Spoko, spoko, klamerkami podepnę.
Bardziej muszę uważać na prędkość, bo taką mi drogę szykują gładką jak lustro.

Będzie policja miała jeszcze większe żniwa, bo to droga przez las z pierwszeństwem, nie ma pieszych i rowerzystów, gdyż ścieżka rowerowa i droga dla pieszych za pasem zieleni, domy w głębi, znak "teren zabudowany" za lekkim łukiem w krzaczorach, przecznice tylko z jednej strony i z nikłym ruchem, także noga sama ciśnienie pedał gazu.
Nie zdążyłam, choć myślałam, że chociaż na hamaczku chwilę odpocznę, ale za nim wszystko rozpakowałam, poukładałam, to zaczęło padać.
Też dopiero w piątek będę potrzebowała ruszyć do miasta, a teraz trzeba się zadekować i te deszcze niespokojne

przetrzymać.
Dziś nic nie gotuję, zupka z fasolki szparagowej i pierożki z jagodami są w lodówce, tylko odgrzać.

Nie mam planów na popołudnie, ale już nie piszę, że będę odpoczywać, choć takie dostałam polecenie służbowe

, bo znów mnie coś zaswędzi

i wyjdzie, że ciągle mijam się z prawdą.

Pójdę w tym kierunku co ty, czyli będę słuchała wewnętrznego głosu.
