Były kwestie ogólne, pora na personifikację.
...
Zanim jeszcze zajmiemy się dokładniej zabiegami, jedzonkiem itp. przeczytajcie historyjkę o naszym przyjeździe. Nie dlatego że chcę się jakoś specjalnie żalić, ale mała zaderka pozostała... Normalnie nie byłoby się nad czym rozwodzić, bo zazwyczaj idzie to jak po sznurku - recepcja, opłaty, pielęgniarka, lekarz, przydział i harmonogram zabiegów, klucz do pokoju i kilka kursów z walizkami, torbami czy co tam kto ze sobą przytargał przez pół Polski.
Zawsze przed wyjazdem kontaktuję się z recepcją żeby dowiedzieć się szczegółowo tego o czym nie przeczytamy na stronie Sanatorium, na Forum lub w innym zakątku internetu. Tym razem było tak samo. Poruszyłem kilka tematów, wyjaśniłem wątpliwości i na koniec zasugerowano mi, że najlepiej byłoby pojawić się w okolicach 9 - 10 bo wtedy jest krótsza kolejka do rejestracji, szybciej trafimy do lekarza i będziemy mieć szanse na lepsze zabiegi. Zerwaliśmy się więc w środku nocy o 4.00 i po krótkich przygotowaniach wyruszyliśmy w drogę z piaskiem pod powiekami. Przez to nie mogliśmy się pożegnać z kotką, która oczywiście o tej porze miała do załatwienia inne sprawy, jak to mają w zwyczaju przedstawiciele tego gatunku.
W "Leśniku" pojawiliśmy się jakoś po 9. Kolejka niezbyt długa, trzy panie w systemie taśmowym załatwiają kolejne osoby... Jest dobrze, pomyślałem. Przy wręczaniu klucza każdy usłyszał formułkę żeby szybciutko wypełnić ankietę i siedzieć plackiem w pokoju bo będzie telefon z wezwaniem do pielęgniarek celem założenia dokumentacji. Walizki zostawić w spokoju, półki w szafie mogą poczekać.
Ok - czekać to czekać. Godziny mijały, w międzyczasie był obiad, kolacja, kilka wizyt na recepcji z pytaniem co się dzieje.
Nic się nie dzieje - czekać.
...
Telefon zadzwonił około 20, oczywiście numerki do lekarza dostaliśmy na dzień następny. Takim oto dziwnym trafem choć zakwaterowani byliśmy jako jedni z pierwszych to u lekarza byliśmy jako jedni z ostatnich. W efekcie prawdopodobnie pani doktor (bardzo zresztą miła) miała już rozdane co lepsze zabiegi a planowanie dało godziny takie jakie zostały. Powtarzam - prawdopodobnie.
To co opisuję jest jak do tej pory jedynym negatywnym odczuciem jakie nam towarzyszy. Można było się nie spieszyć skoro to i tak nic nie dało.
To tyle użalania się i marudzenia. Turnus trwa, spędzamy ten czas we własnym rytmie i zgodnie z naszymi upodobaniami, skorzystaliśmy z pięknej pogody w pierwszym tygodniu, teraz trzeba się będzie dostosować do tego co będzie, nie dopuścić do jakiejś infekcji

. Jest pięknie

Następny rozdział to będą już szczegółowe informacje dotyczące zabiegów, wyżywienia, zakwaterowania itd. ale to już na koniec pobytu.