po 20 zł od 4 osób, skandaliczne zaprowiantowanie na wycieczki (dwie kromki chleba, pasztet zamknięty w puszce, jakieś jabłko, bez napojów), jeden czajnik na korytarzu na całe piętro, jedna wymiana (z wielką łaską i fochami sprzątaczek) ręczników, niedomyte naczynia, nieśmiertelny pomidor na każde śniadanie i każdą kolację przez 20 dni (w sierpniu!).
Warunki lokalowe bardzo różnie - jeśli dostaniesz pokój od strony zbocza, to masz smród pleśni, wilgoć, zimno i ponury półmrok przez cały dzień.
Większość kuracjuszy z sierpnia 2009 była mocno zdegustowana całokształtem. Ci, którzy byli w sanatorium po raz pierwszy byli mniej rozczarowani, wiadomo: jak się nie widziało bazy zabiegowej z prawdziwego zdarzenia, to można przyjąć, że zdezelowany "materac masujący" z gąbką wystającą z podartej dermy, to norma.
I coś jeszcze na koniec: ponoć spory odsetek kuracjuszy to ludzie, którzy przyjęli skierowania z tzw. zwrotów. O czymś to świadczy. Wy również darujcie sobie wizytę w tym miejscu. Polujcie na inne sanatorium w Krynicy, bo to piękne i warte odwiedzenia miejsce.
