Dokooptował do mnie wspaniały kolega (Zygmunt - jak to być może kiedyś przeczytasz - pozdrawiam), ale nie w tym rzecz. W pierwszym pokoju znalazł się właśnie jeden z kolegów "obdarzony" przez naturę donośnym chrapaniem, słyszanym nawet przez zamknięte drzwi. I cóż miał zrobić nieszczęśnik któremu wypadło z nim spać????
Patent jaki wymyślił odkryłem wstając pewnego ranka... Oto co zobaczyłem

Był to ni mniej, ni więcej blisko 2,5 metrowej długości kij, którym dźgał chrapiącego
Jak opowiadał, czasami udawało mu się trafić w jakieś "czułe miejsce" i nie mieszczące się w żadnej skali chrapanie zamieniało się w pomruk zadowolenia
Może macie podobne spostrzeżenia, którymi warto się podzielić....

