Nie, błotko nie było metaforą

, prawdziwe błotko może dać radochę.
Grzybki oczywiście przesmażam z cebulką, czosnkiem i przyprawami. Pod koniec dodaję makaron, oczywiście ugotowany, bo to ten co się "zresztował". Później śmietankę rozkłóconą z jajkami i przyprawami, a na koniec starty ser, najczęściej mozzarella. Wszystko przekładam do naczynia żaroodpornego i do pieca. Po upieczeniu posypuję szczypiorkiem. Normalnie to w takiej sytuacji biorę pieczarki, ale o tej porze roku trzeba korzystać z darów natury.
Tylko jak cię myśliwi z lasu nie przegonią.

Polują u mnie dziady ostro. Cała zwierzyna chowa się na obrzeżach, to wróciłam, by jej pod lufy nie wypłoszyć.

Ale kilka maślaków do jajówy jest.

Także ja też po zakupach i śniadanie mogę przygotować.
