Witajcie moi kochani Szaleńcy
Dzień dobry
Pierwszy lipca, pół roku na boku zobaczymy czym jeszcze uraczy nas aura. Potężne upały dochodzące do 32 stopni ( przynajmniej u mnie ), gwałtowne burze, ulewy i huraganowe wiatry nie mówiąc już nawet o trąbach powietrznych. Wydawało mi się że mieszkam w klimacie umiarkowanym a to jednak tropiki, nawet zim już nie ma jak kiedyś
Bardzo dziękuję za pamięć i życzenia imieninowe
To teraz krótka relacja z imieninowego wypadu do Ciechocinka.
Pojechaliśmy ze znajomymi na sobotni wypad, w końcu 200 km to nie koniec świata, na miejscu byliśmy o 10-ej. Pogoda dopisała 32 kreski, delikatny wiaterek, miłe towarzystwo i dzień zleciał. Znajomi nigdy nie byli w Ciechu więc ja mogłem się wykazać wiedzą i robiłem za przewodnika. Ostatni raz tam byłem w 2017 roku czyli 7 lat temu ale nic się właściwie nie zmieniło, no może tylko to że obok pierwszej tężni jest teraz mały, otwarty "Aqua Park". Całe miasto tonie w kwiatach i aż przyjemnie było spacerować. Odwiedziliśmy także "rudaski" w Parku Sosnowym, Atinko

prosiły żeby Cię pozdrowić i wszystkich "Szalonych".
Około 14:30 poszliśmy na obiad do restauracji "BRISTOL" zwanej przez kuracjuszy "Stodołą" koło Muszli koncertowej. Obiad był porażką, po raz pierwszy spotkałem się w tym miejscu z czymś takim a mianowicie: Zawsze gdy byłem w Ciechu to chętnie odwiedzałem tą restaurację i nigdy nie miałem powodów do narzekań. Zawsze było tanio, dobre jedzenie i darmowa toaleta dla gości. Tym razem było inaczej, już samo to że w porze obiadowej było małe obłożenie mogło dać mi do myślenia bo zwykle za moich czasów trudno buło o miejsce a toaleta płatna. Zamówiliśmy z żoną po golonce, jeszcze pani ostrzegała że jest droga i w zależności od wagi, zgodziliśmy się z tym bo oboje bardzo lubimy golonki. Jakież było nasze zaskoczenie gdy po około 20 minutach podano nam talerze na których znajdowało się: kilka ziemniaków, kwaśna jak cytryna kapusta zasmażana, po kleksie chrzanu i musztardy oraz główne zamówienie GOLONKA. Dostaliśmy po dwie "golonki" każda wielkości pałki kurczaka na co składało się 1 cm skóry i tłuszczu, jakieś schowane w tym chude mięsko grubości małego palca i tak twarde że nie szło tego pogryźć. Nie dość że tego ukroić nie mogliśmy to gdy to się udało w ustach jak kawałek kauczuku. Oczywiście reklamowaliśmy to i nie zapłaciliśmy. Wyszliśmy głodni. Dobrze że żona była zapobiegliwa i w samochodzie mieliśmy kanapki z serem i sałatą.
Poza tym drobnym incydentem wypad udał się nam tylko jeszcze w drodze powrotnej na A1 w stronę do Gdańska na wysokości Kwidzyna zderzyły się 4 auta i 3 godziny staliśmy w upale na autostradzie.
Więcej "przygód" nie pamiętam
Zapraszam na kawę z humorem
Pani pyta Jasia:
– Jasiu kiedy odrabiasz lekcje?
– Po obiedzie
– A czemu dziś masz nie odrobione?
– Bo wczoraj nie było obiadu.
Kontrolna wizyta ciężarnej u ginekologa:
– Ojciec będzie przy porodzie?
– Nie sadzę, nie przepada za moim mężem.
Miłego dnia życzę Wam kochani i póki co odpoczywajcie od upałów
